Polacy deklarują, że najważniejszą wartością w ich życiu jest rodzina, spada aprobata dla rozwodów, a jednocześnie co trzecie małżeństwo się rozpada. Skąd ta rozbieżność?
Ks. prof. Leon Dyczewski:
Wyniki, o których pani mówi, potwierdzają także badania, które przeprowadziłem wśród młodych osób, do 26. roku życia, w województwach mazowieckim i lubelskim. Dla zdecydowanej większości najważniejszą wartością są małżeństwo i rodzina. One nie tylko nie tracą na wartości, ale jeszcze zwyżkują. Trwałe małżeństwo jest cenione i upragnione.
To skąd tyle rozwodów?
Bez wątpienia rozwodom sprzyja klimat społeczny, nakręcany w dużej mierze przez media. Warunki zewnętrzne, prawne, opinia społeczna nie są za cementowaniem małżeństwa i rodziny, ale ułatwiają uzyskanie rozwodu. Ludzie nie mają umiejętności rozwiązywania konfliktów, nie potrafią wytrzymać naporu trudności, wytrwać w kryzysie. Młody człowiek, zawierając małżeństwo, pragnie trwałego związku, ale w świadomości wielu jest już myśl, że jeżeli źle się ułoży, to będzie można się rozwieść.
Religijność i aprobata szóstego przykazania nie są już przeszkodą w uzyskaniu rozwodu?
Głęboka wiara jest wyraźnym czynnikiem różnicującym stosunek do rozwodów oraz sprzyjającym trwałości małżeństwa. Ale niejednokrotnie i ona nie uchroni przed rozwodem, jednak takie osoby mają głębszą motywację i szukają wszystkich możliwości, by uratować małżeństwo.
Dzisiaj mimo plagi rozwodów wzorem życia dla Polaków jest trwała rodzina. Czy w przyszłości zmieni się wzorzec – wiele małżeństw, wolne związki – czy zaczniemy żyć bardziej z obecnym wzorcem?
Małżeństwo i rodzina jako stałe formy życia są antropologicznym pragnieniem człowieka. Dlatego myślę, że to będzie główny nurt życia małżeńsko-rodzinnego, a inne formy życia, które były i będą, pozostaną tylko bocznymi nurtami życia. Ale czy tak się stanie – wiele zależy od decyzji i mądrości polityków.
Rozm. Ewa K. Czaczkowska