Reklama

Rodzice zginęli na oczach dziecka. Śledztwo umorzone

Prokuratura na warszawskiej Pradze Południe umorzyła postępowania dotyczące zabójstwa 33-letniej Moniki P. i samobójstwa jej męża, do których doszło na oczach pięcioletniej córeczki pary.

Publikacja: 04.01.2014 12:36

- Śledztwo w sprawie zabójstwa umorzono ze względu na śmierć sprawcy, a sprawę samobójstwa, bo nie stwierdziliśmy, by ktoś namawiał do jego popełnienia – mówi Renata Mazur, rzecznik praskiej Prokuratury Okręgowej.

Rodzinna tragedia rozegrała się w październiku ub. roku w bloku przy ul. Nasielskiej na warszawskiej Pradze Południe. Policja została wezwana do jednego z mieszkań z powodu nocnej awantury.  Gdy funkcjonariusze przyjechali na miejsce zobaczyli mężczyznę stojącego na gzymie bloku z małą pięcioletnią dziewczynką.

Policjanci rozmawiali z desperatem  i z dziewczynką. Namawiali do zejścia. Na miejsce ściągnięto strażników, którzy rozłożyli skokochron. Mężczyzna nie posłuchał policjantów. Skoczył w dół, za ziemię, obok poduszki ratunkowej. Przeżył upadek. W ciężkim stanie trafił do szpitala, gdzie po godzinie zmarł.

Ratownicy weszli do mieszkania. Tam odkryli zwłoki 33-letniej Moniki P. Kobieta została zadźana nożem. Świadkiem jej śmierci, a poźniej także desperackiego kroku ojca była pięcioletnia dziewczynka, która po tej tragedii znalazła się pod opieką psychologa. Zaopiekowali się nią rodzice. Śledczy nie zdecydowali się na przesłuchanie dziecka.

- Jego relacje znamy z przesłuchania dziadków. Dziewczynka opowiedziała im co się wtedy stało – mówi prok. Mazur.

Reklama
Reklama

Z ustaleń śledczych wynika, że małżonkowie byli prawnikami. Nie mieszkali z sobą od roku, dzieckiem opiekowali się na przemian. Mężczyzna prowadził własną działalność gospodarczą związaną z ochroną patentową, a jego żona pracowała w domu mediowym.

Małżeństwo było w trakcie rozwodu. Po wyprowadzce z domu mężczyzna podjął leczenie psychiatryczne, które później przerwał. W dniu tragedii Łukasz P. przyszedł do żony i córki. – Rodzice bardzo się wtedy pokłócili – mówiła dziadkom dziewczynka. Potem mężczyzna zamordował żonę, a później siebie. – Nie mamy wątpliwości, że to  Łukasz P. zamordował żonę, a potem sam się zabił. O tym, że to on dokonał zabójstwa świadczą liczne ślady biologiczne zabezpieczone na nożu czy na rękach mężczyzny – tłumaczy prok. Mazur.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kraj
Czy Polskę 2050 w Warszawie czeka podział? Reakcje na wojnie na górze
Kraj
„Rzecz w tym”: Nowe Centrum, stara próżnia? Polityczna układanka po rozpadzie Polski 2050
Warszawa
Rekordowa cena za metr kwadratowy zapłacona. Gdzie jest granica?
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama