Reklama

Proces Tomasza Gzella i Jana Pawlickiego

Pierwszy raz po 1989 r. zatrzymano dziennikarzy za wykonywanie pracy.

Aktualizacja: 24.11.2014 07:57 Publikacja: 24.11.2014 00:43

Dziennikarze Jan Pawlicki (na zdjęciu w sali sądowej, w tylnym rzędzie z lewej) i Tomasz Gzell podcz

Dziennikarze Jan Pawlicki (na zdjęciu w sali sądowej, w tylnym rzędzie z lewej) i Tomasz Gzell podczas zatrzymania relacjonowali wydarzenia z siedziby PKW. Oskarżono ich o naruszenie miru domowego

Foto: PAP, Jakub Kamiński

W Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia rozpoczął się w piątek proces w trybie przyspieszonym dwóch dziennikarzy – reportera telewizji Republika Jana Pawlickiego i fotoreportera PAP Tomasza Gzella.

Policja oskarża ich o naruszenie miru domowego w siedzibie PKW podczas czwartkowego protestu okupacyjnego. Mieli oni nie opuścić budynku mimo wezwań funkcjonariuszy i administracji obiektu. Dziennikarze nie przyznali się do winy. Twierdzą, że relacjonując przebieg protestu i jego zakończenie, wykonywali tylko swoje obowiązki i nie uczestniczyli w okupacji PKW.

– Wychodząc z sali, chciałem jeszcze poprosić dowódcę akcji o wypowiedź do kamery. Wtedy wydał polecenie zatrzymania mnie, po czym odwrócił się i wyszedł – wyjaśniał podczas rozprawy Pawlicki, a Gzell tłumaczył, że w momencie zatrzymania był już w kurtce, robiąc ostatnie zdjęcia. – Byłem jednym z pierwszych, którzy chcieli wyjść – podkreślał.

To prawda. Moment jego zatrzymania uchwyciły kamery TVN 24. Na filmie widać, że gdy Gzell jest wyprowadzany z sali, inni dziennikarze wciąż filmują akcję policji i robią zdjęcia wynoszonym z sali konferencyjnej. Ich jednak nie zatrzymano.

W siedzibie PKW Gzell był już kilka godzin przed protestem. – Dyżur zacząłem około godz. 14. Miałem robić zdjęcia na jedynej zaplanowanej tego dnia konferencji. Wchodząc, oddałem legitymację prasową i dostałem przepustkę – tłumaczył w sądzie.

Reklama
Reklama

Gdy wcześniej informował policjantów, że jest dziennikarzem, usłyszał jedynie... „nic nie szkodzi". – Dziennikarstwo jest misją. Pokazujemy rzeczy, których nie mogą widzieć inni – tłumaczył Gzell sędziemu.

Legitymacja prasowa nie pomogła także Pawlickiemu.

Dziennikarze spędzili w areszcie ponad 20 godzin. To pierwszy taki przypadek po 1989 r. Nie mogli się skontaktować z rodziną, odebrano im telefony, aparaty fotograficzne, kamery, paski do spodni i sznurówki. Zwolnił ich dopiero sąd, uznając dalsze przetrzymywanie za bezcelowe.

Przestępstwo, za które odpowiadają Pawlicki i Gzell, jest publicznoskargowe. Procesu  by więc nie było, gdyby urzędnicy Kancelarii Prezydenta, do której należy siedziba PKW, wskazali, że dziennikarze nie naruszyli miru domowego. Nie robiąc tego, zrównali ich z okupującymi.

Zatrzymanie Gzella i Pawlickiego wywołało oburzenie w środowisku mediów. Pod sprzeciwem wobec działań policji podpisało się już ponad 120 dziennikarzy z różnych redakcji. Lista wciąż się wydłuża. Oświadczenia w obronie swoich pracowników wydały telewizja Republika i PAP. Agencja podkreśliła, że jej ustawowym obowiązkiem jest relacjonowanie publicznych zdarzeń, a Klub Fotografii Prasowej i Stowarzyszenie Fotografów przypominają, że zgodnie z prawem prasowym praca dziennikarzy w takich warunkach podlega specjalnej ochronie, za jej uniemożliwianie grozi zaś więzienie.

Zaniepokojenie zatrzymaniem wyraziła także międzynarodowa organizacja Reporterzy bez Granic i poinformowała, że monitoruje sprawę od samego początku. Na represje wobec dziennikarzy nie godzi się także „Rzeczpospolita". „Media nie mogą być zastraszane" – napisał redaktor naczelny Bogusław Chrabota.

Reklama
Reklama

– To wydarzenie wielkiej wagi – uznał prezes PiS Jarosław Kaczyński. Jego zdaniem Polska zmierza szybkimi krokami w stronę Białorusi.

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, pytana o zatrzymanie dziennikarzy, odparła, że „nie można naruszać miru domowego", że to „zamach na demokrację" i że powinni oni odpowiedzieć karnie.

O losie Pawlickiego i Gzella zadecyduje sąd. Grozi im nawet rok więzienia. Na rozprawach 26 listopada i 5 grudnia będą przesłuchiwani świadkowie.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Warszawa
Rekordowa cena za metr kwadratowy zapłacona. Gdzie jest granica?
Kraj
„Rzecz w tym”: PiS gubi radykalizacja? Kulisy wojny o duszę prawicy
Kraj
Lotnisko Chopina bije rekordy. Pasażerowie szturmują bramki, a port szykuje się do rozbudowy
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama