Pierwotnie dziewiczy rejs Oriona miał rozpocząć się w czwartek. Z powodu silnego wiatru - a później z przyczyn technicznych - procedurę startową wstrzymano. Udało się dopiero po 24 godzinach.
Orion to nowy amerykański pojazd kosmiczny, który w założeniu ma pozwolić na załogowe wyprawy poza orbitę Ziemi. Umożliwi astronautom np. podróż dookoła Księżyca. Na razie jednak kapsuła wywiozła w kosmos aluminiowe sztaby (imitujące astronautów) oraz zestaw czujników.
- To wielki dzień dla całego świata, dla wszystkich, którzy interesują się kosmos — cieszył się oglądający start szef amerykańskiej agencji kosmicznej Charles Bolden. — Pewnie nie wszystko pójdzie dobrze, ale wszystko co się sprawdzi będzie oznaczać jeden powód do zmartwień mniej.
Rakieta Delta IV Heavy wyniosła Oriona na ok. 6 tys. km ponad powierzchnię planety. Kapsuła ma okrążyć Ziemię dwukrotnie i wylądować na Pacyfiku dziś po południu naszego czasu.
To właśnie procedura lądowania najbardziej interesuje inżynierów NASA. Podczas wejścia w atmosferę powierzchnia kapsuły rozgrzeje się do ok. 2 tys. st. C. Musi wytrzymać, bo podczas prawdziwych misji jej zadaniem będzie ochrona życia ludzi.
Specjaliści będą też przyglądać się działaniu spadochronów, które mają spowolnić opadanie pojazdu w ostatniej fazie przed wodowaniem. Posłuży do tego zautomatyzowany dron śledzący lot Oriona.
NASA wydała dotąd na prace konstrukcyjne 9 miliardów dolarów. Drugi lot Orion odbędzie dopiero za cztery lata — to również będzie próba bez załogi. Trzecia misja, zaplanowana na 2021 rok ma pozwolić dwójce astronautów oblecieć Księżyc.