Niemal pół miliona osób demonstrowało w niedzielę w Izraelu, domagając się uwolnienia zakładników przetrzymywanych przez Hamas oraz zakończenia wojny w Gazie. Było to jedno z największych zgromadzeń w Izraelu od czasu rozpoczęcia wojny wywołanej terrorystycznym atakiem Hamasu na Izrael sprzed niemal dwóch lat, zorganizowane przez Forum Rodzin Zakładników i Zaginionych.
Masowy wiec odbył się w Tel Awiwie po strajkach w całym kraju oraz blokadach dróg zdesperowanych obywateli, którzy pragną nie tylko powrotu zakładników do domu, ale i pokoju.
Do strajku nie przyłączył się Histadrut, największa centrala związkowa w kraju. Z sondaży wynika jednak, że zdecydowana większość, dochodząca do trzech czwartych obywateli popiera porozumienie z Hamasem, które w zamian za zakończenie wojny w Strefie Gazy miałoby doprowadzić do natychmiastowego uwolnienia wszystkich zakładników.
Czytaj więcej
Deklaracje państw zachodnich są próbą wymuszenia końca wojny w Gazie i zapewnienia pokoju na dłużej. Ale Izrael nie chce państwa palestyńskiego. Ws...
Premier ma plan
Z drugiej strony są i takie nastroje, jakie zademonstrował gen. Ahron Haliw, który miał powiedzieć w nagraniu udostępnionym przez telewizję Channel 12, że w zamian za śmierć Izraelczyków w czasie ataku na Izrael powinno umrzeć w sumie 50 tys. Palestyńczyków, bez względu na to, czy są to dzieci. Gen. Haliw był w 2023 roku szefem wywiadu wojskowego.
– Dwa tygodnie temu otrzymaliśmy znak życia od naszego Roma. Jest głodny, torturowany i przerażony – mówił na wiecu w Tel Awiwie Ofir Braslawski, ojciec Roma Braslawskiego, zwracając się z apelem do Netanjahu, aby zakończył wojnę.
Na żądania i prośby demonstrantów odpowiedział on już kilka dni wcześniej na konferencji prasowej. – Biorąc pod uwagę odmowę Hamasu złożenia broni, Izrael nie ma innego wyjścia, jak dokończyć dzieła i ostatecznie pokonać Hamas – ogłosił premier, dodając, że zlikwidowanie dwóch pozostałych bastionów Hamasu w mieście Gazie i obozach dla uchodźców jest najlepszym sposobem na zakończenie wojny.
Chodzi o obozy Nusajrat i Burajdż w centralnej części Gazy. W pierwszym z nich niemal rok temu zginęło prawie trzystu Palestyńczyków w czasie izraelskiej operacji uwolnienia czterech przetrzymywanych tam zakładników. Już to świadczy o tym, jakie skutki miałaby przynieść nowa operacja militarna.
Przygotowania do katastrofy
Armia izraelska rozpoczęła już do niej przygotowania. Polityczna decyzja w tej sprawie została już wcześniej przyjęta przez rząd Netanjahu. Ofensywa miałaby się rozpocząć do 7 października, w drugą rocznicę ataku Hamasu na Izrael. Do tego czasu armia zamierza przesiedlić ludność cywilną w inne miejsca na południu enklawy, aby „zapewnić jej bezpieczeństwo” – jak to ujęto w sobotnim komunikacie.
Czytaj więcej
Od początku wojny w Gazie nie było takich nacisków na Izrael, by ją natychmiast zakończyć. I powstrzymać głód.
Tym samym w mieście powinni pozostać jedynie bojownicy Hamasu. Nowi przesiedleńcy mają otrzymać namioty oraz inny sprzęt. W sobotnim komunikacie poinformowano, że sprzęt dla nowych uchodźców zostanie przekazany przez ONZ i inne międzynarodowe organizacje pomocowe przez przejście graniczne Kerem Szalom w południowej części Strefy Gazy, po uprzedniej kontroli przez izraelskich wojskowych.
Z dotychczasowej praktyki wiadomo jednak, że część tych rzeczy zostanie w czasie kontroli zatrzymana.
Trudno sobie wyobrazić bardziej katastroficzny scenariusz dla ludności palestyńskiej. Został tak opracowany, aby wywrzeć presję na Hamas i zmusić tę organizację do uwolnienia wszystkich zakładników i złożenia broni.
– Jest to mało prawdopodobne. Należy się spodziewać, że Hamas będzie walczyć do końca, utrzymując zakładników traktowanych jako polisa ubezpieczeniowa – mówi „Rzeczpospolitej” z Bejrutu Nadim Shehadi, były ekspert londyńskiego Chatham House.
Jego zdaniem presja na Hamas w postaci groźby nowej ofensywy i śmierci tysięcy Palestyńczyków nie przyniesie skutków, jakich mógłby oczekiwać Netanjahu, krytykowany ze wszystkich stron przez międzynarodową opinię publiczną za plany nowej operacji w Strefie Gazy.
Hamas łagodnieje?
Jednak presja na Hamas wydaje się przynosić pewne rezultaty w postaci złagodzenia stanowiska Hamasu w toczących się nadal negocjacjach prowadzonych przez pośredników z Kataru i Egiptu. Jak pisze brytyjski „The Guardian” negocjatorzy Hamasu otrzymali właśnie w Kairze nowe instrukcje mające skłonić Izrael do wznowienia rozmów. Dotyczą zawieszenia broni, które miałoby obowiązywać przez 60 dni. W tym czasie zakładnicy mieliby zostać zwolnieni w dwóch transzach w zamian za uwolnienie grupy Palestyńczyków z izraelskich więzień.
Nie jest to całość propozycji. Zdaniem „Jerusalem Post” izraelski rząd odrzuca postulaty Hamasu, żądając całkowitej kapitulacji.
– Netanjahu nie jest zainteresowany zakończeniem wojny. Wtedy rozpoczną się rozliczenia i na porządku dnia stanie pytanie o odpowiedzialność za katastrofę sprzed prawie dwóch lat – mówi „Rzeczpospolitej” Awi Scharf z najbardziej krytycznego wobec premiera dziennika „Haarec”.
Zwraca uwagę, że w swym dążeniu do utrzymania za wszelką cenę władzy Netanjahu nie może sprzeciwić się żądaniom dwóch swych ultranacjonalistycznych ministrów Bacalela Smotricza i Itamara Ben-Gwira, gdyż groziłoby to upadkiem rządu. Premier ma też osobiste powody w zachowaniu obecnego stanu rzeczy – toczą się przeciwko niemu sądowe postępowania związane z korupcją.