Z tego artykułu się dowiesz:
- Jakie działania podejmuje amerykańska armia przeciwko przemytnikom narkotyków na wschodnim Pacyfiku?
- Dlaczego działania wojskowe USA w ramach wojny z kartelami budzą kontrowersje w kontekście prawa międzynarodowego?
- Jakie argumenty przedstawia administracja USA w kontekście działań przeciwko kartelom?
W atakach na trzy jednostki zginąć miało łącznie osiem osób – wynika z komunikatu Dowództwa Południowego USA (SOUTHCOM) odpowiedzialnego za działania amerykańskiej armii w rejonie Ameryki Łacińskiej.
Z wpisu wynika, że atak został przeprowadzony na polecenie sekretarza obrony Pete'a Hegsetha przez siły Połączonej Grupy Zadaniowej „Południowa Włócznia”. Zgrupowanie bierze udział w ogłoszonej przez Hegsetha operacji „Południowa Włócznia”, w ramach której wojsko USA prowadzi działania na wodach międzynarodowych przeciwko łodziom, które – jak podaje po każdym ataku strona amerykańska – biorą udział w przerzucie narkotyków.
Administracja USA przekonuje Kongres, że jest na wojnie z kartelami narkotykowymi
Tym razem z opublikowanego komunikatu wynika, że „wywiad (USA) potwierdził, iż łodzie (zaatakowane przez armię USA) poruszały się po znanych trasach przerzutu narkotyków na wschodnim Pacyfiku i brały udział w przemycie narkotyków”.
Czytaj więcej
– Oficjalna wersja, że Wenezuela to kraj przemycający ogromne ilości narkotyków do Ameryki, to jedynie pretekst do obalenia obecnego rządu i zainst...
Wpisowi towarzyszy nagranie z adnotacją „odtajnione”, na którym widać moment ataku na każdą z łodzi.
O poprzednim ataku na łodzie przemytników amerykańska armia informowała 4 grudnia – wówczas też na cel armia USA wzięła jednostkę poruszającą się po wodach międzynarodowych wschodniego Pacyfiku. Łącznie w co najmniej 21 takich atakach zginęło już 95 osób.
Przedstawiciele administracji USA przekonują Kongres, że Stany Zjednoczone znajdują się w stanie „konfliktu zbrojnego” z kartelami narkotykowymi z Ameryki Łacińskiej. Operacja amerykańskiej armii przeciwko kartelom rozpoczęła się 2 września, gdy armia przeprowadziła dwa ataki na łódź domniemanych przemytników znajdującą się na wodach Morza Karaibskiego. Wówczas zginęło 11 osób, a kontrowersje budzi fakt, że – jak ujawniono – dwie osoby przeżyły pierwszy atak i na nagraniach, na których widać moment drugiego ataku, z którymi zapoznali się kongresmeni (nagrań tych nie upubliczniono) widać rozbitków unoszących się na wodzie. „Washington Post”, który ujawnił tę sprawę, twierdził że drugi atak przeprowadzono, ponieważ Pete Hegseth miał wydać polecenie, by nikt z załogi łodzi nie ocalał, czemu jednak sekretarz obrony USA zaprzecza. Hegseth tłumaczył, że nie był świadom, iż ktoś przeżył pierwszy atak – zapewniał jednocześnie, że decyzja o drugim ataku była uzasadniona.
Czytaj więcej
„Franklin bierze na cel narkoterrorystów” - okładkę fikcyjnej książeczki dla dzieci o takim tytule umieścił na swoim koncie w serwisie X sekretarz...
– Podejmowane przez Stany Zjednoczone działania przeciwko potencjalnym przemytnikom narkotyków mają niewiele wspólnego z prawem międzynarodowym. Używanie sił zbrojnych w celach policyjnych jest oczywiście możliwe i przewidziane w wielu porządkach prawnych poszczególnych państw, jak i w prawie międzynarodowym. Tylko że w takich wypadkach wojsko działa jak siły policyjne. A celem sił policyjnych jest zatrzymanie przestępców i doprowadzenie ich przed oblicze wymiaru sprawiedliwości. Natomiast takie intencjonalne atakowanie, powiedzmy, przemytników, nie mieści się w granicach prawa międzynarodowego ani w standardach praw człowieka. Po drugie, sytuacja, do której pan się odniósł, czyli ostrzelanie łodzi, a potem dobijanie tych rozbitków, to już jest przestępstwo do kwadratu, zbrodnia międzynarodowa – mówił w rozmowie z „Rzeczpospolitą” dr Piotr Milik z Akademii Sztuki Wojennej.
Administracja USA określa ofiary ataków mianem „bezprawnych kombatantów” – określenie to stosuje się w prawie międzynarodowym humanitarnym wobec osób biorących udział w walkach bez przestrzegania konwencji genewskich, które tracą przy tym status kombatantów i ochronę gwarantowaną jeńcom wojennym.
USA zwiększają presję na Wenezuelę, Donald Trump nie wyklucza rozszerzenia wojny z narkobiznesem na inne kraje
Atakom na łodzie, które mają należeć do przemytników narkotyków towarzyszy rosnąca presja USA na Wenezuelę. Amerykanie skierowali w rejon Morza Karaibskiego najpierw osiem okrętów (w tym okręty desantowe), a potem również grupę uderzeniową lotniskowca USS Gerald Ford (obecnie na pokładach okrętów znajdujących się w tym rejonie znajduje się łącznie 15 tys. żołnierzy USA), przebazowali również 10 myśliwców F-35 na Portoryko, by wsparły one działania podejmowane przeciwko kartelom.
Siły USA na Morzu Karaibskim
USA oskarżają przywódcę Wenezueli Nicolása Maduro o wspieranie przemytu narkotyków do Stanów Zjednoczonych (czemu władze w Caracas zaprzeczają). Według administracji Trumpa przywódca Wenezueli i jego administracja faktycznie kontrolują tzw. Kartel Słońc (Cartel de los Soles). USA nie wykluczają rozpoczęcia ataków na cele naziemne w Wenezueli – Trump sugerował to ostatnio we wtorek, w czasie przemówienia w Pensylwanii.
W ubiegłym tygodniu USA nałożyły nowe sankcje na tankowce transportujące wenezuelską ropę, dzień po zajęciu jednego z objętych wcześniej sankcjami tankowców u wybrzeży Wenezueli. Z nieoficjalnych informacji wynika, że Amerykanie nie wykluczają zajmowania kolejnych tankowców.