A jeżeli jeszcze jeden z nich jest synem ambasadora Rosji przy Unii Europejskiej (mieli do siebie blisko, obaj w Brukseli), to jest to sprawa najwyższej dyplomatycznej rangi. I okazja dla Moskwy do obnoszenia się ze swoim oburzeniem i podkreślania, jak to zwykle bywa, że drastyczne posunięcia dotyczą ludzi niewinnych, niemających nic wspólnego ze szpiegostwem.
To przypomina czasy zimnej wojny – a ściślej to, co nam się z nią kojarzy. Ale nie mamy zimnej wojny między sojuszem północnoatlantyckim a Rosją. Wręcz przeciwnie – wypowiedzi, apele i działania z ostatnich tygodni sugerują, że jest całkiem ciepło.