Argument, że były szef CBA powiedział tyle, ile wiedział, a jako zdymisjonowany urzędnik po prostu nie może sięgnąć w dowolnej chwili, powiedzmy na półkę z zeznaniami, nie trafia jak widać do komentatorów gazety Adama Michnika. A o tym był właśnie mój tekst.
Marcin Wojciechowski pisze też, że zarzuty wobec Drzewieckiego warto jednak zbadać. Czy napisałby to, gdyby nie listy do Seremeta, a potem wywiad Kamińskiego dla „Uważam Rze”? Oczywiście — nie A jednak osądza człowieka, który napisał listy i udzielił wywiadu, jak najostrzej. Zbadajmy, ale tych, którzy przynieśli złe nowiny, odsądzajmy od czci i wiary, tak można by streścić jego filozofię. Dla mnie jest to filozofia absurdalna.