Przypomnijmy: w lipcu 2012 r. Trybunał Konstytucyjny zakwestionował aż 24 artykuły ustawy o rodzinnych ogródkach działkowych. Orzekł, że samorządy są bezprawnie zmuszane do zrzekania się swojej własności, a reprezentujący działkowców Związek jest ogromnie uprzywilejowany.

Posłowie PO już w ubiegłym roku przygotowali projekt ustawy, który miał zrealizować wskazówki TK. Przewidywał on powrót do normalności, czyli poszanowanie praw własności właścicieli terenów działkowych, zwykle gmin. Chronił też jednak interesy działkowców. W kontrze powstał projekt obywatelski konserwujący patologie.

I to ten projekt niespodziewanie poparł premier Donald Tusk. Napisał nawet do działkowców list. Z troską przekonywał: „bardzo zależy mi na tym, żeby każdy z nas mógł cieszyć się swoją działką. Dobrze wiem, co znaczy możliwość spędzania czasu na świeżym powietrzu wśród wypielęgnowanej przez siebie zieleni". I zapewniał, że to projekt obywatelski będzie czołowy w pracach Sejmu.

Dryfująca ekipa. Tak trzeba określić sposób sprawowania władzy przez obecny rząd. Nie ma tu już miejsca na przełomowe projekty (ostatnimi były podniesienie wieku emerytalnego i deregulacja), na stawianie czoła wyzwaniom, by uzdrawiać naszą rzeczywistość. Jest polityka trwania i ulegania oczekiwaniom silnych lobby. W trosce o słupki poparcia. Reforma KRUS? Zapomnijcie, przedłużamy o kolejny raz prowizorkę z opłacaniem składek do NFZ za rolników. Zmiany w emeryturach górniczych? „Nie będę słuchał mądral z Warszawy" – zapewnia związki Tusk. Likwidacja destrukcyjnej Karty nauczyciela? Zaledwie drobna korekta. Zmiany w sposobie przyznawania rent z ZUS? Nic o tym nie wiadomo.

Przywileje kosztują. Każdy z nas musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chce pracować na innych, często lepiej sytuowanych. Tyle że dobrze reprezentowanych i krzykliwych.