Wyrok sądu w Bydgoszczy, który w poniedziałek nakazał TVP przeproszenie Krzysztofa Brejzy, jest przełomowy. Nie tylko dlatego, że politykowi PO udało się wygrać sądową batalię o swe dobre imię. Przede wszystkim z tego powodu, że sąd opisał cały taśmociąg niszczenia ludzi przez aparat władzy PiS, stosowanie metod znanych z poprzedniego systemu.

Jak służby włamały się na telefon Krzysztofa Brejzy i zmanipulowały jego korespondencję?

Sąd oficjalnie bowiem stwierdził to, co dotychczas było przerażającą, ale hipotezą: CBA założyło w telefonie ówczesnego szefa sztabu PO podsłuch, wykradło z jego telefonu historię korespondencji na różnych komunikatorach, którą następnie w zmanipulowanej postaci opublikowała TVP po to, by uderzyć w polityka ówczesnej opozycji. Funkcjonariusze aparatu propagandy PiS nie weryfikowali źródeł, nie powstrzymali się, wiedząc, że zatruwają życie i dobre imię jakiegoś człowieka. Widzieli w nim tylko wroga, polityka PO.

Czytaj więcej

Jest wyrok ws. Pegasusa. TVP ma przeprosić Krzysztofa Brejzę

Ponieważ trzeba było czymś przykryć aferę hejterską w Ministerstwie Sprawiedliwości, którą wówczas opisały media, służba specjalna, czyli CBA, oraz wydział propagandy PiS, czyli TVP, zorganizowały wspólnie akcję przeciwko Brejzie, wymyślając aferę hejterską w Inowrocławiu na podstawie zmanipulowanych wiadomości z telefonu polityka.

Jego własne esemesy pomieszane z tym, co do niego przychodziło, miały wyglądać jak instrukcje dla współpracowników, by niszczyć politycznych przeciwników. Tyle tylko, że afera istniała wyłącznie w artykułach Samuela Pereiry w TVP i zmanipulowanych materiałach operacyjnych CBA.

Wyrok sądu pokazuje, dlaczego potrzebna jest rewolucja w TVP i CBA

Dlatego też wyrok sądu ma kolosalne znaczenie polityczne. Ujawnione ubeckie metody działania państwa PiS stają się argumentem w aż trzech ważnych toczących się obecnie dyskusjach w polskiej polityce.

Po pierwsze, w dyskusji o przyszłości TVP. To, co ustalił sąd w sprawie Krzysztofa Brejzy, jest doskonałym przykładem wykorzystywania telewizji publicznej w politycznej walce, niszczenia politycznych konkurentów, montowania fikcyjnych afer i wreszcie przykładem tego, jak niebezpieczne bywają związki między służbami specjalnymi a mediami.

Czytaj więcej

Szef CBA został odwołany. Znamy nazwisko następczyni

Druga dyskusja dotyczy działań służb specjalnych. Platforma, która przed laty popierała powołanie CBA, dziś postuluje likwidację tej służby ze względu na to, że stała się ona policją polityczną. Wyrok bydgoskiego sądu zdaje się tę tezę jednak wzmacniać – w przypadku Krzysztofa Brejzy nie chodziło o ściganie jakiejkolwiek korupcji, ale o wykorzystanie machiny podsłuchowej przeciwko szefowi sztabu wyborczego Platformy Obywatelskiej. Jak widać, służby w telefonie Brejzy nie znalazły dowodów na przestępstwa, skoro trzeba było aż manipulować wiadomościami z jego komunikatorów, by ustawić „aferę”.

Po tym wyroku znacznie trudniej będzie bronić CBA, przekonywać, że taka służba jest potrzebna. Postulat symbolicznego końca CBA będzie więc politycznie atrakcyjny.

Sprawa Krzysztofa Brejzy pokazuje, że komisja śledcza w sprawie Pegasusa jest potrzebna

Trzecia rzecz to kwestia narzędzia. W Sejmie właśnie ruszają prace nad komisją śledczą, która ma sprawdzić, jak to się stało, że Polska kupiła Pegasusa, że zrobiono to ze środków na pomoc ofiarom przestępstw, że wreszcie wykorzystano tę potężną cyberbroń nie wobec szpiegów, mafiozów czy terrorystów, ale wobec polityka opozycji.

I nie tylko wobec niego. Jak wiemy, również wobec jego rodziny, wobec niepokornej prokuratorki czy wobec znanego adwokata reprezentującego Donalda Tuska.