We wtorek odbyły się przyśpieszone wybory parlamentarne w dwóch niedużych krajach. Jeden jest naszym sojusznikiem w kluczowych sprawach bezpieczeństwa militarnego i energetycznego. Ale nim, Danią, prawie nikt się nie interesuje, emocje wzbudza Izrael. Nie mam wyjścia i ja. Muszę napisać o wyborach do Knesetu, a nie do Folketingetu (krótko zatem: wygrali, zwiększając liczbę mandatów, socjaldemokraci pod wodzą premier Mette Frederiksen – mało lewicowi w sprawach imigracyjnych). Muszę, choć to z Duńczykami nam po drodze w najważniejszych sprawach – wojny na Ukrainie i wzmacniania wspólnego zachodniego bloku antykremlowskiego.