Najważniejszym elementem najnowszego pakietu sankcji jest zgoda na limit cenowy na ropę. To instrument, który jeśli zostanie uzgodniony na poziomie grupy państw G7, do czego dążą USA, pozbawi rosyjski budżet miliardów euro. Dla unijnych odbiorców wiele on nie zmieni, bo i tak od 5 grudnia wchodzi zakaz importu ropy z wyjątkami dla kilku krajów. Ale ani ubezpieczyciele z państw G7, w tym potężny brytyjski Lloyds, ani statki, w tym flota Grecji, Cypru i Malty, nie będą mogły zajmować się rosyjską ropą powyżej pewnego limitu cenowego. Dodatkowym pozytywnym skutkiem będzie niższa cena ropy dla biedniejszych krajów trzecich.

Do pewnego finansowego osłabienia Rosji doprowadzi też zakaz importu kolejnych dóbr: produktów stalowych, chemicznych czy papieru. Najnowsze sankcje głębiej nadgryzają też strukturę rosyjskiej gospodarki, co ma już pewne skutki teraz, ale jeszcze lepiej zadziała w średnim i długim terminie. Obejmują zakaz eksportu z UE różnego rodzaju produktów, w tym podwójnego, cywilnego i wojskowego zastosowania: maszyn, produktów elektronicznych, chemicznych. Rosyjska gospodarka nie jest w stanie się rozwijać bez nowoczesnego wkładu z Zachodu, co obejmuje także jej przemysł wojskowy. Rosji już teraz brakuje precyzyjnego, nowoczesnego sprzętu, z czasem będzie jeszcze gorzej.

Czytaj więcej

UE: Jest porozumienie - będzie ósmy pakiet sankcji wobec Rosji

Sankcje są w UE przyjmowanie jednomyślnie i choćby dzięki temu siłę uchwalonych do tej pory ośmiu pakietów można uznać za atomową. Czy to z powodu sankcji, czy dobrowolnych decyzji państw członkowskich Unia nie importuje już z Rosji węgla, a za dwa miesiące skończy sprowadzać ropę. Gazu co prawda sankcjami nie obkłada, ale jego udział w imporcie spadł już z 40 proc. do 7,5 proc. Na rynku rosyjskim nie ma europejskich firm, gospodarka tego kraju doświadcza technologicznej zapaści, a setki osób i firm mają zakaz wjazdu czy zakaz robienia biznesów z UE.

To wszystko szkodzi Rosji, ale nie zniechęca jej do prowadzenia działań wojennych przeciw Ukrainie. Bo nie taka jest rola sankcji. One mają osłabić ukarany kraj, ale w krótkim terminie nie prowadzą do zmiany zachowania, co pokazuje choćby przykład objętej sankcjami od wielu lat Białorusi. Tym bardziej, że UE, nawet razem z USA, choć były ważnymi partnerami gospodarczymi Rosji, to jednak nie działają w próżni. Reszta świata wciąż potrzebuje rosyjskiej ropy, gazu i węgla, nie mówiąc już o rosyjskiej pszenicy.

Same sankcji wojny nie zatrzymają. Działają tylko jako element większej całości, w której kluczowym komponentem jest ciągle pomoc wojskowa dla Ukrainy.