Antyunijna kampania, którą rozpoczęło Prawo i Sprawiedliwość, ma sporo logicznych luk. Najpierw Brukselę frontalnie zaatakował Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Sieci”, a potem w tym samym kierunku poszedł premier Mateusz Morawiecki w dwóch tekstach opublikowanych w „The Spectator” czy „Die Welt”. Szef rządu skarżył się na to, że Unia przestała być ciałem demokratycznym, lecz stała się oligarchiczną strukturą kierowaną przez Niemcy i Francję, użył wręcz sformułowania o imperializmie wewnątrz Unii, posługując się tym pojęciem również wobec agresywnej polityki Rosji. Ze słów premiera wynika więc, że Polska powinna walczyć tak z imperializmem rosyjskim, jak i unijnym, a ściślej – niemieckim. To radykalna, zbyt radykalna retoryka i wątpię, by Polacy masowo przyznawali rację premierowi porównującemu imperializm rosyjski i niemiecki.