Rząd wymyślił perpetuum mobile. To maszyna, która działa sama, zżerając wszystko, co napotka po drodze. Inflacja. Karmiona pieniędzmi drukowanymi przez NBP, nienasycona rzuca się na ludzi, zabiera im dochody i ucieka z powrotem do prezesa Glapińskiego. A ten szykuje nową porcję przysmaków, żeby premier Morawiecki mógł karmić ją z ręki. Obieg zamknięty.

O co chodzi w zwalczaniu inflacji? O takie schłodzenie atmosfery, żeby maszyna zdechła z głodu. Dlatego recepty neoliberałów zakładają zdławienie zarobków, wycofanie pieniędzy z rynku i utratę siły nabywczej gospodarstw domowych. To Polska przećwiczyła na początku lat 90.

Czytaj więcej

Aleksandra Ptak-Iglewska: Inflacja szybuje, czyli jak bardzo sobie nie radzimy

Prezes PiS dobrze to pamięta, tak jak i niepokoje społeczne towarzyszące reformom stosowanym kiedyś w Chile przez „Chicago Boys”. On wie, że ludziom trzeba dać. Więc daje: kolejne uderzenia inflacji w pośpiechu rekompensowane są różnego rodzaju transferami, takim jak tzw. trzynastki czy czternastki dla emerytów, a także wakacje kredytowe. Ale dla tych, którzy mają prawdziwe kłopoty, te środki to kropla w morzu potrzeb. A dla tych, którzy są najbogatsi – niezauważalne kieszonkowe.

Pensje też zaczęły już topnieć. Bo przy kręcącej się spirali – wypłaty świadczeń i wynagrodzeń – nie mają szans dogonić inflacji. Efekt? Ci, którym pieniądze są najbardziej potrzebne, zaczynają ubożeć jeszcze bardziej. To oni płacą za politykę rządu. Czym się różni to od polityki znienawidzonych przez Jarosława Kaczyńskiego neoliberałów?

Wiadomo: biednemu zawsze wiatr w oczy. To, co jedni robili świadomie, stosując terapię szokową, obecna władza robi, bo jest nieudolna. Chcieli zdążyć przed wyborami zaklajstrować dziury w finansach własnych wyborców, ale nie potrafią. Za szybko to idzie.

Fałszywa troska o stygmatyzowanie tych, którzy pomoc od państwa otrzymują, to nic innego, jak przyznanie, że narzędzia, którymi dysponujemy, są niewłaściwe

Czy biedni zawsze muszą płacić za terapie szokowe i nieudolność rządzących? Bogate państwa, stosując narzędzia polityki społecznej, polegające przede wszystkim na walce z nierównościami i rozwarstwieniem, wiedzą, że powszechne wydatki na transfery oferowane wszystkim niczego nie zmienią. Po pięćset dostanie i milioner, i biedak. Więc pomoc adresuje się precyzyjnie, kieruje tam, gdzie jest potrzebna. Tak, żeby zażegnać widmo nędzy i wykluczenia, które zabija spójność społeczną.

To dlatego główne środki, jakie otrzymujemy w ramach wyrównywania poziomu życia wewnątrz Unii, to fundusze spójności. Polska z nich czerpie, a np. Francja nie. To samo trzeba zrobić teraz w Polsce. Fałszywa troska o stygmatyzowanie tych, którzy pomoc od państwa otrzymują, to nic innego, jak przyznanie, że narzędzia, którymi dysponujemy, są niewłaściwe.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM