Ostatnio nie ma dobrych informacji – dziś GUS poinformował, że inflacja w czerwcu wyniosła 15,6 proc., czyli najwięcej od… marca 1997 r. Ludzie, którzy się wtedy urodzili, dziś kończą studia. Rekordowa inflacja oznacza, że nasza gospodarka pcha się w coraz bardziej rekordowe kłopoty. Mówiąc obrazowo: kradnie nam z portfela pieniądze, bo one w rekordowym tempie tracą wartość.

Napędzają ją głównie ceny paliwa, które rok do roku wzrosły o niemal połowę – 46,7 proc. A co gorsza, rosną nadal, po czterech już miesiącach wojny. Od maja podrożały o kolejne 9,4 proc. Nośniki energii wzrosły w tym czasie odpowiednio o 35,3 proc – w ujęciu rocznym – i 3 proc. – w ujęciu miesięcznym. Żywność poszła w górę o 14,1 proc., a od maja – o 0,7 proc.

Wszyscy wiemy, że wizyty na stacji benzynowej to ostatnio bardzo przykre doświadczenie. Jeszcze niedawno za 100 zł zatankowałabym 17 litrów diesla, a dzisiaj – 12 litrów. Pełny 40-litrowy bak kosztuje 315 zł. Wielu z nas dobitnie odczuwa dziś zapaść transportu publicznego, bo poza większymi miastami właściwie nie ma w co się przesiąść z samochodu.

Co dalej z inflacją? Jedni ekonomiści oceniają dziś, że jest poza kontrolą, inni, że szczyt osiągnie we wrześniu. Tyle że wcześniej przewidywano, że szczyt osiągnie w wakacje… Jedno jest pewne – czeka nas kolejna fala podwyżek na rynku spożywczym, już dziś zapowiadana przez firmy. Bo nośniki energii skoczyły o jedną trzecią w ciągu roku, a bez energii, chłodni i transportu nie ma chleba, piwa, mięsa czy przetworów.

Kiedyś też prawdopodobnie przeminie zerowa stawka VAT na żywność, która, jak widzimy, inflacji nie wyhamowała, a teraz wręcz może do niej się przyłożyć, gdy wróci normalny podatek. Ceny nadal będą rosły, może wolniej, ale to już tylko będzie sztuczka techniczna, bo spadną tylko procenty określające tempo wzrostu, a ceny wysokie już zostaną. Co nie nadąży za tymi cenami? Wynagrodzenia. Czyli – biedniejemy, jak już pisałam na początku.

Kryzys rozpędza się ze wszystkich stron. Swoją cegiełkę dorzuca wskaźnik PMI, który oddaje nastroje w przemyśle. Tak dramatyczny spadek – do 44,4 pkt – właściwie oznacza recesję. Kolejny zimny prysznic. Rosną stopy procentowe, spada zdolność kredytowa Polaków – kupią dużo mniej mieszkań, więc budownictwo czekają trudne czasy. I może to dotknąć też kolejne branże z nim związane.

Nie stać nas na da dalsze wstrzymywanie pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy. Jeśli nie dołączymy do tego wyścigu, to nam Zachód odjedzie, po raz kolejny

Jeśli problemy mają branże napędowe dla naszej gospodarki, bo rolnictwo też jest w opałach, to sytuacja wymaga włączenia sygnału alarmowego i obcięcia populistycznych wydatków państwa, kupujących głosy wyborcze „czternastych” emerytur czy różnych dotacji, np. na związki wyznaniowe. To dziura bez dna, na którą dziś nas nie stać.

I jeszcze jedna rzecz, na którą nas nie stać. Na dalsze wstrzymywanie pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy. Nie stać nas na spór polityczny, który blokuje wypłaty pieniądze unijnych. I to podwójnie nie stać, bo my ich potrzebujemy i wciąż na nie czekamy, a inne kraje już swoje środki otrzymują, wykorzystują i już gaszą pożary swoich gospodarek. Jeśli nie dołączymy do tego wyścigu, to nam Zachód odjedzie, po raz kolejny. Inflacja to tylko papierek lakmusowy, jak bardzo sobie nie radzimy. Okazuje się, że zarządzanie państwem jest trudniejsze od prowadzenia banku.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM