Czwartkowe głosowanie w Sejmie to symboliczne, choć jeszcze nie ostateczne, zakończenie absurdalnej sagi o likwidacji Izby Dyscyplinarnej. Przez dziesięć miesięcy PiS nie był w stanie wykonać wyroku TSUE z 15 czerwca 2021 r., choć niemal od razu najważniejsi politycy partii rządzącej zapowiedzieli likwidację ID. Jednak po drodze PiS miał ważniejsze rzeczy na głowie: a to wprowadzić Polski Ład, z którego się ostatecznie wycofał, a to przegłosować lex TVN, który opatrznościowo zawetował prezydent Andrzej Duda. W międzyczasie TSUE nałożył na Polskę drakońskie kary finansowe za niewykonanie wyroku (do dziś zebrał się miliard złotych), Komisja Europejska zaś zablokowała środki z Funduszu Odbudowy do momentu wykonania wyroku. W efekcie przepadło nam 20 mld zł zaliczki na KPO w ubiegłym roku, a nawet jeśli środki na KPO będą odblokowane, pieniądze wypłacane będą z dołu, trzeba będzie więc je najpierw pożyczyć.

Równocześnie jednak trwał polityczny pat. PiS nie był w stanie przegłosować likwidacji ID bez Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry, który jednak stawiał warunek, by przy okazji dokonać czystki w Sądzie Najwyższym. Na to jednak nie godził się prezydent. Czas uciekał, a Andrzej Duda coraz lepiej rozumiał, w jak poważnej sytuacji geopolitycznej znalazła się Polska. Pod koniec października do Warszawy zaczęli przyjeżdżać szefowie amerykańskich służb, informując prezydenta i premiera o rosyjskich planach agresji na Ukrainę.

Czytaj więcej

PiS obroniło Zbigniewa Ziobrę

Dlatego Duda wziął sprawy w swoje ręce i na początku lutego przedstawił własny projekt likwidacji ID, który miał odblokować unijne środki. Dla Ziobry był on jednak nieakceptowalny. Do ostatniej chwili trwały targi o kształt poprawek, które usatysfakcjonują ministra sprawiedliwości, ale nie dadzą KE pretekstu do blokowania funduszy.

Ziobro poszedł na kompromis, bo zrozumiał, że jeśli w czwartek zagłosuje przeciwko, PiS na niego zwali winę za blokadę miliardów z unijnych funduszy, które Polsce w tak trudnej sytuacji gospodarczej bardzo by się przydały. PiS dysponuje potężną machiną propagandową, skierowanie jej przeciw Ziobrze byłoby zbyt dużym ryzykiem. Równocześnie dostał kilka ważnych dla siebie prezentów. PiS obronił go w czwartkowym głosowaniu nad wotum nieufności, a wcześniej wybrał nową Krajową Radę Sądownictwa zgodną z planami Ziobry.

PiS-owi bardziej opłaca się ustawę likwidującą przeprowadzić z Ziobrą, niż paktować z opozycją, ponieważ ustawa trafi teraz do Senatu, gdzie opozycja ma większość. Gdyby w Senacie przegłosowano poprawki niemożliwe do zaakceptowania przez PiS, znów trzeba by szukać jakiejś większości w Sejmie, by je odrzucić. Przyciśnięcie Ziobry zmniejsza więc ryzyko wysypania się całej sprawy w kolejnych tygodniach, gdy ustawa wróci z Senatu.

Największym wygranym czwartkowego głosowania jest prezydent Andrzej Duda. Ostatnie miesiące to jego czas. W pewnym momencie obudził się z drzemki i przedzierzgnął z wasala kierownictwa PiS w samodzielnego polityka, patrzącego ze znaczenie szerszej, wręcz geopolitycznej perspektywy na sytuację w Polsce. A swoim zachowaniem w czasie wojny, walką o wolną i niepodległą Ukrainę, ale też niedzielnym wystąpieniem w ukraińskiej Radzie Najwyższej przeszedł już do historii, jako jeden z liderów naszego regionu.