Zbigniew Ziobro obroniony, Izba Dyscyplinarna zlikwidowana, spójność koalicji rządowej zachowana, unijne pieniądze z KPO wkrótce popłyną do Polski – takie zadanie postawili przed sobą posłowie Prawa i Sprawiedliwości przed czwartkowym posiedzeniem Sejmu.

Zadanie wykonano. Izba niższa zagłosowała za prezydenckim projektem dotyczącym zmian w Sądzie Najwyższym, którego kluczowym elementem jest likwidacja Izby Dyscyplinarnej. Dzięki temu Polska ma uzyskać unijne środki z Krajowego Planu Odbudowy zablokowane przez łamanie praworządności przez władze PiS. Propozycję głowy państwa poparł klub PiS, trzech posłów Kukiz’15, dwoch z koła Polskie Sprawy i dwóch posłów niezrzeszonych. Od głosu wstrzymali się głównie posłowie Konfederacji.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Prezydent ratuje rząd

Co na to KE?

Komisja Europejska postawiła trzy warunki zatwierdzenia KPO: jasne zobowiązanie do likwidacji Izby Dyscyplinarnej SN, zmiany w systemie dyscyplinarnym w wymiarze sprawiedliwości, a także zapoczątkowanie procesu przywracania odsuniętych sędziów do orzekania. Kamienie milowe porozumienia są powoli spełniane. A przynajmniej ich część. Sejm przyjął prezydencki projekt o SN zakładający likwidację Izby Dyscyplinarnej. Do orzekania został przywrócony sędzia Piotr Juszczyszyn (ale bez swojej zgody został przeniesiony z wydziału cywilnego do wydziału rodzinnego).

Czy to „akt dobrej woli” PiS, czy „mydlenie oczu” Komisji Europejskiej? Przedstawiciele Kancelarii Prezydenta i Kancelarii Premiera zapewniają, że Bruksela jest zadowolona ze spełnianych warunków i środki z KPO wkrótce popłyną do Polski szerokim strumieniem. Dowodem na zamknięcie przez PiS frontu z Brukselą ma być wizyta w Polsce w najbliższy czwartek szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen.

Co się nie zgadza w tym rachunku? Sędziowie zasiadający w Izbie Dyscyplinarnej nie zostaną odwołani, ale przejdą w stan spoczynku lub zostaną przeniesieni do powołanej w miejsce Izby Dyscyplinarnej Izby Odpowiedzialności Sędziowskiej. Rzecznik rządu Piotr Müller powiedział też: „Nie będzie automatycznego przywracania sędziów skazanych wcześniej przez Izbę Dyscyplinarną”. Opozycja uważa, że KE nie powinna zgodzić się na warunki PiS.

Koalicyjne wsparcie

– Zbigniew Ziobro nigdy nie powinien zostać ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym. On zagraża bezpieczeństwu Polaków – grzmiała z mównicy sejmowej Kamila Gasiuk-Pihowicz podczas debaty nad odwołaniem Zbigniewa Ziobry z funkcji ministra sprawiedliwości. Z wnioskiem o wotum nieufności wystąpili 11 maja posłowie opozycji – Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSL i Polski 2050. – Czy nadal chcecie mieć w rządzie człowieka, który mówi językiem Kremla? – pytała retorycznie posłanka Koalicji Obywatelskiej, przypominając sceptyczne wobec UE wypowiedzi ministra Ziobry.

Z kolei Krzysztof Śmiszek z Lewicy mówił, że Ziobro jest najgorszym ministrem sprawiedliwości w historii i „największym szkodnikiem sądownictwa ostatnich dekad”.

– Minister Ziobro przestrzegał przed mechanizmem warunkowości – bronił ministra jego podwładny z Solidarnej Polski Mariusz Kałużny. Poseł nie nadmienił jednak, że na mechanizm powiązania wypłat unijnych z przestrzeganiem praworządności zgodził się sam premier Mateusz Morawiecki, co w lutym minister sprawiedliwości określił jako „historyczny błąd Morawieckiego”.

Autopromocja
TYLKO U NAS

Ambasador Chin w Polsce Sun Linjiang o nowej ofercie współpracy Pekinu z Warszawą

CZYTAJ

– To szantaż i blokowanie pieniędzy, za które odpowiadają PO, PSL, Lewica, które poprzez swoje wpływy i nacisk na Komisję Europejską doprowadziły do szantażowania Polski – bronił się minister Ziobro w Sejmie, mówiąc o sporze o praworządność, „przez który Polska traci miliardy euro”.

Wynik głosowania nie mógł być inny po tym, jak sejmowa Komisja Sprawiedliwości zarekomendowała odrzucenie wniosku o wotum nieufności wobec ministra sprawiedliwości. Wniosek opozycji o odwołanie ministra sprawiedliwości poparło 224 posłów, przeciw było 231. Zbigniew Ziobro stanowisko zachował.

Jednak to, że PiS obroniło Ziobrę, nie oznacza pełnej zgody w koalicji rządzącej.

To nie koniec sporów

– Każdego dnia zadaję sobie pytanie, co my jeszcze robimy w rządzie – powiedział w programie „Debata Dnia” w Polsat News poseł Solidarnej Polski Janusz Kowalski. Poseł jest uważany za usta Zbigniewa Ziobry i za polityka, któremu wypada powiedzieć rzeczy, których nie wypada powiedzieć ministrowi sprawiedliwości. To on wprost atakował PiS, zawracając uwagę, że „partia Jarosława Kaczyńskiego często nie liczy się ze zdaniem swojego koalicjanta”.

Punktów spornych między PiS a Solidarną Polską jest wiele, z których najważniejsze to te wynikające ze sporu z Unią Europejską. – Sytuacja, w której nie jesteśmy w stanie przegłosować lex TVN, nie jesteśmy w stanie przeprowadzić ustawy lex Czarnek i nie jesteśmy w stanie przeprowadzić ustaw ministra Ziobry, nie jest dla mnie sytuacją komfortową – kontynuował poseł Kowalski w programie Agnieszki Gozdyry.

Tajemnicą poliszynela jest, że im bliżej wyborów i układania list wyborczych, tym Solidarna Polska będzie mocniej akcentować swoją obecność w rządzie, wszczynać spory, chwiać rządową łodzią, domagając się dobrych i licznych miejsc na listach w wyborach parlamentarnych.