Jesteśmy w Unii, w NATO, w cywilizowanym świecie. Jesteśmy bezpieczni. Tak było, ale to skończyło się w 2015 r. – ten czas minął bezpowrotnie. Głosami ok. 20 proc. uprawnionych do głosowania ukonstytuował się parlament i potem rząd, który konsekwentnie oddala nas od Unii Europejskiej i NATO. Jedni to widzą od dawna, drudzy wciąż są ślepi, a niektórzy ślepi pozostaną do końca. Tak jest w życiu, że nie zawsze układa się nam tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Ok. 20 proc. wyborców zdecydowało, że idziemy w inną stronę, niż wydaje się pozostałej reszcie.

W przestrzeni publicznej toczy się dyskusja o polexicie – nic bardziej mylnego, u nas żadnego polexitu nie będzie, nikt nie zaryzykuje referendum, to nie Wielka Brytania. U nas będzie „polwykop". To znaczy rząd i zależne od niego instytucje tak podkręcą relacje z Unią, że ta, dbając o jej jedność, o jakiś fundamentalny porządek, po prostu wykopie nas z tej wspólnoty. Będzie to przypominało wyrzucenie pijanego klienta, który wszystkich zaczepia i obraża, a na dodatek próbuje wymusić pieniądze z porządnej zachodnioeuropejskiej restauracji. Wezmą tego klienta pod pachy i wykopią na ulicę. Jak na starych westernach, potem ktoś wyrzuci jego podarty kapelusz. Oczywiście na osłodę zostawi nam jakaś formę stowarzyszenia, chociaż na jakiś czas.

Czytaj więcej

Demonstracja przed TK w czasie posiedzenia z 7 października
Bogusław Chrabota: Po wyroku TK Polska w przedsionku niebytu

A NATO? – ktoś zapyta. Te tysiąc czy trochę więcej amerykańskich żołnierzy? Te parę samolotów? Naiwność godna sierpnia 1939. Za takiego klienta opisanego powyżej nie będą umierać amerykańscy chłopcy, to pewne na 100 proc. Czyli droga wiedzie do modelu państwa średniej wielkości, pozbawionego oparcia w zagranicznych trwałych sojuszach, zdanego na łaskę lub niełaskę sąsiadów i bycia satelitą jednego z nich. Tak kończy się 30-letni okres pomiędzy odzyskaniem wolności a skarłowaceniem.

Niestety, aby ten trend odwrócić, wielu Polaków (tych spoza 20 proc.) musiałoby poświęcić czas i pieniądze – pytanie, czy są do tego zdolni. Wątpię, według mnie jeszcze nie teraz – raczej jak będziemy leżeli z twarzą przy ziemi, po polwykopie. Czy to nie będzie już za późno? Oby nie.

Grzegorz Hajdarowicz

Autor jest większościowym udziałowcem Gremi Media SA, wydawcy „Rzeczpospolitej"