Jestem jednak przekonany, że stąpamy nad przepaścią po bardzo cienkiej linie. Bo wyjście z UE, faktyczny polexit, będzie jak upadek w niebyt, zaprzepaszczenie historycznej szansy, bezczelna zdrada współczesnych i przyszłych pokoleń. Władza, która do tego doprowadzi, okryje się hańbą na wieczne czasy i pomrukiwanie jej przedstawicieli o suwerenności, narodowej godności i patriotyzmie będzie dla tej hańby tylko akompaniamentem.

Wyrok TK próbuje się pokazać jako spór dwóch prawniczych racji. Debatę o zakresie kompetencji organów UE i relacjach miedzy porządkami prawnymi. Tak w istocie można by było go postrzegać. Niestety jest to niemożliwe.

Wyrok wydano w cieniu sporu o zmiany w polskim wymiarze sprawiedliwości i przez Trybunał Konstytucyjny o podważalnej legitymacji. Co więcej, orzekają w nim ludzie, którzy nigdy nie powinni się w nim znaleźć. Byli partyjni ekstremiści, znani z głoszenia wyraźnie antyeuropejskich poglądów, jak Krystyna Pawłowicz, i Stanisław Piotrowicz, który był twarzą zmian w sądownictwie forsowanych przez PiS. Oboje z orzekania w tej sprawie powinni się wyłączyć. Ich obecność w składzie orzekającym dodatkowo dyskwalifikuje Trybunał, który i bez tego przejdzie do historii jako wadliwy.

Czytaj więcej

Julia Przyłębska ogłasza wyrok TK
TK kontra TSUE. PiS pręży muskuły przed wyborcami

Osobną sprawą jest, czy TK powinien w ogóle orzekać w sprawie wniosku przedstawionego przez premiera Mateusza Morawieckiego. Osobiście uważam, że powinno się wziąć pod uwagę w tej kwestii votum separatum sędziego Piotra Pszczółkowskiego, w którym dowodził, że polski TK w ogóle nie ma kompetencji do zajmowania się wyrokami TSUE (artykuł 188 Konstytucji takiego zadania TK nie opisuje) i postępowanie powinno być umorzone.

To, co dla Brytyjczyków jest grypą, dla nas będzie jak dżuma

Większość składu orzekającego w tej sprawie chciała jednak inaczej. Podjęto wyrok, który jest odpowiedzią na wewnętrzne zapotrzebowanie rządzącej partii i mocno komplikuje relacje z Unią Europejską. Instytucje unijne oczywiście tego wyroku nie uznają, otrzymują za to mocny sygnał, że ścieżki rządzącej większości w Polsce i Brukseli się rozchodzą.

Można też się spodziewać, że w wyniku tego wyroku stan napięcia na tej linii będzie się tylko potęgował. Polskie władze będą odrzucały kolejne wyroki TSUE, co będzie skutkować powolnym odcinaniem Polski od Europy. Bez wątpienia instytucje europejskie otrzymały w ten sposób z Warszawy mocny argument, za wstrzymaniem funduszy europejskich i włączeniem mechanizmu warunkowości.

Napisałem na początku, że to jeszcze nie polexit. Owszem, polexit jeszcze nie. Niemniej jesteśmy już na tej ścieżce. Kolejne kroki będą nas tylko doń przybliżały, a pragmatyk Morawiecki może przejść do historii w niesławie jak David Cameron. Ten też nie chciał brexitu, ale faktycznie do niego doprowadził. Tylko że to, co dla Brytyjczyków jest grypą, dla nas będzie jak dżuma. Do polexitu nie wolno doprowadzić. Trzeba tej perspektywie przeciwstawić się wszystkimi dostępnymi środkami. Musi się w tej sprawie odezwać nie tylko środowisko prawnicze, czy klasa polityczna. Powinni głośno się wypowiedzieć Polacy. To jest ten czas.