Reklama

Nie warto było zakazywać reklam wyborczych

W zeszłym tygodniu SLD ogłosiła, że wywiesi w całym kraju bilbordy reklamujące pracę tej partii nad programem. Nie jest to kampania wyborcza - zapewniał rzecznik partii - lecz kampania programowa.

Aktualizacja: 11.07.2011 18:49 Publikacja: 11.07.2011 18:39

Dziś z kampanią telewizyjną i radiową rusza Prawo i Sprawiedliwość. Smutni Polacy, występujący w klipach, domagają się zmian, bo czują się lekceważeni przez premiera Donalda Tuska. Na końcu logo PiS i słowa "czas na odważne decyzje".

Na początku roku Sejm uchwalił zakaz kampanii wyborczej na wielkoformatowych billboardach w radio i telewizji.

 

Jednak zgodnie z prawem kampania wyborcza się jeszcze nie zaczęła. Formalnie jej początek to dzień oficjalnego rozpisania wyborów przez prezydenta. Bronisław Komorowski ma na to czas do 6 sierpnia. Dopiero wtedy powstaną i zarejestrują się komitety wyborcze, które będą mogły prowadzić kampanię wyborczą.

 

Reklama
Reklama

Jednak do tego czasu partie mogą beztrosko prowadzić zakazaną w kampanii kampanię i przekonywać Polaków by na nich oddali swój głos. Bądźmy szczerzy, z pewnością i po tym terminie stronnictwa znajdą sposoby, by obejść ten zakaz - by przypomnieć tylko, jak przed wyborami prezydenckimi w 2005 roku, jeden polityk występował równocześnie jako kandydat na prezydenta, a na innych bilbordach - nie mających teoretycznie związku z wyborami - jako autor reklamowanej książki.

Zakaz płatnych ogłoszeń na plakatach wielkoformatowych, w radiu i telewizji miał w zamyśle jego pomysłodawców oszczędzić publiczne pieniądze i podnieść merytoryczny poziom politycznej debaty przed wyborami. Zdaniem jego przeciwników miał ograniczyć możliwość działania opozycji w sytuacji, gdy rządzący i tak nieustannie występują w mediach, szczególnie w tak gorącym okresie, jakim jest prezydencja Polski w UE.

Wyraźnie już widać, że autorzy zakazu popełnili błąd. Prawo da się naginać i mimo zakazu przynajmniej do sierpnia bez kłopotów korzystać z reklam. I tym samym omijać prawo za publiczne pieniądze. O merytorycznym poziomie politycznej debaty lepiej nie wspominać. Część prawa wyborczego okaże się więc martwym przepisem.

Z kolei opozycja znalazła sposób, by mimo wszystko spróbować dotrzeć do wyborców w czasie, gdy media zdominowane są tematami związanymi z prezydencją. Szkoda tylko, że by mieć pełną możliwość dotarcia do obywateli, muszą naginać prawo, które politycy powinni chronić a nie obchodzić.

Czy warto było w ogóle zakazywać płatnej kampanii? Ostateczną odpowiedź poznamy w dzień wyborów. Dziś wydaje się, że nie.

 

Reklama
Reklama
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Dyplomatyczne zwarcie ambasadora USA i marszałka Sejmu. Komu szkodzi spór o Trumpa
Komentarze
Mirosław Żukowski: Trudna radość z olimpijskiej zimy
Komentarze
Bogusław Chrabota: Niefortunny komunikat ambasadora Rose'a
Komentarze
Rusłan Szoszyn: Koniec New START to zła wiadomość dla Rosji i szansa dla Donalda Trumpa
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Rozmienianie RBN na drobne. Duży błąd Karola Nawrockiego
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama