Bez cienia entuzjazmu i ze śladowymi pozostałościami emocji ruszyły w bój wszystkie komitety wyborcze. Największe z nich mają sztaby, wielkie pieniądze, dostęp do mediów. „Ino oni nie chcom chcieć".
Te emocje, które jeszcze czuć, są to bez wyjątku negatywne odczucia. Ludzie z PO naprawdę myślą o tych z PiS jak o bolszewikach. Ci z PiS wierzą, że tamci to targowiczanie. Ale nawet ta nienawiść nie jest motorem do działania. PO przegra? Trudno, może to lepiej – słychać w PO – nie trzeba będzie użerać się z rozgoryczonymi kryzysem ludźmi. Już teraz Donald Tusk zaczyna mówić, że jeżeli naród nie raczy go poprzeć, to on zabierze zabawki i pójdzie do domu. PiS przegra? Nie jest źle, niech PO spala się w kryzysie. Często nawet życzliwi PiS-owi komentatorzy są przekonani, że Jarosław Kaczyński wcale nie chce wygrać wyborów. Podobnie SLD, które może by i chciało zrobić coś więcej, ale bardzo się boi. Byle tylko zdobyć odrobinę więcej mandatów niż jest dzisiaj. Pieniądze na trwanie i tak będą. To samo można też powiedzieć o PSL, któremu zawsze do szczęścia wystarczał sondaż ciut ponad pięć procent.