Opatrzność chciała po swojemu, Lech Wałęsa objęcie funkcji premiera zaproponował właśnie jemu. Czy był to przejaw geniuszu, dowód wyjątkowego wyczucia czy praktycznego myślenia? Nie wiem. I w gruncie rzeczy nie ma to znaczenia. Wtedy w sierpniu 1989 nie byłem pewnie jedynym, który przyjął tę decyzję po prostu z szacunkiem. To był kandydat „Solidarności", kandydat wolnej Polski, więc także i mój kandydat. Zarazem człowiek poważny, doświadczony, o pięknej karcie z czasów solidarnościowego „karnawału", internowany w stanie wojennym, ale i z doświadczeniem w polityce. Dziennikarz, katolicki aktywista, człowiek bez najmniejszych złudzeń wobec systemu.