Mankamenty metodologiczne – nazwijmy to tak elegancko – „Resortowych dzieci" zostały podkreślone w rozmowie Roberta Mazurka ze współautorką książki, Dorotą Kanią. Mazurek, jak to Mazurek, łapie Kanię za słówka, pokazuje nieścisłości i niekonsekwencje, a przede wszystkim tendencyjność w doborze bohaterów książki.
Co ciekawe Kania zarzuca innym dziennikarzom mającym sympatie bardziej po prawej stronie, że sami takiej książki nie napisali. Byłoby to może i śmieszne, gdyby nie fakt, że np. naśmiewa się z Piotra Zaremby i wszystkich jego książek, analiz i całego dorobku, tylko dlatego, że – według niej – nie miał sam odwagi by napisać własnych „Resortowych dzieci". Zaremba oczywiście nie jest świętą krową i wolno go krytykować. Ale można odnosić się do poszczególnych jego wypowiedzi, polemizować, a nie walić na oślep, zarzucając mu tchórzostwa. Bo według takiej logiki, wyrocznią dziennikarską jest Dorota Kania i Jerzy Targalski, którzy zlustrowali dziennikarskich prominentów III RP i ich rodziny. Absurdalne, prawda?