Niestety, temu religijnemu uniesieniu uległ i szef polskiej dyplomacji, podejmując decyzję o odwiedzeniu Rosji niecałe trzy miesiące po agresji na Krym i w czasie gdy Moskwa macza palce w kolejnej agresji – na wschodzie Ukrainy.
Nie wiarą powinni się kierować ministrowie spraw zagranicznych. I to Radosławowi Sikorskiemu przekazał w Petersburgu stąpający twardo po ziemi Siergiej Ławrow. Z uśmiechem na twarzy wyjaśnił, że Rosjanie w żadnej sprawie dotyczącej kryzysu na Ukrainie nie zamierzają ustępować. Nadal są za daleko posuniętą decentralizacją tego kraju, co oznacza, że Kijów nie będzie w stanie nim zarządzać. Nadal nie chcą w pełni uznać władz ukraińskich, co oznacza, że o tamtejszym rządzie możemy zaraz znowu usłyszeć, że to „faszystowska junta". Nadal mogą szachować groźbą wysłania najemników, zielonych ludzików i broni w dowolny region Ukrainy. Zresztą dlaczego mieliby się do Ukrainy ograniczać?