Ale wybuch następnej wojny, za kilkanaście miesięcy czy kilka lat, wydaje się nieunikniony. Radykalny Hamas, władający w nieszczęsnej malutkiej strefie, i Izrael, najsilniejsze militarnie i jednocześnie najbardziej znienawidzone państwo w regionie, nie chcą, nie mogą lub nie zamierzają szukać ostatecznego rozwiązania pokojowego. Można się tylko zastanawiać, jak długotrwały będzie wynegocjowany we wtorek przez Egipcjan rozejm.
Nierozwiązywalny problem polega na tym, że Hamas i Izrael nie uznają się za partnerów do dyskusji i to się zapewne nie zmieni. Teoretycznie może się zmienić palestyńska władza w Gazie, ale jeżeli już, to raczej na jeszcze bardziej radykalną – bo zaspokojenie potrzeb i oczekiwań stłoczonych w Strefie Gazy prawie dwóch milionów Palestyńczyków nie jest możliwe bez całkowitego jej otwarcia. A na to ze względów bezpieczeństwa Izrael się nie zgodzi. Egipt, drugi sąsiad, zresztą też nie.