Reklama

NATO nie nadąża za historią - komentarz Jerzego Haszczyńskiego

To był najmocniejszy sojusz świata. Ile jeszcze z tego zostało, okaże się dziś i jutro na szczycie NATO - pisze Jerzy Haszczyński

Aktualizacja: 04.09.2014 13:05 Publikacja: 04.09.2014 02:00

NATO nie nadąża za historią - komentarz Jerzego Haszczyńskiego

Foto: AFP

Rozpoczynające się dziś spotkanie przywódców paktu w walijskim Newport miało być głównie podsumowaniem misji w Afganistanie, kraju dalekim i z innej cywilizacji. Będzie natomiast sprawdzianem, na ile sojusz jest gotowy do obrony własnych członków i własnej, zachodniej cywilizacji. Jak organizacja – zrzeszająca 28 państw, w większości sytych i niepamiętających wojen – poradzi sobie z zagrożeniami, których już miało nie być, ale wstały z grobu?

Zagrożeń jak najbardziej militarnych – z trupami, zbrodniami wojennymi, zniszczonymi miastami, wytyczanymi siłą granicami, deptaniem prawa i porozumień. Z tym, co Rosja Putina wyczynia na Ukrainie.

Zapowiada się, że odpowiedź, jaką usłyszymy w Newport, będzie niezadowalająca. Prawie żadne ważne dla Polski kwestie nie zostaną rozwiązane po naszej myśli. Nie zapadnie decyzja o utworzeniu stałych baz w naszym regionie (mimo 15 lat członkostwa wciąż będziemy gorszą, postkomunistyczną częścią sojuszu). NATO wciąż na serio będzie traktowało porozumienie z Rosją z 1997 roku, choć Moskwa już dawno i wielekroć je złamała.

Nie powstaną też żadne poważne siły natychmiastowego reagowania. Trudno uznać za takie tzw. szpicę, czyli 3–4 tys. żołnierzy, którzy w ciągu dwóch dni będą gotowi do odparcia ataku. Pięć razy więcej radzieckich wojskowych pilnowało Stalina, gdy jechał do Poczdamu dzielić świat po II wojnie. Więcej było też dżihadystów, gdy niedawno rozpoczęli podbój Iraku.

NATO nie nadąża za historią, która niezwykle przyspieszyła. Jego członkowie albo nic nie chcą płacić za bezpieczeństwo innych członków, albo godzą się ponosić minimalne koszty.

Reklama
Reklama

Plany sojuszu przypominają znane w PRL wyroby czekoladopodobne. Zamiast baz z wojskiem mają być magazyny ze sprzętem. Zamiast poważnej obecności żołnierzy z Zachodu – przyjazdy na występy. Zamiast oddziałów, które wielkością mogłyby na potencjalnym przeciwniku zrobić wrażenie – bardzo mała szpica.

Wszystko ma być rotacyjne, a nie stałe. Jak najtaniej i jak najmniej stanowczo, byleby tylko Putin się nie rozgniewał.

Nadzieją napawają zapowiedzi, że na szczycie może zapaść decyzja w sprawie wsparcia bronią Ukrainy. Wtedy choć trochę będzie przypominała prawdziwą czekoladę. Bo to nie całe NATO ją wesprze, ale pozwoli członkom, by ewentualnie to zrobiły. Na dodatek ta pomoc to raczej sprzedaż, nie dar.

Na tyle stać sojusz, który sześć lat temu na szczycie w Bukareszcie uznał, że Ukraina kiedyś uzyska członkostwo. Pozytywnie brzmi za to zmiana w polityce Francji, która ogłosiła w przeddzień szczytu, że nie dostarczy Rosji okrętów Mistral.

Komentarze
Jacek Nizinkiewicz: Depresja to choroba wszystkich. Politycy nie są wyjątkiem
Komentarze
Mirosław Żukowski: Kacper Tomasiak dobrze uzbrojony
Komentarze
Bogusław Chrabota: Trump cłami pogrzebał Radę Pokoju
Komentarze
Aleksandra Pilarczyk: Rozdawnictwo górą. Bez podpisu prezydenta Karola Nawrockiego tracimy szansę na reformę ustroju rolnego
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama