W tym roku obroty sklepów spożywczych liczone w cenach stałych mogą wzrosnąć o 3,2 proc. – prognozuje firma Euromonitor International. To nieco więcej niż w 2021 r., ale biorąc pod uwagę, iż tempo wzrostu inflacji jest ponaddwukrotnie wyższe widać, z jaką skalą wyzwań muszą się zmagać sprzedawcy. Najszybciej oczywiście mają rosnąć dyskonty, pod kreską zaś są sklepy największe i najmniejsze. Obroty hipermarketów spaść mają o 2 proc., w przypadku sklepów tradycyjnych zaś – o ponad 8 proc.

Czytaj więcej

Morawiecki: będzie niższy VAT na paliwa, zerowy VAT na żywność i gaz

Ceny nie spadną

To tylko wierzchołek góry lodowej problemów i wyzwań, z jakimi sklepy muszą zmierzyć się w tym roku. A ciągle pojawiają się kolejne. Rząd wprowadza nowe rozwiązania nie licząc się zupełnie ze stanowiskiem sektora ani skutkami, jakie mogą wywołać.

– Do długiej listy obowiązków i wyzwań związanych z pandemią dokłada się nam tylko kolejne. Zapowiadając szumnie obniżkę VAT, nie bierze się pod uwagę, że wiele produktów z dnia na dzień drożeje, a klienci będą oczekiwali, iż automatycznie wszystkie ceny spadną – mówi Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. – Tymczasem wcale nie musi tak być, wystarczy popatrzeć na ceny surowców na giełdach rolnych, nie wspominając o podwyżkach cen energii czy gazu, które w handel też uderzają.

Sieci wskazują, iż wielu konsumentów może być zaskoczonych, gdy 1 lutego ceny produktów w sklepach nie spadną, a na pewno nie wszystkich. – Wiele podwyżek odsuwamy w czasie dzięki współpracy z producentami, ale nie może to trwać w nieskończoność. Obniżenie VAT na część żywności i to tylko o 5 pkt proc. to naprawdę nic, biorąc pod uwagę, że wiele pozycji drożeje już w dwucyfrowym tempie – przyznaje szef jednej z sieci.

Tymczasem sklepy zgodnie z ustawą będą jeszcze musiały informować klientów przy kasach, iż VAT na żywność spada od 1 lutego. – Złość klientów niezadowolonych ze skali zmiany cen skupi się oczywiście na niczemu winnych kasjerach i kasjerkach – mówi Renata Juszkiewicz.

– To kłopot, zwłaszcza dla małych sklepów, które i tak mają ograniczoną powierzchnię do umieszczania tego typu informacji. Tymczasem już jest sporo takich, które w sklepie muszą się znaleźć, a dochodzi kolejna. To także kolejne obciążenie administracyjne dla i tak przeciążonych właścicieli – mówi Maciej Ptaszyński, wiceprezes Polskiej Izby Handlu.

Wojna na promocje

Dodatkowo rządowa propozycja wydaje się nie do końca precyzyjna. Jest mowa o obniżce VAT na produkty spożywcze, tymczasem dotyczy ona jedynie części rynku – produkty najmocniej opodatkowane najwyższą stawką 23 proc. nie są nią objęte, a jedynie te ze stawką 5 proc.

Analitycy Banku Pekao podają, że dwie trzecie produktów żywnościowych objętych jest obecnie 5-proc. stawką VAT, co stanowi ok. 20 proc. całego koszyka inflacyjnego. Ich zdaniem gdyby obniżenie stawki VAT do zera na te produkty obowiązywało do końca 2022 r., to efektem byłoby obniżenie cen w inflacyjnej kategorii „żywność i napoje bezalkoholowe" o 3,5 proc. Przełoży się na spadek średniorocznej inflacji o 1 pkt proc. (o ile obniżka w całości przełoży się na ceny płacone przez klientów). Surowce, np. zboża, nadal jednak mocno drożeją, co oznacza, że ceny i tak będą coraz wyższe.

Tymczasem premier Mateusz Morawiecki publikuje w mediach społecznościowych wyliczenia, jakoby na zmianie VAT jednoosobowe gospodarstwo domowe miało zyskać 24 zł, zaś małżeństwo z dwójką dzieci 56 zł miesięcznie. – To śmieszne, biorąc pod uwagę, ile teraz kosztują duże domowe zakupy. Poza tym każdy kupuje inaczej, takie statystyki absolutnie nic nie pokazują – dodaje kolejny branżowy ekspert.

Pewne jest, że rynkowa sytuacja spowoduje nasilenie akcji promocyjnych oraz wzrośnie presja sieci handlowych na producentów, aby ceny – przynajmniej niektórych produktów – obniżać. Nieprędko bowiem presja na podwyżki zniknie, cały 2022 r. będzie stał pod ich znakiem, a obniżka VAT obowiązywać będzie tylko sześć miesięcy.

– Firmy są przyciśnięte całą masą kosztów, podatków i opłat oraz wymuszonym przez związki zawodowe wzrostem płac, które – widząc okazję – po prostu z tego korzystają. Może to wręcz napędzić wzrost cen – mówi Andrzej Faliński, prezes Forum Dialogu Gospodarczego.

– Zwłaszcza mniejsze firmy handlowe czy hurtownie skorzystają z sytuacji, aby poprawić marżowość, przynajmniej na jakiś czas. Duże sieci mogą próbować kompensować te zmiany, zwłaszcza jak się ma wielki wybór produktów na półkach – dodaje.

Nie ma mocnych na dyskonty

W tym roku wydamy w sklepach dyskontowych już ponad 100 mld zł, co będzie stanowić niemal 40 proc. rynku. Ten kanał sprzedaży rośnie trzy razy szybciej niż rynek i to nie koniec jego rynkowej ekspansji.

Dyskonty, które jeszcze na przełomie wieków sprzedawały głównie tanie, ale kiepskiej jakości produkty wprost z kartonów i palet, dokonały prawdziwej rewolucji. Nie tylko rosną znacznie szybciej niż rynek – 9 proc. wobec 3 proc. według Euromonitor International – to jeszcze zepchnęły do narożnika nie tylko tradycyjne sklepy, ale również giganty w postaci hipermarketów. Wszystko to przy stosunkowo niewielkich powierzchniach sprzedaży, zazwyczaj z góra kilkoma tysiącami produktów w ofercie.

W efekcie, jak prognozuje firma, w 2022 r. w tym kanale wydamy już ponad 103 mld zł. Od 2019 r. udział rynkowy zwiększyć się ma ponad 6 proc., do 38 proc. Jest to nadal przestrzeń do rozwoju, na wielu europejskich rynkach, jak Niemcy czy Szwajcaria, pozycja takich sklepów jest jeszcze znacznie mocniejsza.

Analitycy firmy podają, że Covid-19 przyniósł korzyści dużym detalistom kosztem mniejszych specjalistycznych sklepów sprzedaży detalicznej, co doprowadziło do rosnącej konsolidacji w sektorze detalicznym. Detaliści spożywczy nie są wyjątkiem, sieci szybko się rozwijają i przejmują mniejszych graczy.