Komputery wypierają graczy z rynków kapitałowych. Obce są im emocje. Potrafią podejmować decyzje inwestycyjne szybciej niż człowiek. Wykorzystują mikrowahania kursów.
Na najbardziej dojrzałych giełdach światowych, m.in. nowojorskiej, odpowiadają już za ponad połowę obrotów. Nad stworzeniem tzw. automatów oraz algorytmów inwestycyjnych (automated trading) pracują setki matematyków i informatyków zatrudnianych przez największe koncerny finansowe świata.
50 procent za taką część obrotów na giełdzie nowojorskiej odpowiadają automaty. Wskaźnik stale rośnie
W Warszawie z powodu ograniczeń technologicznych (przestarzały główny system IT na GPW) oraz zbyt wysokich prowizji automaty do tej pory odgrywały śladową rolę. Sytuacja może się zmienić jesienią, gdy GPW uruchomi nowy system IT i zgodzi się na obniżkę opłat od transakcji.
– Warszawska giełda po zmianach może być ciekawym rynkiem dla automatów inwestycyjnych – uważa Andrzej Endler, prezes spółki M10, która pracuje nad budową własnych systemów tego typu. Firma, zatrudniająca obecnie siedem osób, chce zbudować portfolio (ok. 20 – 30) automatów inwestycyjnych, które w przyszłości, w postaci licencji, chce sprzedawać klientom zewnętrznym, przede wszystkim brokerom pragnącym uatrakcyjnić swoją ofertę dla klientów. Pierwsze z aplikacji są już testowane na giełdzie nowojorskiej na rynkach instrumentów pochodnych na indeksy, towary, metale i waluty.
Endler twierdzi, że spółka nie rozpocznie sprzedaży automatów, dopóki nie przekona się, że działają prawidłowo. – Nie pracujemy nad pojedynczymi, ale nad całymi pakietami automatów, które będą gwarantowały klientom dywersyfikację portfela oraz maksymalne bezpieczeństwo – wyjaśnia.
Dlatego aż do 2013 r. jedynym źródłem przychodów M10 będzie gra na własny rachunek. Dopiero od 2014 r. w rachunku wyników mają się pojawić przychody ze sprzedaży licencji. Zarząd jest przekonany, że firma już od tego roku zacznie generować zyski, które będą reinwestowane w rozwój produktów.