Przedstawiciele Europejskiej Unii Piłkarskiej (UEFA), organizatora mistrzostw Europy w Polsce i na Ukrainie, przyjechali wczoraj na rozmowy z urzędnikami Ministerstwa Finansów. Negocjowali szczegóły tzw. Gwarancji 11, w której polski rząd zobowiązał się w 2007 r. do podjęcia „wszelkich kroków, aby dokonać maksymalnych zwrotów podatku VAT lub innych podatków na rzecz UEFA”. [wyimek]700 mln euro wyniósł zysk netto UEFA z mistrzostw Europy w 2008 r.[/wyimek]

„Potwierdzamy i podtrzymujemy gotowość realizacji w pełnym zakresie gwarancji udzielonej przez rząd” – taki komunikat wydały wczoraj wspólnie ministerstwa Finansów i Sportu. Resort finansów nie chce jednak podać, jaka może być ich wartość. Jedną z drażliwych spraw jest kwestia, czy UEFA ma płacić podatki lokalne i co z akcyzą od sprzedaży alkoholu koło boisk.

Oba resorty zaprzeczyły jednocześnie, że UEFA rozważa przeniesienie mistrzostw do innego kraju, gdyż MF nie kwapi się z gwarancjami. Ewentualność taką opisał wczorajszy „Dziennik Gazeta Prawna”.

– Jesteśmy zdziwieni takim przedstawieniem sytuacji. Przedstawiciele UEFA powiedzieli po spotkaniu, że się od takich informacji odcinają – mówi „Rz” rzecznik Ministerstwa Sportu Jakub Kwiatkowski.

UEFA walczy o to, by jak najwięcej zyskać. Organizacja ME to dla niej główne źródło dochodu, i ten dochód rośnie z każdym kolejnym turniejem. Przychód z ostatniego, w Austrii i Szwajcarii w 2008 r., wyniósł ponad 1,3 mld euro. Właśnie dlatego UEFA korzysta czasami z takich mniej lub bardziej zawoalowanych sugestii w negocjacjach biznesowych. Jak wynika z naszych informacji, gdy kilka miesięcy temu polskie miasta utworzyły razem z Ministerstwem Sportu i spółką rządową PL 2012 tzw. Grupę G5, by negocjować z UEFA finansowe warunki m.in. tworzenia wspólnie tzw. stref kibica, przedstawiciele europejskiej federacji pytali ostro, czy Polacy wiedzą, że „Hiszpanie stoją w blokach, są gotowi i jak chcecie, to możemy im oddać turniej”. Z podobną zręcznością UEFA wykorzystuje w negocjacjach finansowych z Polską to, że strona ukraińska chętniej przystaje na ustępstwa.

Jak pokazuje przykład Szwajcarii przed ME 2008, UEFA bywa ostra, ale warto z nią negocjować. Szwajcarskie miasta ustaliły znacznie korzystniejsze warunki organizacji stref kibica niż te wstępnie zaproponowane im przez UEFA. To nie zmienia faktu, że w żadnej innej wielkiej imprezie sportowej gospodarz nie ma tak mało do powiedzenia jak przy mistrzostwach Europy.

Od ME w Portugalii w 2004 roku organizację Euro przejęła UEFA (wcześniej robili to gospodarze i UEFA). Specjalnie dla tych celów europejska federacja powołuje spółki. W Portugalii była to spółka akcyjna, cztery lata później w Austrii i Szwajcarii spółka córka UEFA, a w Polsce i na Ukrainie jest jeszcze inaczej: swoje spółki powołały PZPN i Ukraiński Związek Piłki Nożnej, a UEFA finansuje i koordynuje ich prace poprzez Eurodivision, czyli specjalne biuro, z dyrektorem turnieju Martinem Kallenem na czele. Rządy i samorządy Polski i Ukrainy mają tylko jak najlepiej przygotować scenę, czyli infrastrukturę (w Polsce robi to spółka PL 2012), a resztę bierze na siebie europejska federacja piłkarska i zatrzymuje całość wpływów.

Ostatni raz zgodziła się nimi podzielić z Portugalią w 2004 roku. Tam państwo miało 5 proc. udziału w spółce joint venture organizującej mistrzostwa, i stosownie do udziału zatrzymało dla siebie część dochodów, ale tylko ze sprzedaży biletów. Było to ok. 4 mln euro. Przychody UEFA sięgnęły wówczas ponad 800 mln.