Średnia stopa zwrotu z kupna powierzchni handlowych czy użytkowych wynosi ok. 8–10 proc. To znacznie więcej niż dochód z najmu mieszkań, sięgający ok. 4–5 proc.
Jednak tego typu inwestycje są bardziej ryzykowne. Wymagają bowiem znacznie większego kapitału – dobre oferty, zdaniem pośredników, kosztują co najmniej 1 mln zł, podczas gdy najbardziej popularne wśród najemców dwupokojowe mieszkanie w dobrej lokalizacji kupimy już za ok. 300–350 tys. zł (Warszawa).
Ponadto, inwestor musi przewidzieć, czy powierzchnia w danej lokalizacji przyciągnie najemców (i ich klientów).
I wreszcie, przyda się umiejętność doboru takiego najemcy, który np, nie splajtuje w ciągu roku, co nie jest łatwe w niepewnej dziś sytuacji na rynku.
Do wyboru inwestorzy mają sporo lokali użytkowych w nowych inwestycjach deweloperskich, które, według doradców, w wielu przypadkach wyprzedają się jako pierwsze, jeszcze przed mieszkaniami. O ile nie są zbyt małe, i znajdują się w dobrych punkach, czyli na osiedlach z dużym potencjałem rozwoju czy przy ciągach komunikacyjnych.
Do wzięcia jest również gros lokali handlowo-użytkowych w starszych budynkach, nawet w kamienicach. Te oferty jednak – o ile nie są w topowych lokalizacjach (np. główne ulice handlowe) – mogą często nie odpowiadać standardem wymaganiom przyszłych najemców.
Najbardziej leniwi mogą też się skusić na opcję kupna lokalu w pasażu handlowym z tzw. gwarantowanym najmem. Jednak ta oferta jest ograniczona, ma ją dziś tylko jedna spółka – Czerwona Torebka. Ponieważ nie ma podobnych inwestycji, trudno dziś przewidzieć, na ile ten koncept sprawdzi się na rynku.