Wzrost gospodarczy w najbliższych dwóch latach spowolni do 2-2,5 proc. - powiedział Mirosław Gronicki, doradca prezesa NBP i były minister finansów podczas czwartkowego seminarium BRE Banku i Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych. - Inflacja może być wyższa od celu inflacyjnego, a kurs na poziomie podobnym, jak w 2009 r. - dodał. W 2009 r. średni kurs złotego wynosił 4,33 zł wobec euro.
Według ekonomisty największym czynnikiem ryzyka jest zewnętrzne finansowanie polskiej gospodarki. – Z analiz banków inwestycyjnych wynika, że Polska ma do zrolowania 67 mld euro zobowiązań w 2012 r. Z tego dług sektora publicznego to 10 proc. Prawdopodobnie rząd będzie myślał o obronie swoich pozycji dzięki linii kredytowej FCL czy poduszce płynnościowej, ale sektor prywatny takich możliwości nie ma - wyjaśnił ekonomista.
Uczestnicy czwartkowej dyskusji uzależniali przyszłoroczne wyniki gospodarcze Polski od sytuacji w Unii Europejskiej.
- Są dwa możliwe scenariusze. Albo rozpad strefy euro, który i dla nas oznaczałby recesję, albo „chirurgiczne cięcie", np. wyjście jednego z krajów. Jeśli do rozpadu nie dojdzie, możliwy jest wzrost PKB Polski w przyszłym roku o 3 proc. – powiedział Maciej Krzak z Uczelni Łazarskiego i CASE.
- Prawdopodobieństwo rozpadu strefy euro jest bardzo niskie – ocenił Mirosław Gronicki.
- Nie ma wielkiego zagrożenia jakimś kataklizmem. Będzie spowolnienie, ale dla polskiej gospodarki nie okaże się ono katastrofalne – powiedział Andrzej Wernik z Akademii Finansów.
Według Macieja Krzaka, w przyszłym roku nadal możemy liczyć na wzrost inwestycji publicznych, natomiast inwestycje prywatne pozostaną w zawieszeniu. – Sektor realny ma doskonałą płynność. On też ulega awersji do ryzyka, więc chomikuje gotówkę: w Polsce 12 proc. PKB to depozyty firm – powiedział ekonomista CASE.
Mirosław Gronicki podkreślał, że dynamika inwestycji zależy od poziomu oszczędności. Zaprezentował dane, z których wynika, że w minionym dziesięcioleciu stopa oszczędności w polskiej gospodarce spadła z 19,5 proc. PKB do 16,4 proc. i jest obecnie najniższa w naszym regionie. - To, że mało oszczędzamy, jest największym problemem polskiej gospodarki ostatniego 20-lecia. Szczególnie w przypadku kryzysu zadłużeniowego pojawia się pytanie, jak będzie wyglądał nasz potencjalny wzrost gospodarczy – powiedział doradca prezesa NBP.