Film Michaiła Lokszyna pokazuje, że w Rosji jest wciąż tak jak za Stalina: niewygodni dla władzy znikają w niewyjaśnionych okolicznościach, tych, którzy mówią prawdę o terrorze wsadza się do psychuszek i zsyła do gułagów, nieposłusznych artystów inwigiluje i cenzuruje.
„Mistrz i Małgorzata” oraz wybuch gazu
Pewnie najgorszy dla putinowskiego reżimu był do przełknięcia finał: nie dość, że Moskwa płonie, scenariusz (Michaił Lokszyn i Roman Kantor) został tak napisany, że powodem pożaru jest najogólniej rzecz biorąc gazociąg, którym ostatnio Putin chciał uzależnić m. in. poprzez Nord Stream 1 i 2 Unię Europejską.
Zgodzą się pewnie wszyscy, że Bułhakow pisząc o interwencji diabła w Moskwie, który zgodnie z frazą Goethego chce być tym złem, które dobro czyni – nie dawał interpretatorom, ani potencjalnym ekranizatorom wskazówek, by bezpośrednią przyczyną eksplozji w Moskwie uczynić paliwo będące w rękach Putina instrumentem politycznego szantażu – jednak w filmie Lokszyna to ono właśnie staje się przysłowiową beczką prochu, wysadzającą w powietrze rosyjską stolicę zła.
Czytaj więcej
„Mistrz i Małgorzata” według biografii i powieści Bułhakowa z Augustem Diehlem („Bękarty wojny” T...