Reklama

Parszywi hippisi kontra naziole w „Mrokach Tulsy". Wojna dwóch konspiracji

Bezsensownie pominięty przez Złote Globy rewelacyjny serial „Mroki Tulsy” tak jak obsypany czterema statuetkami film „Jedna bitwa po drugiej”, pokazuje odradzający się w USA rasizm. Walczą ze sobą podziemne państwa prawicowych i lewicowych radykałów.

Publikacja: 15.01.2026 05:00

Ethan Hawke jako Lee Raybon w „Mrokach Tulsy”

Ethan Hawke jako Lee Raybon w „Mrokach Tulsy”

Foto: Materiały Prasowe

Wydarzenia w Minneapolis, gdzie federalny agent imigracyjny (ICE) zastrzelił 37-letnią Renee Macklin Good, matkę trójki dzieci, podsyciły w Ameryce i tak bardzo zaogniony konflikt wokół migracji, praw człowieka i nadużywania broni palnej wobec bezbronnych obywateli.

Reklama
Reklama

Niektórzy mówią o wewnętrznej wojnie, rzecz upraszczając, między tymi, którzy z ataku na migrantów i kolorowych uczynili swoją polityczną agendą, a jest wśród nich prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump i ruch MAGA – i tymi, którzy przypominają o wielokulturowości Ameryki, jej migranckich korzeniach oraz zwracają uwagę na prawa człowieka.

Czytaj więcej

Anna Dymna wróciła do Teatru TV. TVP VOD ma „Norymbergę" z Crowem na wyłączność

„Mroki Tulsy” i zamieszki w Minneapolis

O tym, jak wielkie jest napięcie świadczy fakt, że zabita przez agenta ICE Amerykanka nie była „kolorowa”, tylko brała udział w jednym z obywatelskich patroli monitorujących działalność federalnej agencji. Również na tle wydarzeń w Minneapolis, gdzie zastrzelona wdała się jedynie w polemikę z agentem i chciała odjechać – m.in. wiceprezydent J.D. Vance interpretuje to jako próbę przejechania urzędnika, czego zapis wideo nie potwierdza – uprawomocniają się pytania o to jacy ludzie pod szyldami federalnych organizacji zajmują się migracją i jakie mają powiązania.

Opowieścią o tym jest m.in. ośmioodcinkowy serial „Mroki Tulsy”, który robił furorę od czasu jesiennej premiery, a do polskiego Disney+ trafił pod koniec grudnia. Jego twórcą jest Sterlin Harjo, obywatel narodu Seminole w Oklahomie, a także potomek indiańskiego plemienia Creek. Bohaterem swojego przewrotnego komediodramatu, który eksploduje na zmianę absurdalnym poczuciem humoru, psychologicznym dramatem i grozą – uczynił Lee Raybona. Świetny Ethan Hawke w kapelusiku, przypominający Toma Waitsa, a czasami bohaterów „Blues Brothers”, którzy też uciekali przed białymi suprematystami-nazistami, gra postać inspirowaną Lee Roy Chapmanem.

Reklama
Reklama

W serialu oglądamy „prawdystę”, czyli dziennikarza-aktywistę, który ma obsesję na punkcie demaskowania ciemnych sprawek osób ze świecznika – zaś Chapman ujawnił powiązania założyciela Tulsy, W. Tate'a Brady'ego z Ku Klux Klanem i jego rolę w rasowym mordzie, gdy w 1921 r. biali zamordowali 300 czarnych. Symbolicznym skutkiem działań aktywisty była zmiana nazwy Brady Street na Dzielnicę Artystyczną Tulsa.

Pod koniec lat 90. Chapman rozpoczął tworzenie Centrum Tajemnic Publicznych przypominające inne wstydliwie skrywane tajemnice Oklahomy. Prywatnie kierował antykwariatem i on też, w starej kamieniczce z dala od wieżowców city, jest centrum akcji „Mroków Tulsy”. Stąd Lee wyjeżdża rozpracowywać współczesnych „nazioli”, tu wynajęci przez nich skinheadzi napadają go po wielokroć i uprowadzają. Tu przychodził też po klasyczne książki Dale Washberg, zamordowany w tajemniczych okolicznościach, jeden z dwóch braci z wpływowej rodziny Oklahomy. Zaś drugi Donald – w tej roli Kyle MacLachlan znany jako agent Cooper z „Twin Peaks” Lyncha – walczy o fotel gubernatora stanu, nie mogąc lekceważyć białych oligarchów skupionych wokół wszędobylskiego koncernu dewoloperskiego Akron, gdy jego szef Frank Martin, chwalący długowieczność hitlerowskiej broni (Tracy Letts), powiązany jest z rzekomym filantropem Tripem Keating (Tom McCarthy), który wprowadza do gry o atrakcyjną działkę Indian Head Hill pastora Marka Sternwicka.

„Mroki Tulsy” i pastor z nazistowskim krzyżem

W gorącym okresie wyborczym zdarza się wiele tajemniczych morderstw na tle politycznym i rasowym, ale kiedy Donald Washberg przyjeżdża do Sternwicka, by walczyć o głosy jego wspólnoty – ten spod celtyckiego krzyża na frontonie świątyni (tego symbolu używali hitlerowcy i używają neonaziści) z odrazą patrzy na czarnego ochroniarza Washberga. Potem zaś tłumaczy, że czasami przemoc jest dobra i enigmatycznie zagaja, że w Oklahomie trzeba „wyrównać szanse”, co w języku białych suprematystów albo jak kto woli nazioli – oznacza ograniczenie praw rdzennych Amerykanów, czyli Indian.

Czytaj więcej

Cztery Złote Globy dla „Jedna bitwa po drugiej" o ekstremizmach rozsadzających świat

O „wyrównywaniu szans” mówi się też na spotkaniu najbogatszych Tulsy w Klubie 46. Aby nie spojlerować głównej miłosno-rodzinnej intrygi o tym, jak biali podstępnie odebrali Indianom ich ziemię i zbudowali na niej swoje fortuny – można dodać, że pastor z dumą prezentuje Washbergowi swoją ukrytą armię, złożoną z byłych wyrokowców, którzy w lesie ćwiczą strzelanie z karabinów maszynowych i święcie wierzą, że w Ameryce trwa wojna o Amerykę.

Reklama
Reklama

Pastor mówi o nich jak o ludziach, którzy „robią dobrą robotę”. To jedna z ulubionych fraz Donalda Trumpa, zaś jego zastępca J.D. Vance z pewnością nie uznałby za swojego ulubionego bohatera „prawdysty”, również dlatego że nie zadbał o swoje małżeństwo, rozwiódł się i, poza zatargami z najbogatszymi i ich cynglami, lubi popalać trawkę, a nazywany jest „parszywym hipisem". Vance jako autor „Elegii dla bidoków” opisał swoją drogę z prowincji, gdzie narkotyki, nałogi i rozbite rodziny niszczyły start amerykańskich dzieci, takich jak on. W tej kwestii trudno go nie rozumieć.

„Bitwa jedna po drugiej”: amerykańskie Baader-Meinhof

Z tych samych powodów nie może być bohaterem Vance’a Bob Fergusson z „Bitwy jednej po drugiej” (HBO Max) Paula Thomasa Andersona, grany przez Leonardo DiCaprio. Bob sam przyznaje, że lubił sobie zorać mózg dragami, choć jednocześnie wobec swojej córki gra ojca wymagającego, konserwatywnego, niezadowolonego, że przyjaźni się z osobami o wyglądzie nieheteronormatywnym.

Fergusson jest uśpionym weteranem lewackiej bojówki French 75, w barwach której uwalniał migrantów z obozów przechodnich, ale też napadał na banki. Można powiedzieć, że French 75 to amerykański odpowiednik lewackich terrorystów z niemieckiego Baader-Meinhof, którzy walczyli – ich zdaniem – z kapitalistami o ukrytej nazistowskiej przeszłości (to akurat prawda). Choć serce Andersona, reżysera i scenarzysty filmu, jest ewidentnie po stronie Fergussona, bo to dobry, choć pogubiony człowiek, nie idealizuje lewicowych radykałów. Partnerka Boba dla własnej wygody okazała się kapusiem, uciekła z USA, zostawiając partnera i córkę.

Anderson, podobnie jak Sterlin Harjo, pokazuje, że poza fasadą oficjalnej Ameryki działają dwie walczące ze sobą konspiracje: kolorowo-migrancka i biała, suprematystyczna, będąca kontynuacją Ku Klux Klanu. Widzimy, jak Meksykanie przemycają tysiące rodaków, wykorzystując do tego rozbudowane skrytki dla ludzi, infiltrują i wykorzystują struktury państwa do ochrony swoich, a pod przykrywką kobiecego zakonu odbywają się ćwiczenia lewicówek w strzelaniu i sportach walki. Ale wchodzimy też w podziemie tajnej organizacji białych – Klubu Świątecznych Przygód, który posługuje się wobec kolejnych egzekutorów-kilerów językiem tyle delikatnym (ich przywitanie brzmi: Niech będzie pozdrowiony Święty Mikołaj), co jednoznacznym: ma być czysto, żebyśmy mogli jeść z podłogi. Zarówno w „Mrokach Tulsy”, jak i „Jednej bitwie po drugiej”, bezwzględnego, fanatycznego białasa-czyściciela gra ten sam aktor Scott Shepherd.

"Jedna bitwa po drugiej”: ojciec nazista, ojczym lewak-hipis

Kluczem jednak do paranoi rasistów jest postać pułkownika Lockjawa (Sean Penn) z autoryzowanej przez rząd paramilitarnej organizacji Mankind United, walczącej z migranckim podziemiem. Uwaga, spojler: Lockjaw fryzurkę ma jak Hitler, bardzo chciałby pracować dla najbogatszych suprematystów, jednak los połączył go podczas pełnienia obowiązków z czołową lewacką terrorystką. Ma z nią być może córkę, a gdy nabiera w tej sprawie pewności – postanawia ją zabić, by zatrzeć ślady zachowania, jakiego przywódcy Klubu Świątecznych Przygód nie będą tolerować. Jak przystało bowiem na spadkobierców hitlerowców – dbają o czystość rasy i Lockjawa za kłamstwo w tej kwestii zagazują (tak: zagazują).

Reklama
Reklama

Fergusson, choć tylko ojczym, okaże się lepszym ojcem, zaś córka lewicowej terrorystki i zakamuflowanego nazisty pójdzie walczyć o prawa człowieka i migrantów. Sygnałem do walki będą dla niej uliczne starcia migrantów z policją. Dokładnie takie same, jakie trwają wciąż w Minneapolis.

Czytaj więcej

„Hamnet” z dwoma Złotymi Globami w kinach 23 stycznia. Film o śmierci syna Szekspira

I jeszcze coś, co pokazuje, że życie pisze scenariusze tłumaczące te filmowe, jeśli niektórzy uznają je za ideologicznie przesadzone. Dale Washberg z „Mroków Tulsy” został zamordowany. Był gejem, nie chciał robić coming outu, ale zamierzał oddać Indianom zagarniętą im podstępnie przez Washbergów ziemię. Nie pasował do suprematystycznej układanki.

Zastrzelona w Minneapolis Renee Macklin Good po dwóch małżeństwach „wyszła z szafy”, żyła w związku z partnerką, opiekując się trójką dzieci, w tym jednym z późniejszego związku męża, który zmarł 3 lata temu. Była poetką, laureatką Academy of American Poets Prize.

Dziennikarz Lee z „Mroków Tulsy” się uratował. Poetka Good zginęła. Życie stało się brutalniejsze od filmów.

Film
Serial „Niebo”: żyjemy w świecie manipulacji. Policjant po stronie szaleńców
Film
Cztery Złote Globy dla „Jedna bitwa po drugiej" o ekstremizmach rozsadzających świat
Film
„Hamnet” z dwoma Złotymi Globami w kinach 23 stycznia. Film o śmierci syna Szekspira
Film
Złote Globy rozdane. „Jedna bitwa po drugiej” i „Hamnet” najlepszymi filmami roku
Film
Światowe kino w 2026 roku: Chińczycy z największym hitem. Jakim?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama