Erik Gandini: To ludzie zadają pytania maszynom

Dokumentalista Erik Gandini w filmie „Świat po pracy” zastanawia się, jak korzystamy z wolności, skoro boimy się rozwoju nowych technologii i nie umiemy żyć bez pracy.

Publikacja: 07.08.2023 03:00

Erik Gandini, ur. w 1967 r. we Włoszech, mieszka w Szwecji, reżyser, producent oraz profesor filmu d

Erik Gandini, ur. w 1967 r. we Włoszech, mieszka w Szwecji, reżyser, producent oraz profesor filmu dokumentalnego Uniwersytetu w Sztokholmie. Autor filmów o istotnych problemach współczesności mat. pras.

Foto: mat.pras.

Film „Świat po pracy” to część projektu badawczego, który prowadzi pan na sztokholmskim uniwersytecie sztuki. Od czego się on zaczął?

Od mojego filmu „Szwedzka teoria miłości”. Zarzucano mi, że Szwecja nie wygląda tak, jak on pokazuje. Ale moim zamierzeniem nie było opisywanie teraźniejszości, tylko pokazanie, co może się za chwilę wydarzyć. Kino dokumentalne zajmuje się zazwyczaj przeszłością i teraźniejszością, a przyszłość jest zmonopolizowana przez s.f. Wyzwaniem było dla mnie znalezienie właściwego sposobu opowiadania o przyszłości przy pomocy formy dokumentalnej. Temat najnowszego filmu – przyszłość pracy – wydał mi się idealnie pasującym do tego wyzwania.

Dokument „Świat po pracy” od piątku do oglądania w naszych kinach

Dokument „Świat po pracy” od piątku do oglądania w naszych kinach

Foto: Against Gravity

Jednak to już nie jest hipoteza, tylko rzeczywistość, która puka do naszych drzwi.

Rzeczywiście. Wiele się zmieniło od chwili, w której zaczynaliśmy pracę nad filmem, pod koniec 2019 roku. Wtedy wizja technologii zastępującej ludzi wydawała się znacznie bardziej abstrakcyjna niż dziś, zwłaszcza w przypadku zawodów kreatywnych, takich jak pisanie czy tworzenie obrazów. W przeciągu ostatniego półrocza sytuacja zmieniła się diametralnie. Po powstaniu ChatGPT mówi się bez przerwy o zagrożeniu. Wydawało się przecież, że technologia jest udoskonalana, by odciążać nas od pracy albo wyręczać w nudnych zajęciach. Stało się inaczej. Wszyscy o tym mówią i martwią się, chociaż zastępowanie ludzi przez maszyny jest problemem towarzyszącym nam od czasów rewolucji przemysłowej. Dlaczego mimo ogromnego postępu technologicznego z niego nie korzystamy? Od lat 70. XX wieku do dziś produktywność wzrosła dwukrotnie, do pracy wymagającej dawniej 100 osób potrzebnych jest teraz 50, a jednak nie pracujemy dwa razy mniej. Czyżbyśmy byli tak głęboko pogrążeni w ideologii pracy i nie jesteśmy w stanie się wyzwolić? Takie pytania zadawałem sobie podczas tworzenia „Świata po pracy”.

Dokument stawia tezę, że praca przestała już być ogólnoludzką wartością, a dla wielu nie jest już koniecznością.

Chciałem spojrzeć na pracę jak na ideę, która może być różnie pojmowana, w zależności od społeczeństwa. W moim filmie teraźniejszość reprezentują przede wszystkim Stany Zjednoczone i Korea Płd., bo tam pracuje się zazwyczaj ponad miarę, chociaż nie jest to konieczne. W Korei Ministerstwo Pracy próbuje sprawić, by obywatele pracowali mniej, a nie więcej, co jest prawdopodobnie jedynym takim przypadkiem na świecie. Koreańczycy nie umieją sobie wyobrazić życia wolnego od pracy. A z drugiej strony jest Kuwejt, w którym funkcjonuje coś w rodzaju dochodu podstawowego. Stać ich, żeby obywatele nie musieli pracować. A jednak pracują, a raczej udają pracę, skoro 20 ludzi jest zatrudnionych do wykonywania zajęcia dla jednej osoby. Też nie ma tam pomysłu, jak mogłoby wyglądać życie wolne od pracy. Obciążają nas stereotypowe wyobrażenia, że nasze życie definiuje wykonywany zawód. Jest powiedzenie, że praca uszlachetnia, czyni nas lepszymi ludźmi. Kiedy poznałem bardzo bogatą włoską dziedziczkę (jedną z bohaterek filmu), która każdego dnia po obudzeniu może zadecydować, co będzie robiła, zacząłem się zastanawiać, co nas uszlachetnia? Praca czy może jednak wolność?

Pańskie filmowe eseje układają się w opowieść o upadku naszej cywilizacji – od „Szwedzkiej teorii miłości” poprzez „Wideokrację”, „GITMO. Nowe prawa wojny” i teraz „Świat po pracy”. Skąd ta ciągłość?

Gdy miałem 20 lat, pojechałem do Szwecji i odkryłem tam film dokumentalny. Pomyślałem, że mogę wyruszyć w świat i pokazać rzeczywistość widzianą moimi oczami. Dokument jest tym, na czym mi bardzo zależy. Równie ważna jest próba zrozumienia świata, czego nie da się wyszukać przy pomocy Google’a. Dorastałem we Włoszech. Kiedy byłem dzieckiem, Berlusconi nie był jeszcze w polityce, ale tworzył kulturę telewizyjną – hedonistyczną, w której liczy się tylko zabawa, seksistowska konsumpcja. Skłania ludzi do pasywności, siedzenia na kanapie i patrzenia na innych w telewizji. Kiedy kręciliśmy „Wideokrację”, chciałem pokazać rzeczywistość ścieku, którą stworzył Berlusconi. Nie groziła mu za to żadna kara, a była jego największą zbrodnią.

Czego nam dziś najbardziej brakuje?

Chyba znaleźliśmy się na rozstaju dróg. W moim filmie menedżer z Gallupa mówi, że gdybyśmy zmienili podejście do pracy, rozwiązałoby to wiele problemów. Uważa, że ludzie powinni stać się jeszcze posłuszniejszymi pracownikami. Ja myślę, że naszym wyzwaniem jest wyzwalanie w ludziach wolności, pasji, kreatywności. Filozof Noam Chomsky uważa, że wszyscy ludzie rodzą się twórczy, ale system edukacji i system społeczny zabijają naszą kreatywność. Na uniwersytecie pracuję z młodymi i widzę, że kiedy im daję kompletną dowolność – mogą zrobić film, o czym chcą i jak chcą – wpadają w panikę, to dla nich najtrudniejsze zadanie.

Już starożytni Grecy uważali, że praca jest dla niewolników, dla klas wyższych są ważniejsze zadania. Dziś możemy myśleć, że praca jest dla maszyn, a ludzie są powołani do czegoś innego. Zdanie, które bardzo mi się podoba, brzmi: „maszyny są od odpowiedzi, a ludzie od zadawania pytań”. Technologia może udzielić odpowiedzi na mnóstwo pytań, ale to my musimy je zadać. Maszyna nie ma w sobie ciekawości, właściwej jedynie ludziom.

Film „Świat po pracy” to część projektu badawczego, który prowadzi pan na sztokholmskim uniwersytecie sztuki. Od czego się on zaczął?

Od mojego filmu „Szwedzka teoria miłości”. Zarzucano mi, że Szwecja nie wygląda tak, jak on pokazuje. Ale moim zamierzeniem nie było opisywanie teraźniejszości, tylko pokazanie, co może się za chwilę wydarzyć. Kino dokumentalne zajmuje się zazwyczaj przeszłością i teraźniejszością, a przyszłość jest zmonopolizowana przez s.f. Wyzwaniem było dla mnie znalezienie właściwego sposobu opowiadania o przyszłości przy pomocy formy dokumentalnej. Temat najnowszego filmu – przyszłość pracy – wydał mi się idealnie pasującym do tego wyzwania.

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Film
Cannes 2024. Dariusz Jabłoński na czele Europejskiego Klubu Producentów
Film
„Furiosa: Saga Mad Max”: kino nieświeżej zemsty
Film
Cannes 2024. „Franz” Agnieszki Holland zyskuje dystrybutorów
Film
Filmowy Donald Trump wciąga amfetaminę. Ekipa byłego prezydenta USA: To zniesławienie
Film
USA: Policja wszczęła śledztwo ws. śmierci gwiazdy "Przyjaciół"
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy