Załamany po seansie w piątkowy poranek, nie będę silił się na żarty: nie ma się z czego śmiać! Film ujawnia dramat lat 70-tych, gdy wspaniały I sekretarz PZPR padł  ofiarą spisku Generała (Jaruzelskiego?), KGB oraz amerykańskich banków. Nie wiadomo czy te wrogie siły uwzięły się na byłego sztygara razem czy osobno. Jeszcze nie wiadomo. To pewnie stanie się jasne dzięki serialowi (podobno w montażu, ale jak to zmontować?) bądź części nr 2.

Nie wiadomo też, jak pisać o czymś takim jak „Gierek”. Każdy, kto ukończył szkołę podstawową – innym wystarczy przedszkole – uznają film za co najmniej niedorzeczny. Jest tylko kłopot ze zdefiniowanej nowego rodzaju hybrydy historycznych niedorzeczności, paździerzowatej produkcji oraz amatorskiego aktorstwa.

Można jednak zaryzykować, że „Gierek” to utwór z gatunku „jak mały Jasio wyobraża sobie świat”, ewentualnie „geopolityka w stylu Ubu Króla”, na pewno owoc fascynacji filmem „Smoleńsk” i nie dająca się opanować chęć pójścia dalej.

Oto Gierka pcha do władzy klika towarzysza Maślaka (może to Moczar? A na pewno ktoś z rodziny Kiepskich) i Generała (aktor grający tę rolę wprowadza aurę Jasia Fasoli), którzy uknuli spisek we współpracy z Moskwą (taki kraj, gdzie się pije i tańczy kazaczoka).

Cała dekada rządów Gierka to spotkania Maślaka z Generałem w jakiejś pakamerze (scenografia to osobny hit), gdzie czekają aż się noga Gierkowi powinie. Tak mniej więcej – mniej więcej to określenie bardzo precyzyjne na tle całej historii – w połowie lat 70-tych Maślak i Generał wchodzą w bliski sojusz z generałem KGB.

Nie wiecie Państwo jako doszło do podwyżek w 1976 r? Premier Filip, bliski współpracownik Gierka, miał syna, któremu ludzie Maślaka zrobili kompromitujące zdjęcia. Wtedy Premier Filip ulega szantażowi i działa przeciwko Gierkowi, wprowadzając podwyżki. Muszę dodać, że w filmie jest to pokazane mniej subtelnie. Twórcy idą na całego: Generał rozbija radio o biurko, przydusza też sekretarkę Gierka, żeby wydała mu papiery z Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Tu dochodzimy do drugiego spisku. Otóż w scenografii przypominającej PGR oglądamy dwóch amerykańskich (?) polityko-bankierów, którzy zanim zaczną grać w golfa (jak grać w golfa na tym pegieerowskim wygonie?) uzgadniają, że wcisną Gierkowi wszystkie nadwyżki finansowe w postaci kredytów, i wyciągną od Gierka kasę, wciskając mu przestarzałe technologie.

Nie wiem, dlaczego bystry Gierek nie przejrzał tej wrogiej intrygi. Pewnie dlatego, że zajęty jest sprowadzeniem do Polski Coca-Coli, której zazdrości mu Breżniew (taki sekretarz ruskiej kompartii w stylu filmu „Ranczo”), a zajęty jest też świecącą się mapą Polski w swoim gabinecie.

Ta mapa to prawdziwy szlagier filmu, którą twórcy skradli by show Adamowi Słodowemu. Tam, gdzie powstaje fabryka - na mapie świeci się lampeczka. Proste? Mapa wygląda jak choinka, a Gierek to święty Mikołaj. Niestety Maślak chce powykręcać wszystkie światełka i zakończyć czas darmowych prezentów. Wtedy nastaje czas Generała, którego też omotali bankierzy.

Autopromocja
SZKOLENIE

Pozyskiwanie sponsorów przez instytucje nauki, kultury i sportu

WEŹ UDZIAŁ

Muszę dodać, że zabawny jest wątek spotkań Gierka z Prymasem, ponieważ tytułuje go jak papieża (Świątobliwość). Odczuwamy wielką stratę, gdy polski wynalazca bomby neutronowej, która miała dać niezależność PRL, pada ofiarą „nieznanych sprawców”. Łezka się w oku kręci, jak internowana ekipa Gierka śpiewa kolędy pod kałaszami ludzi Generała.

Jak ktoś dotrwa, na końcu filmu „dowie” się o co chodziło: „Gierek” to produkcja o zuchwałej próbie poprawy warunków życia w kraju zniszczonym po wojnie.

Mamy też dane ekonomiczne. Zadłużenie PRL wynosiło na koniec rządów Gierka 9,8 PKB, teraz 59 proc, zaś we Francji 118 proc.

Koniec to także napisy. Aktorów biorących w filmie Gierek nie ujawniam, bo jest mi ich żal.

Najciekawsze jest to, jak zareagują na „Gierka” widzowie. To pokaże nam, ile Polacy mają jeszcze wspólnego z rzeczywistością, bo może odlecieliśmy kompletnie. Tym zaś, którzy chcieliby zobaczyć, jak było za Gierka – polecam dobry za każdej władzy film „Miś”.