Reklama

Berlinale: Światowa premiera Sali samobójców Jana Komasy

Jan Komasa pokazał trójwymiarową „Salę samobójców” - pisze Barbara Hollender z Berlina

Aktualizacja: 14.02.2011 17:21 Publikacja: 14.02.2011 02:02

Berlinale: Światowa premiera Sali samobójców Jana Komasy

Foto: ROL

Dwa filmy o młodych ludziach nakręcone zostały w różnych kulturach i środowiskach, ale łączy je podobny niepokój.

[wyimek] [link=http://www.rp.pl/temat/362784_Mlode-Kino.html]Czytaj więcej Młode Kino[/link][/wyimek]

„Sala samobójców” została zaprezentowana w sekcji Panorama Special. Opowieść o 18-latku, który traci kontakt z rzeczywistością i zaczyna żyć w świecie wirtualnym, robi wrażenie. Bohater filmu ma rodziców, z którymi nie czuje związku emocjonalnego. Wnika więc coraz głębiej w świat, jaki proponuje mu Internet. Tam się zakochuje, tęskni, cierpi, utrzymuje kontakt z dziewczyną, która jest królową „sali samobójców”. Dom, szkoła, życie przestają być dla niego ważne. Dramatem staje się tylko odłączenie sieci.

– Internet to mało fotogeniczny temat – mówi „Rz” Jan Komasa. – Pokazywanie ekranu komputera jest nudne. Uznaliśmy więc, że musimy zrobić film w wersji trójwymiarowej.

Wirtualne życie bohatera „Sali…” staje się ważniejsze od prawdziwego. Ale w jego grze nie ma siedmiu istnień, ludzie naprawdę cierpią i umierają. Ucieczka od codzienności może się skończyć tragedią.

Reklama
Reklama

Jan Komasa, który zwrócił na siebie uwagę jako współtwórca „Ody do radości”, potrafi opowiadać nowoczesnym językiem. W filmie znalazło się 20 minut animacji w stylu mangi i kolejnych 20 minut efektów specjalnych, przygotowanych przez Adama Torczyńskiego. Prace nad „Salą samobójców“ trwały trzy lata, a animacje stanowią jej integralną część. Więcej, są atutem. Bardziej schematycznie wypada część realistyczna, z nieco przerysowanymi postaciami i karykaturalnie pokazanymi stosunkami w nowobogackiej rodzinie.

W jednej z pierwszych recenzji krytyk „Variety” zarzuca Komasie, że stworzył niesympatycznego bohatera, którego los niespecjalnie widza interesuje. Ale to film ważny w polskim krajobrazie. Dotąd kino mówiło o Internecie jako remedium na samotność, „Sala samobójców” pokazuje chorobliwe uzależnienie, prowadzące do zniszczenia bohatera.

– Nie chciałbym tego zjawiska demonizować – mówi reżyser – ale sądzę, że trzeba zwrócić większą uwagę na siłę Internetu, który może burzyć wizerunek ludzi, a dzięki anonimowości uczestników wzmacnia emocje. Na co dzień uczymy się kontrolować reakcje, w Internecie puszczają hamulce, nienawiść staje się sposobem odreagowania codzienności. Wreszcie zdarza się, że wirtualny świat zastępuje realne życie.

Znakomite zakończenie filmu staje się przejmującym krzykiem. Krzykiem jest też film Victorii Mahoney „Yelling to the Sky” – historia nastolatek dorastających w murzyńskiej dzielnicy. Tu nie ma Internetu. Gwałt i przemoc panują w domach, w szkole, na ulicy. To świat, w którym, żeby przetrwać, trzeba wyzbyć się uczuć i skrupułów. Maltretowana przez ojca, wrażliwa dziewczyna zrozumie to bardzo szybko. Będzie handlować narkotykami, pokazywać swoją siłę i arogancję. Dopiero kiedy zrozumie, że zatraciła samą siebie, spróbuje z tego świata uciec.

Komasa i Mahoney mówią to samo: młodość we współczesnym świecie nie jest łatwa. I jakkolwiek banalnie to stwierdzenie brzmi, ich filmy są przekonujące.

Film
Berlinale 2026: Złoty Niedźwiedź dla „Yellow Letters”
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Film
Berlinale: Złoty Niedźwiedź dla mocnych „Yellow Letters” na festiwalu pokaleczonego świata
Film
Berlinale 2026: Pierwsze nagrody rozdane
Film
Legenda wraca na ekrany. Co wiemy o nowym filmie „Adam”?
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama