To jednak mogłoby zaniepokoić eksporterów i być może zmusić do interwencji bank centralny. Rządy wielu krajów dążą bowiem obecnie do osłabiania swoich walut.
Rekomendacja Międzynarodowego Funduszu Walutowego, oceniająca bardzo pozytywnie kondycję naszej gospodarki, oraz bardzo dobre dane o aktywności w polskim sektorze przemysłowym spowodowały, że nasz kraj wciąż znajduje się w kręgu zainteresowania zachodnich inwestorów. – Ich aktywność na rynku obligacji powoduje umacnianie się złotego – wyjaśnia Michał Dybuła, ekonomista BNP Paribas. W jego opinii taki trend utrzyma się do końca roku i złoty w stosunku do euro umocni się z obecnego poziomu 3,95 do 3,85 – 3,8. – Prognozujemy, że kurs polskiej waluty ustabilizuje się na takim poziomie do połowy przyszłego roku, a może nawet do końca trzeciego kwartału 2011 roku – dodaje ekonomista.
Zdaniem Andrzeja Krzemińskiego, szefa biura rynków międzynarodowych w banku BPH, wszystkie dane oraz oceny polskiej gospodarki ze strony zachodnich instytucji powodują, że jesteśmy postrzegani jako jedno z najatrakcyjniejszych miejsc do inwestowania. – Inwestorzy jednak pozostają czujni – wyjaśnia Krzemiński. – Napływ kapitału mógłby być jeszcze większy, gdyby nie nie najlepsza sytuacja finansów państwa. W jego opinii wysoki deficyt finansów publicznych i szybko rosnący dług odstraszają zachodni kapitał. – Od wiosny, czyli od momentu upublicznienia problemów w Grecji i na Węgrzech, nasza waluta zyskała zaufanie rynków, a kurs ustabilizował się na poziomie 3,9 – 4 zł za euro – przypomina ekonomista BPH. – Gdyby sytuacja budżetu była przejrzysta, a RPP w ostatnim tygodniu podniosła stopy procentowe, złoty byłby dziś silniejszy.
Marcin Bilbin, diler walutowy Pekao SA, uważa, że inwestorzy, otwierając pozycje w złotym, liczą na duże zyski, gdy coś idzie nie po ich myśli i np. Rada nie decyduje się na podniesienie stóp, wycofują się. – To oznacza, że ich pozycje są krótkoterminowe, jeśli złoty nie umacnia się w takim tempie, jakiego oczekiwali, idą gdzie indziej – mówi Bilbin. W jego ocenie na takie rozczarowanie rynków nasza waluta niestety reaguje dużo gorzej niż inne waluty w regionie. – Z punktu widzenia polskiej gospodarki i eksporterów lepiej, gdy złoty pozostaje na stabilnym poziomie – wyjaśnia diler Pekao SA. – Obecnie jest raczej trend do osłabiania swojej waluty: Fed skupuje obligacje, banki centralne Japonii i Szwajcarii interweniują bezpośrednio na rynku. Czy Narodowy Bank Polski też byłby skłonny interweniować, gdyby złoty zaczął szybko piąć się w górę? – pyta Bilbin.
Poprzednio nasz bank centralny interweniował przy poziomach 3,85 – 3,87 za euro. Z kolei, gdy złoty się osłabił do poziomu 4,2 zł za euro, wymianę walut za pośrednictwem BGK rozpoczął minister finansów. – Przedział 3,9 – 4 zł za euro, w jakim teraz porusza się nasza waluta, został więc wytyczony przez te dwie instytucje – zauważa Krzemiński. – Można zatem uznać, że jest on optymalny dla gospodarki.