To istota najnowszego wyroku Sądu Najwyższego, ważnego, bo dotyczy nierzadkiej sytuacji, a przy tym różnie ocenianej przez sądy.
Rafał Ż. zawarł z bankiem umowę kredytu konsumpcyjnego. Pozwalała ona bankowi przekazywać instytucjom finansowym informacje o długach klienta za pośrednictwem Biura Informacji Kredytowej SA. Po pół roku Rafał Ż. wypowiedział tę umowę, mając dług 286 zł, który dwa miesiące później uregulował. Niestety, bank nie przekazał tej informacji do BIK. Rafał Ż. dowiedział się o tym, kiedy starał się o kredyt i kartę w innym banku, czego mu odmówiono właśnie z powodu wpisu w rejestrze dłużników. Po zawiadomieniu banku i zagrożeniu pozwem ten wystąpił o korektę danych w BIK.
Rafał Ż. zażądał 4,2 tys. zł odszkodowania i 5,8 tys. zł zadośćuczynienia za krzywdę niemajątkową.
Sąd okręgowy zasądził na jego rzecz tylko 100 zł. Uznał, że jedyną szkodą, jaką poniósł, są koszty korespondencji zmierzającej do wyjaśnienia sprawy. Odmówił też zadośćuczynienia. W jego ocenie nie jest naruszeniem dobra osobistego niezaktualizowanie informacji w bazie dłużników. Dane te nie wpływają na sposób postrzegania człowieka, mogą tylko powodować negatywną ocenę zdolności kredytowej, a to ma ściśle materialny charakter. Gdyby nawet przyjąć, że doszło do naruszenia jego dóbr osobistych, to na krótko i wobec ograniczonego kręgu osób. Werdykt utrzymał Sąd Apelacyjny w Warszawie, podkreślając, że Rafał Ż. z powodu tego błędu nie utracił szacunku.
Skargę kasacyjną złożyła rzecznik praw obywatelskich prof. Irena Lipowicz, wskazując, że chodzi o dane objęte tajemnicą bankową i jednocześnie osobowe, których przetwarzanie wymaga szczególnej staranności. Tymczasem przekazywanie ich do BIK oraz udostępnianie innym bankom rzutuje na dobre imię osoby w stosunkach z bankami i instytucjami kredytowymi. Sąd Najwyższy uwzględnił tę argumentację i nakazał SA ponowne zbadanie sprawy.