Derpienski chce 50 mln zł od Danone za żart Nosowskiej. Jakie ma szanse?

Celebrytka Caroline Derpienski chce przeprosin oraz zadośćuczynienia w wysokości 50 milionów złotych od koncernu Danone za parodiującą ją reklamę produktów mlecznych z udziałem Katarzyny Nosowskiej. Modelka i influencerka twierdzi, że materiał narusza jej dobra osobiste.

Publikacja: 14.07.2023 08:28

Katarzyna Nosowska i Caroline Derpienski

Katarzyna Nosowska i Caroline Derpienski

Foto: Fotorzepa/Rafał Guz, YouTube/Pudelek

Chodzi o filmik, który ukazał się na początku lipca na instagramowym profilu Katarzyny Nosowskiej. Wokalistyka zespołu Hey wystąpiła w nim jako Kate Nosauski, celebrytka z Polski udzielająca wywiadu na temat swojej kariery w USA. W filmie nie pada nazwisko Caroline Derpienski, lecz internauci skojarzyli z nią postać graną przez Nosowską za sprawą ubioru, rozpuszczonych blond włosów, mocnego makijażu i biżuterii, a także sposobu mówienia.  W podobny sposób prawdziwa Caroline Derpienski, 22-letnia modelka polskiego pochodzenia (urodziła się w Stanach Zjednoczonych, ale jako dziecko mieszkała w Białegostoku), opowiadała dziennikarzom jednego z portali plotkarskich o swoich ekskluzywnych kreacjach i pełnym blichtru życiu za oceanem. 

Caroline Derpienski poczuła się zhejtowana

W środę modelka na swoim kanale na Instagramie zapowiedziała podjęcie kroków prawnych w związku z nagraniem Nosowskiej/Danone. 

- Chciałabym poinformować, że sprawę reklamy firmy Danone z udziałem jej Partnera Biznesowego, tj. Pani Katarzyny Nosowskiej, powierzyłam mojemu pełnomocnikowi – Panu adwokatowi Stefanowi Mrozkowi z Kancelarii Adwokackiej w Gliwicach, który w moim imieniu podejmie dalsze kroki prawne i jeszcze dziś pisemnie zwróci się do firmy Danone ze stosownym zawiadomieniem i wezwaniem - napisała modelka. - Naszym zdaniem reklama Danone, trafiająca także do osób nieletnich, daleko wykracza poza sferę dozwolonej satyry i konwencji żartu; narusza moje dobra osobiste, stanowi przejaw hejtu, mowy nienawiści i gaslightingu [przemoc psychiczna polegająca na manipulowania drugą osobą w taki sposób, że ofiara przemocy z czasem przestaje ufać swoim osądom - przypis "Rz"] - wyjaśniła.

Celebrytka żąda przeprosin oraz zawrotnej kwoty 50 mln zł, które mają zostać przeznaczone na wskazany przez nią cel społeczny.

Głos w sprawie zabrała już firma Danone. Jak zaznaczyła jej rzecznik prasowa Martyna Węgrzyn, Nosowska ma całkowitą niezależność przy tworzeniu scenariuszy reklamowych, a pracownicy firmy mogą je zobaczyć dopiero po opublikowaniu. Spot Nosowskiej nie wzbudził ich wątpliwości. Węgrzyn zapowiedziała, że Danone nie ma zamiaru zrywać współpracy z wokalistką Hey.  Ujawniła też, że na razie Derpienski nie podjęła kroków prawnych.

Czytaj więcej

Dziewczyny z Dubaju: ile fikcji, ile prywatności

Adwokat: diabeł tkwi w szczegółach

Na prośbę portalu Wirtualnemedia.pl sprawę skomentowała Joanna Parafianowicz, adwokat, mediator i felietonistka "Rzeczpospolitej".

- Kwota żądania jest dość śmiała, zarówno z przyczyn leżących po stronie powódki jak i pozwanego, a samo wykazanie poniesionej przez powódkę szkody w tej wysokości może stanowić nie lada wyzwanie. Pod kątem procesowym sprawa wygląda zaś po prostu tak, że powód oczekując pozytywnego dla siebie wyroku powinien wykazać, że doszło do naruszenia jego dóbr osobistych (wskazując o jakie dobra chodzi), a pozwany kierowany podobną intencją – brak bezprawności swoich działań. Czy do tego dojdzie, nie śmiem przewidywać. Abstrahując, jednakże od wyroku sądowego, na tym etapie widzę w sprawie tylko jedną wygraną i jedną przegraną. Karolina Derpieńska bowiem z osoby całkowicie nieznanej szerszej opinii publicznej stała się postacią powszechnie kojarzoną, zaś Katarzyna Nosowska, znakomita wokalistka, erudytka i postać na stałe wpisana w polską kulturę, będzie kojarzona z tym, że co najmniej balansując na granicy dobrego smaku i kosztem godności drugiego człowieka zareklamowała mleko -  powiedziała Joanna Parafianowicz.

Jej zdaniem pozew Caroline Derpienski wobec Danone "może mieć uzasadnienie prawne".

- Jak to zwykle bywa, diabeł tkwi w szczegółach. Na pewno warto podkreślić, że niezależnie od tego, czy występ Katarzyny Nosowskiej określimy jako parodię, czy satyrę, żadna z tych form nie zwalnia z odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych, jeśli zastosowana forma przekroczy ramy gatunku. Innymi słowy, gdyby parodia, satyra, a nawet karykatura dawała możliwość swobodnego naruszania cudzych dóbr osobistych, to z pewnością zainteresowanie tymi formami wyrazu zyskałoby na popularności dając niemałe pole do nadużyć. Zatem samo odwołanie do tego, że wystąpienie miało charakter żartobliwy, to za mało, aby stwierdzić, że ten pozew skazany jest na oddalenie. Naruszenie np. cudzej czci nie wymaga przecież podania czyjegoś imienia i nazwiska (choć warto podkreślić, że w sprawie, o której mowa, w drugim poście Nosowskiej doszło wprost do odesłania do. Derpieńskiej), niekiedy dochodzi do tego wtedy, gdy o kimś mowa między wierszami, a odbiorca jest w stanie domyślić się, o kogo chodzi - uważa Parafianowicz. 

Cel satyry

Adwokatka dodaje, że w tej sprawie jest kilka ciekawych wątków, które mogą mieć wpływ na ocenę sądu.

- Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że największym wrogiem sukcesu tego pozwu jest sama powódka, zaś jego oddalenia - strona pozwana. Tworzony w mediach wizerunek pani Derpieńskiej, jej publiczne wypowiedzi, to jak się prezentuje światu i jakie wartości promuje, mogą być wprawdzie odbierane jako satyra na określony styl życia, ale większość osób prawdopodobnie skłonna jest powiedzieć, że za tym, co widzimy, nie stoją żadne powszechnie cenione wartości lub idee. Skoro zaś celem satyry jest ośmieszenie ludzkich ułomności lub stosunków społecznych, ale w tej sprawie zrealizowany został jedynie cel zarobkowy, to może się to kłaść cieniem na ocenie dzieła Nosowskiej - uważa prawniczka. 

Zdaniem Joanny Parafianowicz, "zjawiska, których nie szanujemy, z którymi się nie zgadzamy i które uważamy za szkodliwe, lepiej pominąć milczeniem, które jest najlepszą formą komentarza".

- W moim przekonaniu podejmowanie polemiki, pozbawione subtelności, ale mimo wszystko – osobiste i niekoniecznie zabawne wycieczki czy marnotrawienie własnej erudycji po to tylko, aby zrobić reklamę mleka, są tak samo niefortunne jak nazwanie kogoś publicznie babcią [tak Derpieńska powiedziała o Nosowskiej w jednym z wywiadów - przypis Wirtualnemedia]. Ponadto publiczne piętnowanie drugiego człowieka to niestety hejt, czyli forma cyberprzemocy niezależnie od tego, kto jest adresatem tego rodzaju zjawisk, a kto ich autorem. Robienie tego dla pieniędzy zaś, pozostawię bez dalszego komentarza - mówi Parafianowicz.

Chodzi o filmik, który ukazał się na początku lipca na instagramowym profilu Katarzyny Nosowskiej. Wokalistyka zespołu Hey wystąpiła w nim jako Kate Nosauski, celebrytka z Polski udzielająca wywiadu na temat swojej kariery w USA. W filmie nie pada nazwisko Caroline Derpienski, lecz internauci skojarzyli z nią postać graną przez Nosowską za sprawą ubioru, rozpuszczonych blond włosów, mocnego makijażu i biżuterii, a także sposobu mówienia.  W podobny sposób prawdziwa Caroline Derpienski, 22-letnia modelka polskiego pochodzenia (urodziła się w Stanach Zjednoczonych, ale jako dziecko mieszkała w Białegostoku), opowiadała dziennikarzom jednego z portali plotkarskich o swoich ekskluzywnych kreacjach i pełnym blichtru życiu za oceanem. 

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Podatki
Sprzedali odziedziczone mieszkanie. Zapędy fiskusa musiał zastopować sąd
Zawody prawnicze
Czystki w krakowskich prokuraturach. To ewenement w skali całego kraju
Sądy i trybunały
Pracownicy sądów i prokuratur przedstawili swoje żądania Bodnarowi
Zadania
Zielona rewolucja w polskich miastach. Muszą stworzyć plany klimatyczne
Materiał Promocyjny
Jakie są główne zalety systemów do zarządzania zasobami ludzkimi?
Sądy i trybunały
Ujawniono drugi przypadek inwigilowania Pegasusem sędziego w Polsce
Prawo karne
Polak skazany na dożywocie w Kongu jest już na wolności