Prawnicy znajdą zapewne szereg argumentów przeciw IPN czy dziennikarzom za ujawnienie prywatnego adresu Andrzeja Celińskiego w liście do gen. Kiszczaka, ale jego szanse w sądzie są niewielkie.

Adres Celińskiego

Andrzej Celiński, w PRL działacz opozycji, a w III RP polityk, zapowiedział, że chciałby pozwać IPN za ujawnienie jego prywatnego listu do gen. Kiszczaka  z 1889 r., a więc już pod koniec PRL, po Okrągłym Stole.

- Nie jestem prawnikiem, nie bardzo mam pieniądze, by się w tę sprawę angażować, ale jeżeli ktoś mi pomoże, to z wielką satysfakcją doprowadzę od wyroku skazującego - powiedział publicznie.

Celiński zarzuca IPN, że publikując jego list nie utajnił prywatnego adresu, pod którym wciąż żyje jego rodzina, a jak powiedział niezbyt precyzyjnie, „wiadomo, że z hejterami jest w Polsce bardzo różnie”.

To oczywiste, że IPN, a zwłaszcza dziennikarze, powinni sprawdzać to, co upubliczniają. Ustawa o IPN przewiduje udostępnianie zgromadzonych tam danych dla celów naukowych oraz dziennikarzom. Jednocześnie są oni pouczani, że ponoszą odpowiedzialność prawną za sposób ich wykorzystania (art. 36 ustawy). Na te przepisy powołuje się prezes IPN  Łukasz Kamiński, dodając, że w archiwach IPN są tysiące listów, a pracownicy INP nie mogą zamazywać żadnych fragmentów, bo popełniliby przestępstwo.

Tajemnica korespondencji

Nie ma wątpliwości, że tajemnica korespondencji jest chroniona prawem. Zarówno prawem autorskim (art. 82), jak i jako dobro osobiste, o czym mówi art. 23 kodeksu cywilnego oraz konstytucja.

Zdaniem adwokata Pawła Litwińskiego listy te nie są jednak dokumentami zgromadzonymi przez organy bezpieczeństwa PRL, a więc takimi do gromadzenie i udostępniania których powołany jest IPN, ale prywatnymi listami do gen. Kiszczaka. A skoro tak, to sprawę trzeba oceniać na gruncie przepisów o tajemnicy korespondencji.

Podobnego zdania jest adwokat Roman Nowosielski:

- Gdyby w listach były materiały, które obejmują zakres ustawy o IPN to niewątpliwie mogłoby być przyjęte do zasobów IPN i udostępniane zainteresowanym, ale opisane sprawy mają związek wyłącznie z prywatnymi relacjami osób nie piastujących funkcji publicznych w związku z czym podlegają ochronie na zasadach ogólnych. Te zasady to art. 82 prawa autorskiego, który stanowi, że jeżeli osoba, do której list, korespondencja jest skierowana (adresat), nie wyraziła innej woli, rozpowszechnianie ich w okresie 20 lat od jej śmierci, wymaga zezwolenia małżonka. Pytanie więc, czy żona gen. Kiszczaka wyraziła taką zgodę.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Naruszenie tajemnicy korespondencji może też naruszać dobra osobiste. W ocenie adwokata Krzysztofa Czyżewskiego, zarówno nadawcy jak i odbiorcy listu.

Adres w papierach

Celińskiemu chodzi jednak głównie o adres ujawniony z listem.

- Adres to zupełnie inna kwestia i w dość oczywisty sposób jego ujawnienie narusza prawo - wskazuje Jerzy Naumann. - W pierwszej kolejności karne tj. art. 51 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych, a czyn ten jest ścigany jest z urzędu. Osoba, której dane ujawniono może również wystąpić z pozwem o ochrony dóbr osobistych, ponieważ naruszono jej prawo do prywatności.

Inaczej na sprawę patrzy adwokat Dariusz Pluta.

- Moim zdaniem ma rację IPN, który   sam nie publikuje tych materiałów, ale udostępnia je dziennikarzom i historykom, a to różnica dla laika niezauważalna, natomiast prawnie fundamentalna. Jeżeli zważy się dodatkowo, że przepisy dotyczące zasobu archiwalnego IPN mają status szczególny, to ewentualnym pozwom czy innym akcjom prawnym przeciwko IPN nie wróżę powodzenia.

Mec. Pluta dodaje, że zainteresowanie opinii publicznej korespondencją osób publicznych kierowaną do komunistycznego Ministra Spraw Wewnętrznych nie tylko jest usprawiedliwione, ale jej publikacja wraz z dziennikarskim omówieniem (negatywnym czy pozytywnym) jest dopuszczalna i mieści się pojęciu uzasadnionego istotnego interesu społecznego.

Ważnie dóbr

Tak czy inaczej każdy sąd badający taką sprawę zmierzy się z kolizją prawa do prywatności, osób zresztą publicznych, i prawa społeczeństwa do informacji, do prawdy. Oto dwa przykłady takiego ważenia dóbr: w sprawie rodziny Władysława Szpilmana przeciw autorce książki w której podano jakoby słynny pianista w czasie wojny służył w żydowskiej policji w warszawskim getcie, warszawski Sąd Apelacyjny powiedział, że przy konflikcie swobody twórczej pisarza oraz ochrony dóbr osobistych opisywanej postaci pierwszeństwo ma swoboda wypowiedzi (nie ma znaczenia, że sprawa ta się jeszcze toczy, ważne że są takie wyroki !)

Z podobną kolizją dóbr sąd spotkał się w sprawie, jaką Zbigniewowi Ćwiąkalskiemu wytoczył Zbigniew Ziobro, za nieudowodnione posądzenie, że zniszczył laptop. Oddalając pozew Ziobry SA powiedział, że samo naruszenie dóbr osobistych nie przesądza o odpowiedzialności, gdyż naruszenie musi być jeszcze bezprawne. A co jeszcze ważniejsze - powiedział, że kolizja wolności wyrażania opinii z ochroną dóbr osobistych osób publicznych, powinna być rozstrzygana na korzyść wolności słowa. Swoboda wypowiedzi w sporze politycznym winna być szeroka, a ingerencja sądów wyważona i ostrożna.