Oprócz rekordowo wysokiego deficytu i rekordowo wysokich wydatków, również poziom dochodów publicznych okazał się w 2025 r. najwyższy od co najmniej dwóch dekad. Łączne wpływy do budżetu państwa i wszystkich innych publicznych instytucji wyniosły ok. 1,7 bln zł, co stanowiło 43,6 proc. PKB. Dla porównania w 2024 r. było to 42,8 proc. PKB (1,57 bln zł), a średnio w ostatnich 20 latach – ok. 40 proc. PKB.
Dochody państwa rosną szybciej niż gospodarka. Skąd ten wzrost?
Na łączne dochody sektora finansów publicznych składają się wszystkie główne podatki (VAT, PIT, CIT, akcyza), podatki lokalne (np. od nieruchomości), składki na ubezpieczenia społeczne (w tym tzw. składki na ZUS i NFZ) oraz wszystkie inne opłaty i daniny. Ich wzrost rok do roku pod względem nominalnym nie dziwi, bo mówiąc w skrócie – jest pochodną rosnącej gospodarki. Bardziej zastanawiający jest jednak wzrost dochodów publicznych w relacji do PKB, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że w ciągu ostatnich dwóch-trzech lat, czyli od czasu reform Polskiego Ładu, nie było dużych zmian w systemie podatkowym, takich jak podwyżki głównych stawek czy wprowadzenie nowych, powszechnych obciążeń.
Czytaj więcej
Samo wyrastanie z długu nie rozwiąże problemu polskich finansów publicznych – mówią ekonomiści. Ale idą wybory i na solidne zaciskanie pasa rząd si...
– Myślę, że składa się na to wiele małych elementów – wyjaśnia Karol Pogorzelski, ekonomista Banku Pekao. – To choćby mrożenie parametrów skali PIT, co w praktyce oznacza, że wraz ze wzrostem wynagrodzeń coraz więcej osób wpada w drugi próg podatkowy i płaci więcej nawet bez zmiany stawki – zauważa.
W Polsce od połowy 2022 r. obowiązuje 12-proc. stawka PIT w pierwszym progu podatkowym wynoszącym 120 tys. zł. Po jego przekroczeniu stawka rośnie do 32 proc., a kwota wolna od podatku wynosi 30 tys. zł.
Czytaj więcej
Wydatki publiczne przekroczyły w Polsce symboliczny próg 50 proc. PKB, a za tym kryje się ogromny deficyt i skokowo rosnące zadłużenia państwa. Eko...
Dalej ekonomiści wskazują poprawę ściągalności podatków (co może mieć wpływ m.in. na dochody z VAT), wzrost efektywnej stawki CIT związany z poprawą rentowności przedsiębiorstw czy specyficzną konstrukcję składek na ZUS i NFZ płaconych przez samozatrudnionych. Same wynagrodzenia i dochody Polaków rosły w ubiegłym roku szybciej niż gospodarka, przybyło też pracowników, w tym migrantów zarobkowych, którzy płacą podatki i składki.
Ile składek i podatków płacą Polacy?
Z naszej analizy wynika, że największą część łącznych dochodów państwa stanowią składki netto na ubezpieczenia społeczne – aż 35,8 proc. W kwotach nominalnych było to w ubiegłym roku 601,7 mld zł. Co istotne, w relacji do PKB wpływy ze składek sięgnęły rekordowych 15,4 proc. w 2025 r., wobec 15,1 proc. rok wcześniej i 14,2 proc. w 2023 r.
Drugą dużą grupą są „podatki związane z produkcją i importem”, czyli głównie VAT, akcyza i cła. W 2025 r. przyniosły one do kasy państwa 554 mld zł, czyli 32,5 proc. wszystkich wpływów. Stanowiło to 14,2 proc. PKB. Nie jest to najwyższy poziom w historii, ale wynik wyższy od wieloletniej średniej.
Trzecią największą kategorią dochodów publicznych były podatki od bieżących dochodów, czyli przede wszystkim PIT, CIT czy tzw. podatek Belki. W 2025 r. przyniosły one państwu 313,3 mld zł, odpowiadając za 18,4 proc. wszystkich wpływów sektora. Ich wartość była równoważna 8 proc. PKB. Nie jest to rekord, ale wynik pozostaje wysoki, mimo obniżenia podstawowej stawki PIT z 17 proc. do 12 proc. w ramach zmian podatkowych wprowadzonych w 2022 r.
W jakim stanie są finanse publiczne? Czy podatki są za niskie?
Relatywnie wysokie i rosnące obciążenia podatkowo-składkowe mogą wśród Polaków budzić zaskoczenie, skoro w debacie publicznej często dominuje narracja, że Polska jest krajem niskich podatków. Jednocześnie trudno uciec od faktu, że mimo rekordowych dochodów sytuacja finansów publicznych pozostaje bardzo napięta. Deficyt sektora finansów publicznych należy do najwyższych w UE i w 2025 r. wyniósł 7,4 proc. PKB. Wydatki państwa osiągnęły historyczny rekord – 50,9 proc. PKB. Dług publiczny zbliżył się do 60 proc. PKB, a koszty jego obsługi rosną w szybkim tempie. Niezależni eksperci coraz częściej ostrzegają, że bez rzeczywistej konsolidacji fiskalnej finanse publiczne pędzą na zderzenie ze ścianą.
W tej sytuacji coraz ważniejsze staje się pytanie, jak powinno wyglądać dostosowanie. Czy należy zwiększyć dochody poprzez podwyżki podatków, a jeśli tak, to których? Czy też większy nacisk powinien zostać położony na ograniczanie wydatków?
Czytaj więcej:
Polska w ciągu dwóch lat zanotowała największy wzrost deficytu fiskalnego w całej UE. Już niebawem możemy zostać przymuszeni do bolesnego zaciskani...
Pro
Warto przy tym zauważyć, że na tle UE pod względem wysokości dochodów sektora finansów publicznych Polska wypada raczej przeciętnie. W 2025 r. plasowaliśmy się mniej więcej w środku stawki. Średnia unijna wyniosła 46,6 proc. PKB, a liderem jest Norwegia z wynikiem sięgającym niemal 60 proc. PKB. Co ciekawe, pod względem składek na ubezpieczenia społeczne oraz podatków od produkcji i konsumpcji znajdujemy się w pierwszej dziesiątce krajów UE. Z kolei w przypadku podatków od dochodów zajmujemy piąte miejsce od końca.
Podnosić podatki czy ciąć wydatki?
W odpowiedzi na powyższe pytania ekonomiści są podzieleni. – Również z badań Międzynarodowego Funduszu Walutowego wynika, że podatki od dochodów czy majątku w Polsce są relatywnie niskie – komentuje Marcin Mrowiec, główny ekonomista Grant Thornton. I pewnie koniec końców w ramach konsolidacji fiskalnej trzeba będzie przyjrzeć się stronie dochodowej. Ja jednak zacząłbym od ograniczania wydatków, przede wszystkim tych nieefektywnych, takich jak 800+ dla osób zamożnych – wskazuje.
Z kolei Marcin Zieliński, wiceprezes i główny ekonomista Fundacji FOR, ocenia wprost, że kierunek podwyższania danin w Polsce byłby błędem. Jak zaznacza, na tle krajów regionu obciążenia podatkowo-składkowe są już dziś bardzo wysokie – wyżej znajduje się jedynie Słowenia z poziomem 47,1 proc. PKB, a na Łotwie wskaźnik ten jest zbliżony do polskiego.
Czytaj więcej
Komisja Europejska opublikowała w środę tzw. Semestr Europejski, czyli coroczne rekomendacje dla krajów UE.
– Przestrzeni do wzrostu podatków nie ma, zwłaszcza jeśli chcemy zachować jakąkolwiek przewagę konkurencyjną, choćby pod względem atrakcyjności inwestycyjnej – mówi Zieliński. Ekonomista argumentuje, że podwyżki podatków, niezależnie od tego, czy dotyczyłyby dochodów, czy konsumpcji, mogłyby okazać się szkodliwe dla gospodarki. Jako przykład podaje Rumunię, której rząd – zmagający się z najwyższym deficytem finansów publicznych w UE – zdecydował się na bolesne działania naprawcze, w tym podwyżkę podstawowej stawki VAT z 19 do 21 proc. Efektem ubocznym m.in. takich działań było jednak wyraźne hamowanie wzrostu gospodarczego.
Podatki rosną po cichu. Jak państwo zwiększa swoje dochody?
Z kolei Karol Pogorzelski wskazuje, że Polska w praktyce nie ma wielkiego wyboru. – Żeby obniżyć deficyt, trzeba by pewnie trochę dodać po stronie dochodowej i trochę odjąć po stronie wydatkowej – mówi ekonomista Banku Pekao. Jego zdaniem najlepszą drogą nie są jednak pojedyncze, duże zmiany, takie jak podwyżka stawki PIT czy VAT, ale raczej wiele niewielkich działań prowadzonych równolegle.
To zresztą w Polsce już się dzieje. Choć politycy zwykle deklarują niechęć do podnoszenia podatków, w praktyce system jest stopniowo uszczelniany i uzupełniany o kolejne daniny. Od wielu lat mamy do czynienia ze wspomnianym wcześniej mrożeniem parametrów skali PIT, jednocześnie trwa proces podwyższania akcyzy na alkohol i papierosy. Wprowadzane są także tzw. podatki sektorowe czy branżowe – wcześniej to np. opłata cukrowa, teraz – wzrost stawki CIT dla sektora bankowego (do 30 proc. w 2026 r. z 19 proc. wcześniej). Trwają dyskusje dotyczące windfall tax dla części firm energetycznych i rafineryjnych, a administracja skarbowa pracuje nad ograniczaniem arbitrażu podatkowego między etatem a samozatrudnieniem. Nie można też wykluczyć kolejnych opłat i danin uzasadnianych względami zdrowotnymi, środowiskowymi czy klimatycznymi.
Żadna z tych zmian nie przypomina spektakularnej podwyżki VAT czy PIT. Razem pokazują jednak kierunek, w którym mogą ewoluować finanse publiczne: zamiast jednej dużej podwyżki coraz więcej mniejszych, rozproszonych obciążeń. To właśnie one mogą stać się jednym z narzędzi stopniowej konsolidacji finansów publicznych w najbliższych latach.