Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie kluczowe wątpliwości konstytucyjne stały za decyzją o wstrzymaniu nowego podatku dla branży paliwowej.
- Jak skonstruowano podatek od nadzwyczajnych zysków i dlaczego jego koszt mogliby ponieść wszyscy konsumenci.
- Jaki był cel wprowadzenia nowej daniny i jakie są finansowe konsekwencje jej zablokowania dla budżetu państwa.
- Dlaczego zdaniem branży paliwowej nowe przepisy uderzały nie tylko w koncerny, ale i mniejszych importerów.
Karol Nawrocki przekazał, że nie podpisze ustawy, wobec której istnieją poważne wątpliwości konstytucyjne. – Prawo ma wejść w życie w sierpniu, ale podatek miałby obejmować dochody uzyskiwane już od początku marca. Oznacza to próbę opodatkowania działalności z mocą wsteczną – wyjaśnił. Przypomniał także o gwarancji wolności w państwie prawa, wyrażonej w łacińskiej formule: Lex retro non agit, czyli prawo nie działa wstecz.
Prezydent Karol Nawrocki ma wątpliwości
Prezydent zwrócił uwagę, że po wygaśnięciu działań osłonowych tzw. CPN (Ceny Paliwa Niżej) kierowcy odczuli już – jego zdaniem – wzrost cen paliw.
– Dodatkowy podatek, wynoszący aż 60 proc. podstawy opodatkowania, zostanie w efekcie przerzucony na klientów stacji benzynowych. – Rachunek zapłacą wtedy nie tylko kierowcy. Zapłacą rolnicy, transportowcy, małe przedsiębiorstwa i rodziny kupujące żywność, której cena zależy przecież również od kosztów przewozu – wskazał.
Czytaj więcej
Nowy podatek od zysków spółek paliwowych został przyjęty przez Parlament i trafi teraz do podpisu prezydenta. Karol Nawrocki będzie musiał rozważyć...
– Nowy podatek nie obniża cen paliwa. Ma przede wszystkim dostarczyć pieniędzy do budżetu. Nie mogę zaakceptować sytuacji, w której próbę łatania finansów państwa przedstawia się obywatelom jako ochronę ich interesów, podczas gdy skutkiem będzie kolejna fala podwyżek – zauważył prezydent. Tu jednak trzeba dodać, że te środki z tego podatku miały pokryć koszty pakietu CPN.
Karol Nawrocki wyjaśnił, że nie wetuje ustawy, lecz wysyła ją do Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ najpoważniejszy problem tej regulacji – jego zdaniem – ma charakter konstytucyjny, czyli odnosi się do złamania zasady niedziałania prawa wstecz.
– Trybunał Konstytucyjny powinien rozstrzygnąć, czy państwo może ustanawiać tak niebezpieczny precedens. To będzie ważna wytyczna na przyszłość – podsumował.
Założenia nowego podatku paliwowego
Stawka podatku miała wynosić 60 proc., a podstawę opodatkowania stanowić miała nadwyżka przychodów ponad kwotę przychodów, jaka zostałaby osiągnięta przez tego podatnika przy zastosowaniu marży referencyjnej. Rokiem referencyjnym miał być rok obrotowy zakończony przed 1 marca 2026 r. Marża referencyjna to średnia marża sprzedaży paliw ciekłych w 2025 r. powiększona o 20 proc. Branża paliwowa, która protestowała przeciwko temu podatkowi, podkreśla, że stawka podatku oparta jest na nadwyżce marżowej, a nie na rzeczywistym nadzwyczajnym zysku ekonomicznym. Obejmuje okres od marca do grudnia 2026 r., w tym miesiące już zakończone, więc firmy nie mogły uwzględnić nowego obciążenia w decyzjach zakupowych, cenach, umowach ani finansowaniu zapasów.
– Rozwiązania przewidziane ustawą to reakcja rządu na gwałtowny wzrost marż w sektorze paliwowym począwszy od marca 2026 r. – argumentował minister energii Miłosz Motyka zaraz po tym, jak przyjął ją parlament na początku lipca. Nowa opłata miała obciążyć producentów i importerów paliw, którzy osiągnęli ponadprzeciętne dochody w wyniku destabilizacji rynków energii po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Czytaj więcej
Sejmowa Komisja Finansów Publicznych przyjęła poprawki do projektu ustawy o nadzwyczajnych zyskach firm paliwowych. Część branży paliwowej, a także...
„Regulacja obejmie ograniczoną grupę podmiotów, ale jej relatywny ciężar może być szczególnie dotkliwy dla prywatnych polskich importerów paliw. Wejście w życie zaplanowano na 1 sierpnia 2026 r.” – wskazywała Polska Grupa Paliwowa.
Zastrzyku dla budżetu nie będzie
Wpływy z nowej daniny miały zrekompensować stratę dochodów w budżecie (szacowaną na ok. 4,8 mld zł w ciągu pierwszych trzech miesięcy w efekcie pakietu osłonowego CPN – Ceny Paliwa Niżej), która powstała w wyniku obniżenia stawki podatku VAT na paliwa do 8 proc. oraz redukcji akcyzy do minimalnych poziomów unijnych. Projekt zakładał, że producenci i sprzedawcy paliw ciekłych zapłacą łącznie cztery miliardy złotych podatku od nadzwyczajnych zysków osiągniętych w okresie podwyższonych cen paliw, z czego 3,8 mld zł w tym roku, a resztę – w 2027 r. Największym płatnikiem tego podatku miał być Orlen. Tylko ta spółka miała zapłacić ok. 3 mld zł lub nieco mniej, a pozostałą kwotę inne spółki.
Podatnikami od nadzwyczajnych zysków miały być podmioty prowadzące w Polsce działalność w zakresie wytwarzania paliw ciekłych, obrotu paliwami ciekłymi z zagranicą, które importują lub kupują je w ramach wewnątrzwspólnotowego nabycia. Ustawa obejmowała swoim zakresem zarówno duże koncerny, jak i mikro-, małych i średnich przedsiębiorców. Według szacunków krąg podatników obejmie około 20–30 podmiotów. Opodatkowaniu podlegać miały przychody ze zbycia paliw ciekłych w rozumieniu przepisów o monitorowaniu jakości paliw. W praktyce są to przede wszystkim benzyny silnikowe, oleje napędowe. Z nowej regulacji wyłączone mają być m.in. oleje opałowe czy procesy mieszania paliw.
Decyzję prezydenta skomentował już Andrzej Domański, minister finansów i gospodarki. „Prezydent Nawrocki zablokował kolejne 4 mld zł dla budżetu Polski. To środki, które miały sfinansować pakiet CPN chroniący Polaków przed wysokimi cenami paliw. Zamiast po stronie Polaków stanął po stronie koncernów paliwowych odnoszących potężne zyski z obecnej sytuacji na rynku paliw. Wysyłając ustawę do TK, którego działanie sam wcześniej sparaliżował, kolejny raz uderzył też w polskie finanse publiczne.” – napisał na portalu „X” minister Domański.
W podobnym tonie wypowiedział się minister energii Miłosz Motyka. „Brak podpisu prezydenta Nawrockiego pod ustawą, która zapewniała środki na pakiet CPN to antypaństwowe działanie. W sytuacji, gdy koncerny notowały nadzwyczajne zyski, a obywatele i budżet państwa ponosili straty, prezydent stanął po stronie koncernów, wbrew obywatelom. Wstyd!” – napisał na portalu „X” minister.
Branża krytykowała nowe przepisy
Choć ustawa formalnie dotyczyła określonej grupy firm, w praktyce jej skutki mogły być nierówne. – W momencie, kiedy rośnie cena ropy naftowej, zarabiają ci, którzy tę ropę wydobywają (...). Następnie: jeżeli cena diesla na rynkach wzrosła – w uproszczeniu – z 700 do 1,5 tys. euro, to zarabia ten, kto przerabia ropę na diesla. I te dwie kategorie faktycznie skorzystały na sytuacji światowej. Natomiast importer paliw (...) jest biorcą ceny z rynku – mówił podczas posiedzenia sejmowej Komisji Finansów Publicznych Krzysztof Rutkowski, przewodniczący rady nadzorczej Polskiej Grupy Paliwowej.
– Problem polega na tym, że podatek obejmuje jedynie część roku, zanim wiadomo, jaki będzie wynik całej działalności w 2026 r. Nie wiadomo, czy środki odbierane dziś firmom jako rzekome nadzwyczajne zyski nie będą dla nich konieczną poduszką finansową w drugiej połowie roku – mówi Robert Petruczuk, prezes PGP.