Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego nowy podatek paliwowy budzi poważne wątpliwości konstytucyjne biura legislacyjnego Sejmu.
  • Na czym polega zarzut podwójnego opodatkowania i ryzyko „konfiskaty majątku” w branży paliwowej.
  • Jakie mogą być długofalowe skutki nowej daniny dla rynku i bezpieczeństwa paliwowego kraju.
  • Skąd wynikają podziały w branży paliwowej i jakie stanowisko w sporze zajmuje Orlen.

Nowy podatek ma obciążyć producentów i importerów paliw, którzy osiągnęli ponadprzeciętne dochody w wyniku destabilizacji rynków energii po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Założenia nowego podatku paliwowego

Stawka nadzwyczajnego, obowiązującego tylko na ten rok podatku, miała wynieść 75 proc., ale po konsultacjach społecznych obniżono ją do 60 proc., a podstawę opodatkowania stanowić będzie nadwyżka przychodów ponad kwotę przychodów, jaka zostałaby osiągnięta przez tego podatnika przy zastosowaniu marży referencyjnej. Rokiem referencyjnym będzie rok obrotowy zakończony przed 1 marca 2026 r. Marża referencyjna to średnia marża sprzedaży paliw ciekłych w 2025 r. powiększona o 20 proc.

Czytaj więcej

Podatek od zysków spółek paliwowych przyjęty przez rząd. Teraz czas na Sejm

Wpływy z nowej daniny mają zrekompensować stratę dochodów w budżecie (szacowaną na ok. 4,8 mld zł w ciągu pierwszych trzech miesięcy w efekcie pakietu osłonowego CPN – Ceny Paliwa Niżej), która powstała w wyniku obniżenia stawki podatku VAT na paliwa do 8 proc. oraz redukcji akcyzy do minimalnych poziomów unijnych. Projekt zakłada, że producenci i sprzedawcy paliw ciekłych zapłacą łącznie cztery miliardy złotych podatku od nadzwyczajnych zysków osiągniętych w okresie podwyższonych cen paliw, z czego 3,8 mld zł w tym roku, a resztę – w 2027 r.

Niekonstytucyjny podatek paliwowy?

Projektowi ustawy nadano błyskawiczne tempo. We wtorek 16 czerwca został przyjęty przez rząd, a już 17 czerwca odbyło się pierwsze czytanie i projekt trafił pod obrady sejmowej komisji finansów i gospodarki, na której byli obecni przedstawiciele branży, którzy nie pozostawili na projekcie suchej nitki.

– Projekt ustawy działa wstecz, a takie działanie jest niezgodne z konstytucją. Możliwe jest dopuszczenie działania prawa wstecz wtedy, kiedy działa ono na korzyść strony. To nasz najpoważniejszy zarzut – alarmował dr Leszek Wiwała, prezes i dyrektor generalny Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN).

Krzysztof Rutkowski, przewodniczący rady nadzorczej Polskiej Grupy Paliwowej także podnosił zastrzeżenia dot. opodatkowania wstecz. – Mamy czerwiec, opodatkowanie ma być od marca – wskazał.

Na te zastrzeżenia części branży odpowiedział wiceminister finansów i gospodarki Jarosław Neneman. – Jeśli nie ma nadzwyczajnych zysków wśród przedsiębiorców importujących paliwa, to oni nie zapłacą żadnego podatku – powiedział.

Nieoczekiwanie jednak już przy rozpatrywaniu poprawek do ustawy, także biuro legislacyjne Sejmu zwróciło uwagę na wątpliwości konstytucyjne, jakie wywodzą się z przedłożonej regulacji. – Chodzi głównie o kwestię zgodności z artykułem drugim konstytucji i wywodzącą się z niego zasadą zakazu retroaktywności. W odniesieniu do podatków od zysków osiągniętych przed ew. wejściem w życie projektowanych regulacji, to ta ustawa będzie miała charakter retroaktywny – przyznał przedstawiciel biura legislacyjnego Sejmu dodając jednak, że w zależności od sprawy, w zakresie prawa daninowego TK różnie orzekał. – Zwracamy uwagę na duże wątpliwości odnośnie do zgodności z artykułem drugim. Przede wszystkim kwestia zasady zakazu retroaktywności, ale także kwestia pewności prawa zaufania obywateli czy podmiotu do państwa i stanowionego wcześniej prawa. To są wszystko zasady tzw. przyzwoitej legislacji wywołanej z artykułu drugiego konstytucji – zakończył przedstawiciel biura legislacyjnego Sejmu.

Czytaj więcej

Rząd bierze miliardy od paliw. Orlen i branża zapłacą nową daninę

Marcin Porzucek, poseł PiS po wysłuchaniu uwag biura legislacyjnego, wskazał, że skoro ten projekt jest „tak kontrowersyjny” trzeba zastanowić się nad jego zasadnością. – My będziemy tracić tutaj czas, a biorąc pod uwagę te zastrzeżenia dot. zgodności z konstytucją musimy mieć na względzie decyzję pana prezydenta. Pytaniem jest, czy nie skończy się tak, jak wiele innych niekonstytucyjnych projektów – sugerował poseł opozycji.

Przewodniczący komisji, Janusz Cichoń, poseł KO, stwierdził jednak, że skoro projekt przeszedł przez legislatorów w KPRM, to trzeba przyjąć ich wyjaśnienia.

Zarzuty o podwójne opodatkowanie branży

Lista zarzutów była jednak dłuższa. Zdaniem Wiwały nie ma tu też równości, jeśli chodzi o ustalanie stawki podatku. – Porównajmy się chociażby do sektora bankowego – tam stawka wynosi 30 proc. My mówimy tutaj o 60 proc., czyli tutaj tej równości nie ma – dodawał Wiwała. Sugerował, że dobrze byłoby obniżyć tę stawkę do 30 proc. Oznaczałoby to jednak obniżenie wpływów z podatku o połowę. Wiwała podkreślał, też, że ten podatek nie może stanowić kosztu uzyskania przychodów w CIT. – To znaczy, że jest podwójne opodatkowanie i tego nie powinno być – dodał.

Rutkowski dodał, że zaproponowane opodatkowanie na poziomie 60 proc. plus 19 proc. podatku CIT, daje już 79 proc. całego opodatkowania. – Mając na uwadze koszty, które nie są zaliczane do kosztów podatkowych, mamy de facto do czynienia z konfiskatą majątku, która jest sprzeczna z konstytucją – podkreślał Rutkowski.

Czeka nas kryzys paliwowy?

Zdaniem Wiwały nie jest tak, że ten projekt doprowadzi do zawalenia się rynku paliwowego. – Nie, nie doprowadzi, ale na pewno będzie skutkował ograniczeniem inwestycji w zieloną transformację, ale też w infrastrukturę. Na przełomie 2028-2029 r. przewidujemy potężny kryzys paliwowy wynikający z braku dostępności pojemności magazynowych i dostosowania do prawa. To nie jest tak, że ten projekt w jakiś sposób bezpośrednio wpłynie na te procesy teraz, ale dzisiaj przedsiębiorcy nie będą inwestowali w pojemności magazynowe i w budowę tych pojemności na przyszłość – alarmował dr Leszek Wiwała. Z kolei Krzysztof Rutkowski – odmiennie niż Wiwała – wskazywał, że skutkiem tej ustawy może być upadłość części firm i braki paliw. – Wszyscy importerzy paliw działają pod presją dużego zapotrzebowania na kapitał, ponieważ obrót paliwami jest niskomarżowy. Trzeba więc zgromadzić duży wolumen paliw, a to powoduje ogromne zapotrzebowanie na kapitał. Ten podatek zaś drenuje te firmy z kapitału, a firmy upadają nie dlatego, że nie mają zysków, tylko dlatego, że nie mają przepływów pieniężnych – mówił Rutkowski dodając, że projekt opiera się na wadliwej konstrukcji i jest on adresowany głównie do importerów paliw.

Zdaniem Rutkowskiego, jeżeli dopatrywać się tych nadmiarowych zysków, to należałoby ich dopatrywać się w dwóch sektorach: wydobywczym i przerobowym. – Te sektory faktycznie skorzystały, ale importerom sytuacja się pogorszyła, bo jeżeli wzrosła cena produktu, a importerzy ją kupują na giełdzie, to żeby kupić ten sam wolumen, jeżeli paliwo było po 4 zł, a jest po 6 na giełdzie, trzeba było wydać więcej pieniędzy – dodał.

Wśród przyjętych poprawek znalazła się m.in. zasada, aby przy ustalaniu wysokości przychodów do obliczania podatku uwzględnić wynik finansowy na instrumentach pochodnych. Komisja przyjęła również kilka poprawek o charakterze redakcyjnym, legislacyjnym i językowym.

Branżowe różnice zdań

Jeszcze przed komisją sejmową stanowisko wydała POPiHN. Organizacja tłumaczy, że wzrost cen na stacjach wynika z przyczyn niezależnych od przedsiębiorców – globalnego kryzysu energetycznego. – W Polsce nieuzasadnione zwiększanie cen w sytuacji obniżania podatku VAT i akcyzowego zostało uniemożliwione wprost przez Pakiet CPN i mechanizm cen maksymalnych. – Pakiet CPN spowodował wręcz, że część działalności branży paliwowej jest realizowana ze stratą – czytamy w stanowisku i jak dodano, proponowany podatek, wbrew nazwie, nie obciąża „zysków”, a różnicę przychodów. Izba wskazuje, że pominięto w nim m.in. koszty logistyczne czy wydatki inwestycyjne i dodatkowa danina może wpędzić niektóre firmy w straty finansowe.

To stanowisko zostało przedstawione w imieniu członków organizacji, a więc: Amic Polska, Anwim, Aramco Fuels Poland, BP Europe SE, Circle K Polska Sp., MOL Polska, Shell Polska oraz UNI-MOT. W tym gronie zabrakło największego gracza na polskim rynku, a więc Orlenu. Zapytaliśmy spółek o tę nieobecność, mimo że formalnie jest członkiem organizacji. Orlen wskazuje, że uczestniczył w konsultacjach publicznych projektu ustawy i w tym, przewidzianym ustawowo, trybie przedstawił swoje uwagi do proponowanych rozwiązań. „To właśnie taki model dialogu – oparty na formalnych, transparentnych procedurach i merytorycznej wymianie argumentów – uznajemy za właściwy i wyczerpujący w sprawach o tak istotnym znaczeniu dla rynku.” – czytamy w stanowisku przesłanym redakcji. Orlen w konsultacjach publicznych również wyrażał krytyczne stanowisko wobec części zapisów projektu np. w zakresie wzoru obliczeń podatku. Orlen także zapłaci najwięcej tego podatku. Ustawodawca wskazuje, że 60 proc. przychodów z tego podatku będzie pochodziło od Orlenu, a 40 proc. od pozostałych uczestników rynku.

Nieoficjalnie jednak słyszymy, że Orlen zawiesił swoją działalność w największej paliwowej, branżowej organizacji POPiHN. Jak słyszymy, Orlen od dłuższego czasu uważał, że Izba ta nie do końca reprezentuje interesy Orlenu. Grupa Orlen posiada około 65 proc. udziału w łącznym polskim rynku paliw, obejmującym sprzedaż hurtową i detaliczną. W samym segmencie detalicznym (sprzedaż na stacjach) udział rynkowy koncernu wynosi około 35 proc.