Z tego artykułu dowiesz się:

  • Na czym polega nowy podatek od zysków spółek paliwowych i jakie cele ma realizować.
  • Kto dokładnie zostanie objęty nową daniną i jaki jest kontrowersyjny mechanizm jej naliczania.
  • Jakie ryzyka dla rynku niesie nowa ustawa według przedstawicieli branży paliwowej.
  • W jaki sposób regulacja może wpłynąć na pozycję krajowych firm wobec międzynarodowych koncernów.

Sejm RP przyjął poprawki Senatu do ustawy z 19 czerwca 2026 r. o podatku od nadzwyczajnych zysków ze zbycia paliw ciekłych osiągniętych w okresie od marca do grudnia 2026 r. Ustawa trafi teraz do Prezydenta RP, który w ciągu 21 dni podejmie decyzję o jej podpisaniu lub zawetowaniu.

Czytaj więcej

Sejmowe obawy o konstytucyjność nowego podatku paliwowego

– Rozwiązania przewidziane ustawą to reakcja rządu na gwałtowny wzrost marż w sektorze paliwowym począwszy od marca 2026 r. – argumentował minister energii Miłosz Motyka. Nowa opłata ma obciążyć producentów i importerów paliw, którzy osiągnęli ponadprzeciętne dochody w wyniku destabilizacji rynków energii po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Założenia nowego podatku paliwowego

Stawka podatku ma wynosić 60 proc., a podstawę opodatkowania stanowić będzie nadwyżka przychodów ponad kwotę przychodów, jaka zostałaby osiągnięta przez tego podatnika przy zastosowaniu marży referencyjnej. Rokiem referencyjnym będzie rok obrotowy zakończony przed 1 marca 2026 r. Marża referencyjna to średnia marża sprzedaży paliw ciekłych w 2025 r. powiększona o 20 proc. Branża paliwowa, która protestuje przeciwko temu podatkowi, podkreśla że stawka podatku oparta jest na nadwyżce marżowej, a nie na rzeczywistym nadzwyczajnym zysku ekonomicznym. Obejmuje okres od marca do grudnia 2026 r., w tym miesiące już zakończone, więc firmy nie mogły uwzględnić nowego obciążenia w decyzjach zakupowych, cenach, umowach ani finansowaniu zapasów. „Regulacja obejmie ograniczoną grupę podmiotów, ale jej relatywny ciężar może być szczególnie dotkliwy dla prywatnych polskich importerów paliw. Wejście w życie zaplanowano na 1 sierpnia 2026 r.” – czytamy w stanowisku branżowej organizacji Polskiej Grupy Paliwowej.

Wpływy z nowej daniny mają zrekompensować stratę dochodów (szacowaną na ok. 4,8 mld zł w ciągu pierwszych trzech miesięcy), która powstała w wyniku obniżenia stawki podatku VAT na paliwa do 8 proc. oraz redukcji akcyzy do minimalnych poziomów unijnych. Ustawa zakłada, że producenci i sprzedawcy paliw ciekłych zapłacą łącznie 4 mld zł podatku od nadzwyczajnych zysków osiągniętych w okresie podwyższonych cen paliw, z czego 3,8 mld zł w tym roku, a resztę – w 2027 r.

Podatnikami od nadzwyczajnych zysków mają być podmioty prowadzące w Polsce działalność w zakresie wytwarzania paliw ciekłych, obrotu paliwami ciekłymi z zagranicą, które importują lub kupują je w ramach wewnątrzwspólnotowego nabycia. Projekt obejmuje swoim zakresem zarówno duże koncerny, jak i mikro-, małych i średnich przedsiębiorców. Według szacunków krąg podatników obejmie około 20–30 podmiotów. Opodatkowaniu podlegać będą przychody ze zbycia paliw ciekłych w rozumieniu przepisów o monitorowaniu jakości paliw. W praktyce są to przede wszystkim benzyny silnikowe, oleje napędowe. Z nowej regulacji wyłączone mają być m.in. oleje opałowe czy procesy mieszania paliw.

Senat na ostatniej prostej wprowadził limit kwoty podatku do zapłacenia, ograniczony wysokością dochodu ustalonego do celów podatku dochodowego od osób fizycznych lub prawnych, lub też do zysku bilansowego w przypadku spółki jawnej. Za poprawkami Senatu – głosowanymi łącznie – było 418 posłów, a 8 przeciw. Nikt nie wstrzymał się od głosu. Głosowanie nad tym podatkiem może wskazywać, że prezydent Nawrocki podpisze tę ustawę, bowiem „za” głosował jego obóz polityczny, a więc PiS. 

Branża krytykuje nowe przepisy 

Choć ustawa formalnie dotyczy określonej grupy firm, w praktyce jej skutki mogą być nierówne. Najwięksi gracze mają skalę działania, zaplecze finansowe i struktury pozwalające lepiej amortyzować nowe obciążenia. Dla mniejszych, niezależnych importerów taka danina może oznaczać ograniczenie działalności, utratę rentowności, a w skrajnych przypadkach wypychanie ich z rynku.

Ciężar nowych przepisów spadnie więc przede wszystkim na polskie firmy. Nie mają one takich możliwości jak międzynarodowe koncerny, które mogą rozkładać koszty w ramach globalnych struktur. W efekcie ustawa, zamiast chronić rynek, może doprowadzić do jego dalszej koncentracji i osłabienia krajowych przedsiębiorców.

– W momencie, kiedy rośnie cena ropy naftowej, zarabiają ci, którzy tę ropę wydobywają (...). Następnie: jeżeli cena diesla na rynkach wzrosła – w uproszczeniu – z 700 do 1,5 tys. euro, to zarabia ten, kto przerabia ropę na diesla. I te dwie kategorie faktycznie skorzystały na sytuacji światowej. Natomiast importer paliw (...) jest biorcą ceny z rynku – mówił podczas posiedzenia sejmowej Komisji Finansów Publicznych Krzysztof Rutkowski, przewodniczący Rady Nadzorczej Polskiej Grupy Paliwowej.

– Problem polega na tym, że podatek obejmuje jedynie część roku, zanim wiadomo, jaki będzie wynik całej działalności w 2026 r. Nie wiadomo, czy środki odbierane dziś firmom jako rzekome nadzwyczajne zyski nie będą dla nich konieczną poduszką finansową w drugiej połowie roku – mówi Robert Petruczuk, prezes zarządu PGP.