Sprawa dotyczyła zatrudniania przez Le Pen w latach 2004–2016 asystentów europosłów Frontu Narodowego, którzy w praktyce pracowali dla partii krajowej. Jak wyjaśnia Kita, co do faktów sporu właściwie nie ma – rzecz w tym, jak je nazwać. Pieniądze nie trafiały do prywatnej kieszeni, lecz na cele partyjne. Praca nie była fikcyjna w tym sensie, że jej nie wykonywano; była fikcyjna o tyle, że nie wiązała się z Parlamentem Europejskim.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Marine Le Pen o krok od Pałacu Elizejskiego. To zwycięstwo ucieszy Putina. Stawką przyszłość Unii Europejskiej

Obie instancje zgodziły się co do winy, różniąc się w sprawie kluczowej kary – pozbawienia praw wyborczych. Sąd pierwszej instancji uznał, że odstąpienie od niej oznaczałoby traktowanie przywódczyni opozycji lepiej niż zwykłego obywatela. Sąd apelacyjny przyjął inną hierarchię: ważniejsze okazało się prawo obywateli do swobodnego wyboru spośród kandydatów. Karę skrócono do 45 miesięcy, z czego 30 w zawieszeniu – Le Pen zostało jeszcze do odbycia 15 miesięcy. Zdaniem Kity to wyrok salomonowy: ukarać, ale ostateczny osąd zostawić wyborcom.

Czy Marine Le Pen wystartuje w wyborach prezydenckich? Gra na czas trwa

Le Pen złożyła kasację, ponieważ częścią wyroku pozostaje roczne ograniczenie wolności, w praktyce dozór elektroniczny. Wcześniej deklarowała, że w takich warunkach nie wystartuje. Teraz – jak ocenia gość – gra na czas, licząc, że procedury nie zamkną się przed wyborami.

Kita zestawia to z Rumunią, gdzie jego zdaniem zaszło znacznie dalej: decyzja sądu zapadła w trakcie głosowania, a trybunał najpierw zatwierdził wyniki, potem cofnął własną decyzję. Kluczowe, dodaje, jest to, by sądy były postrzegane jako niezależne, a do trybunałów konstytucyjnych nie trafiali politycy prosto z parlamentu.

Czytaj więcej

Marine Le Pen skazana i zwycięska. Sondaże: Zostanie prezydentem Francji

Wyrok Marine Le Pen nie wpłynął na sondaże. Dlaczego wyborcy pozostali obojętni?

Najciekawsze jest to, czego nie było. Poparcie Le Pen po wyroku ani nie wzrosło, ani nie spadło. Tylko 31 proc. Francuzów uważa ją za całkowicie niewinną, za uczciwą – około 40 proc. Wyżej wypadają wskaźniki kompetencji i tego, czy wyborcy wyobrażają ją sobie jako prezydenta. Zdaniem Kity rozczarowanie klasą polityczną we Francji jest dziś głębsze niż powierzchowna antysystemowość: liczy się nie tyle uczciwość, ile sprawczość. Symptomatyczne jest to, że nie ma we Francji polityka, któremu ufałoby ponad połowa obywateli.

Czytaj więcej

Marine Le Pen popełniła przestępstwo. Mimo to wystartuje w wyborach prezydenckich

Wybory prezydenckie we Francji. Marine Le Pen wciąż jest faworytką pierwszej tury

Macron zostawia po sobie rozbity obóz – dwaj jego byli premierzy rywalizują o kandydaturę, rozdrobnione są też centroprawica i lewica. Le Pen ma w pierwszej turze 33–35 proc., rywale najwyżej niewiele ponad 20. To, jak ujmuje to Kita, największy kawałek francuskiego sera – wciąż jednak nie ponad połowa.

Czy ten proces był przełomem? Zdaniem gościa jest to raczej jeden z epizodów głębszego kryzysu francuskiej sceny politycznej. Skoro Le Pen wystartuje, w gruncie rzeczy jest to wiele hałasu o nic.