Wspieranie kultury jest działaniem naturalnym. Dzięki niej jesteśmy ludźmi. Ważne jest, by robić to w sensowny sposób, bo – jak wiadomo – „dobrymi chęciami piekło brukowane”. Nie wystarczy więc dobrze chcieć, ale trzeba jeszcze dobrze zrobić.

Dyskusja na temat projektu mającego wspierać uczestnictwo artystów w systemie ubezpieczeń społecznych jest prowadzona w sposób, który nie przybliża nas do wypracowania sensownych rozwiązań. Zarówno argumenty „za”, opierające się na odmienianej przez wszystkie przypadki specyfice zajęć artystycznych, jak i argumenty „przeciw”, opierające się na negowaniu – czasem grubiańskim – wartości twórczości artystycznej, prowadzą na manowce. I dodatkowo podgrzewają atmosferę, co przenosi wszystko w sferę raczej polityki niż merytorycznej dyskusji. Wiele złego dla jakości dyskusji robi też nabijanie klikalności newsami o tym, jak małą emeryturę dostaje ta czy inna znana twarz. Taka pogoń mediów za klikalnością jest żenująca, ale nie ma na szczęście nic wspólnego z omawianym projektem.

Zasady wsparcia muszą być przejrzyste

System ubezpieczeń społecznych powinien być jednolity, czyli powinien traktować wszystkich tak samo. Jako społeczeństwo możemy jednak zdecydować, czy chcemy dodatkowo finansować jakieś jego rozszerzenia, takie jak np. dopłacanie do składek niektórych artystów. Żeby taką decyzję racjonalnie podjąć, zasady przyznawania wsparcia muszą być całkowicie przejrzyste, abyśmy mogli ocenić, co, komu, i dlaczego mamy dodatkowo finansować i ile ma to aktywnych ekonomicznie Polaków kosztować dzisiaj i w przyszłości. Powinno być również ocenione, jakie mogą być skutki uboczne takiej interwencji i czy będą one dotkliwe.

Podchodząc do sprawy merytorycznie zacząć należy od tego, że na bazowym poziomie proponowane rozwiązanie nie burzy funkcjonowania systemu ubezpieczeń społecznych. W cywilizowany sposób wprowadza dodatkowe regulacje do istniejącego systemu. To warte podkreślenia, jako że często jeszcze pojawiają się propozycje regulacji bazujących na ogólnym kształcie dawnego systemu emerytalnego, który nie istnieje już od ponad ćwierć wieku.

Czytaj więcej

Tylko najbiedniejsi artyści skorzystają z dofinansowania do ZUS

Dodatkowy koszt to problem

Na głębszym poziomie jest jednak kilka istotnych problemów, które należy spokojnie rozważyć. Zacznijmy od tego, że takie wsparcie to dodatkowy koszt dla społeczeństwa. Ocena, czy należy go nań nałożyć, nie jest łatwa. I to nie tylko dlatego, że to jakaś konkretna kwota. Większym problemem jest to, że jako społeczeństwo jesteśmy już teraz dramatycznie zadłużeni. Dlatego każdy dodatkowy wydatek musimy rozważyć jako kwotę, którą musimy dodać do tego, co już nas obciąża. To swego rodzaju memento dla nas wszystkich: powściągnijmy się w wydawaniu naszych środków na różne, nawet ważne cele, bo potem może nam zabraknąć na cele jeszcze ważniejsze.

Przypomnę tylko, że niezależnie od technicznych sformułowań typu „budżet”, koszt zawsze ponoszą aktywni ekonomicznie obywatele. Nie oceniam tu, czy proponowany wydatek jest ważniejszy czy nie od jakiegoś innego, ale jak się zastanowić, to jasne się staje, że wydaliśmy sporo na niekoniecznie najważniejsze cele, które będą nas obciążać przez kolejne lata i mamy teraz problem.

Wzmocnienie nacisków innych grup zawodowych

Drugim problemem jest „zły przykład”. Tego typu regulacja, nawet jeśli uznamy, że jest zasadna, wzmocni naciski innych grup zawodowych, które z pełnym przekonaniem i zaangażowaniem będą forsowały wzięcie pod uwagę także ich specyfiki. Bo czyjaż sytuacja nie jest specyficzna? Ustawa – nawet zasadna, oparta na specyfice jednej grupy – wesprze działania innych, które przy okazji wyborów wylobbują sobie jakieś szczególne wsparcie. Politycy je obiecają, albo – co gorsza – faktycznie „dadzą”, obciążając nie zawsze zdające sobie z tego sprawę społeczeństwo. W taki sposób rozsypują się instytucje społeczne mające w zamyśle służyć społeczeństwu. Niestety takich „złych przykładów” mamy już sporo. Rozszerzanie ich może budzić obawy.

Powszechny system emerytalny powinien być powszechny, czyli obejmować wszystkich i stosować takie same dla wszystkich zasady. To fundament. Nie wszyscy są jednak tacy sami, mają różne uwarunkowania kształtujące ich aktywność ekonomiczną, która jest podstawą uczestnictwa w systemie. Jednak rozwiązania instytucjonalne opierające się na specyfice aktywności takiej czy innej grupy są zdecydowanie niedobre. Przede wszystkim dlatego, że zamykają ludzi w ich aktywnościach, podczas gdy wiele dziesięcioleci, przez które ktoś pozostaje aktywnym ekonomicznie, może wymagać i na ogół wymaga dostosowania do zmian. Jutrzejsza specyfika danego zawodu może być istotnie różna od dzisiejszej. Ponadto oparcie systemu na specyficznych regulacjach otwiera drogę do politycznych rozgrywek, na których wszyscy tracimy.

Kto jest artystą, a kto nie

Jest jeszcze pytanie, kto jest artystą i kto o tym decyduje. Teoretycznie mogą to ustalać jakieś rady czy inne ciała, ale pozostanę sceptyczny w tej sprawie. Ponadto sama treść projektu jest długa i zawiła, co nasuwa obawę, że będzie w niej sporo możliwości obchodzenia ograniczeń. Szczególnie niepokoją zapisy dotyczące administracyjnej otoczki całego przedsięwzięcia.

Nie rozumiem również, dlaczego koszt proponowanego wsparcia miałby być „rozmyty” w całości środków zarządzanych przez ZUS. To być może największy problem z zapisami tego projektu. Pieniądze przeznaczane na wsparcie powinny być zapisywane jako konkretna kwota w ustawie budżetowej. To powinien być wyodrębniony przepływ środków, które trafiają na odpowiednie konta, tak jak normalnie płacone składki.

Powinno być widoczne, jakie kwoty społeczeństwo przeznacza za pośrednictwem budżetu na dofinansowanie składek na omawiany cel. Absolutnie nie może być to przesunięcie środków w ramach tego, czym zarządza ZUS. Przejrzystość jest fundamentalnym warunkiem racjonalnego zarządzania środkami finansowymi społeczeństwa. Bez niej cofniemy się o dziesięciolecia, na co nie możemy sobie pozwolić.

Czytaj więcej

Piotr Kosiewski: Artyści czy klienci władzy

Trzeba wyodrębnić składkę emerytalną

Jest jeszcze jedna kwestia innego rodzaju. Projekt ten nie uwzględnia tego, że czym innym jest oszczędzanie na starość (składki emerytalne), a czym innym pozostałe elementy ubezpieczeń i zabezpieczenia społecznego finansowane z odrębnych składek. Niedostrzeganie tego jest powszechną bolączką różnych proponowanych regulacji, jak i społecznej percepcji. W uzasadnieniu do omawianego projektu mieszane są ze sobą kwestie finansowania wizyty u lekarza, urlopu związanego z urodzeniem dziecka i ubóstwa na starość. To poważny deficyt.

System emerytalny dotyczy jedynie przeniesienia części bieżącego dochodu z dziś na finansowanie konsumpcji w czasie starości. Stosowane w tym celu metody mogą być różne, ale ich istota pozostaje taka sama. W polskim systemie ta oszczędnościowa składka emerytalna jest jednoznacznie wyodrębniona z tego, co potocznie, całkowicie błędnie nazywane jest „składką na ZUS”.

Nie jest to składka „na ZUS”, a ponadto składek jest kilka. Ich przeznaczenie jest różne. Najważniejsze jednak jest to, że zapłacenie różnych składek – poza emerytalną – rodzi skutki finansowe „na dziś”. Związane z nimi usługi społeczeństwo, świadomie lub nie, finansuje w ramach ogólnej sumy środków na ten cel wydawanych. W przypadku systemu emerytalnego tak nie jest. Niezapłacona dzisiaj składka rodzi indywidualne skutki dla konkretnej osoby za kilka dziesięcioleci, w czasie starości.

To fundamentalna kwestia. Omawiany projekt opiera wsparcie dla artystów na faktycznie dzisiaj płaconych składkach, tyle że finansowanych przez resztę społeczeństwa za pośrednictwem budżetu. To dobrze, ale byłoby lepiej, gdyby jednoznacznie wyodrębnić w tym wsparciu składki oszczędnościowe emerytalne.

Niebezpieczne „ja nie płacę składek – niech inni je zapłacą za mnie”.

Na koniec sprawa, która niektórych zbulwersuje. W znacznej części problem wynika nie tylko z niskich czy nieregularnych dochodów części artystów, lecz z formy umów, które zawierają w związku z działalnością artystyczną. Od umów o dzieło standardowo nie płaci się składek. Dotyczy to również umów z osobami prowadzącymi jednoosobową działalność gospodarczą, które funkcjonują tak, jak gdyby były przedsiębiorcami mogącymi zaniżać wysokość płaconych przez siebie składek. Projekt prowadzi do tego, że owe niezapłacone składki ma płacić reszta społeczeństwa. Czy nie wzmacnia to podejścia „ja nie płacę składek – niech inni je zapłacą za mnie”? Jeśli tak, to nie wygląda to dobrze, rośnie chęć „podczepienia się” pod takie wsparcie.

Może więc warto rozważyć kierowanie wsparcia jedynie do osób, które niezależnie od umowy składki jednak płacą? Chodzi o to, by nasz szacunek dla kultury i dobre chęci wsparcia artystów rzeczywiście wsparły potrzebujących, a nie stały się narzędziem rozgrywki grup najlepiej zorientowanych i posiadających sprawnych lobbystów. W przeciwnym razie umożliwimy wypływ środków społecznych, które mogłyby być wydane na inny cel, choćby na wsparcie instytucji kultury, by mogły lepiej płacić artystom.

Chciałbym, by kultura w Polsce była – w relacji do naszych możliwości – szczodrze finansowana. Artystom należy się społeczny szacunek i wsparcie. Regulacje tego dotyczące powinny być jednak jeszcze raz przemyślane. Omawiany projekt wymaga jeszcze dużo pracy, by można było poprzeć nie tylko jego oczywistą intencję wspierania kultury, ale także sposób, w jaki to miałoby być robione.

O autorze

Prof. Marek Góra

Pracuje w Katedrze Ekonomii SGH. Zaprojektował (wraz z Michałem Rutkowskim) funkcjonujący w Polsce od 1999 r. system emerytalny oparty na przejrzystej indywidualnej wymianie międzypokoleniowej.

Śródtytuły od redakcji