Niewątpliwie Komisja Europejska poszła na ustępstwa względem niektórych państw takich jak Polska, jeśli chodzi o tempo redukcji uprawnień do emisji CO2. Obecne tempo sprawiłoby de facto, że w systemie zabrakłoby uprawnień już za ponad 10 lat.

Wolniejsze tempo redukcji uprawnień z rynku oraz dłuższa żywotność uprawnień do emisji CO2 mogą np. wpłynąć na ceny uprawnień, na czym zależało wszystkim gospodarkom tracącym per saldo na systemie. Ceny mogą spaść o kilka, a nawet kilkanaście euro. To będzie oznaczać, że system może kosztować polską gospodarkę znacznie mniej, niż gdyby zmian nie było.

Czytaj więcej

Fale upałów zmieniają Europę. Klimatyzatory sprzedają się jak nigdy

Niestety są i takie rozwiązania, które z naszego punktu widzenia pozwolić mogą na mniejsze akumulowanie środków na transformację energetyczną z Funduszu Modernizacyjnego. Z propozycji KE wynika jednak, że skala wsparcia w ramach FM ma być o wiele niższa, bo w przyszłej dekadzie zostanie on sfinansowany z puli 280 mln uprawnień. Przy zakładanej przez KE cenie na poziomie 75 euro za jedno pozwolenie, fundusz może więc wynieść 21 mld euro. W obecnym 10-letnim okresie trafi do niego blisko 650 mln uprawnień. Szacuje się, że w latach 2021–30 do Polski trafi z FM około 14 mld euro. I tu jest na pewno pole do lepszego wydawania tych środków z UE, bo dotychczas lepiej niż my wydawali pieniądze – jak wynika z dostępnych danych – Czesi czy Rumuni.

Wreszcie Polska obroniła pulę darmowych uprawnień do emisji CO2, ale nadal nie wiadomo, jakie będą benchmarki (wskaźniki) decydujące o przyznawaniu puli tychże uprawnień. Komisja Europejska przedstawiając propozycje, nie kończy, a właściwie otwiera ponownie dyskusję nad systemem, która powinna zakończyć się wraz z całym procesem zmian w ciągu kilku tygodni.

Dla polskiej energetyki ważniejszym niż zmiany ETS mogą się jednak okazać ewentualne zgody KE na pomoc publiczną dla dotowania wciąż niezbędnej emisyjnej energetyki opartej na gazie. Zmiany w ETS jednak pokazują, że Bruksela pod presją wykazała elastyczność, choć nie będzie ona trwała wiecznie. Oczywiście, biorąc pod uwagę obecne wyzwania, złagodzenie kursu mogło być głębsze, ale to klasyczna sytuacja szklanki, która dla jednych jest do połowy pełna, a dla drugich do połowy pusta.