4,6 mld zł zainwestowanych w polskie start-upy w pierwszym półroczu robi wrażenie. Historyczny rekord wygląda jednak lepiej w statystykach niż w rzeczywistości. Wystarczy odjąć dwie potężne lokomotywy – Iceye i ElevenLabs, które działają już w światowej lidze i przyciągają kapitał, którego polskie fundusze nie są w stanie zapewnić – by zobaczyć, że pod powierzchnią kryje się stagnacja. Szerokie ożywienie rynku wciąż nie nadchodzi.

Problem zaczyna się od kapitału

Co to oznacza w praktyce? Małe i średnie projekty wciąż zderzają się ze ścianą, a funduszom brakuje odwagi i kapitału na finansowanie najwcześniejszych etapów rozwoju. Polski rynek venture capital pozostaje też jednym z najbardziej uzależnionych od publicznych pieniędzy w Europie. Gdy kończą się programy PFR Ventures czy NCBR, aktywność funduszy wyraźnie słabnie. To pokazuje, że prywatny kapitał nadal nie zbudował wystarczająco silnych fundamentów całego ekosystemu.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Polska bije rekord finansowania innowacji. Mniejsze start-upy nadal walczą o kapitał

Pro

Jeśli więcej kapitału ma trafiać do mniejszych spółek, Polska musi odejść od strategii pasywnego „czekania na jednorożce”, jak popularnie określa się nowe firmy technologiczne o wartości co najmniej miliarda dolarów. Co prawda, pieniądze z KPO i nowej perspektywy unijnej zaczynają już płynąć do funduszy VC finansujących najwcześniejsze etapy rozwoju start-upów, ale dzieje się to zdecydowanie za wolno. 

Równolegle państwo powinno wprowadzić realne zachęty podatkowe dla aniołów biznesu. To oni najwcześniej inwestują w najbardziej ryzykowne projekty, zanim zainteresują się nimi fundusze. Ulgi na wzór brytyjskiego programu SEIS, pozwalające odliczyć od podatku nawet połowę wartości inwestycji w start-up, mogłyby uwolnić znaczną część prywatnego kapitału pozostającego dziś poza rynkiem innowacji. Nieprzypadkowo Wielka Brytania od lat należy do europejskich liderów pod względem liczby jednorożców – sprzyja temu także silny rynek kapitałowy oraz rozwinięty ekosystem finansowania wczesnych etapów rozwoju.

Jak przyciągnąć inwestorów

Potrzebni są także krajowi inwestorzy instytucjonalni. W dojrzałych ekosystemach VC znaczącą rolę odgrywają fundusze emerytalne i ubezpieczyciele. W Polsce ich obecność pozostaje symboliczna, przez co rynek nadal nie potrafi funkcjonować bez wsparcia państwa.

Warto też ułatwić kilku mniejszym funduszom wspólne inwestowanie w jeden projekt, co obecnie jest często biurokratycznym koszmarem. Pozwoli to finansować ambitniejsze start-upy, dzieląc ryzyko i zwiększając liczbę dostępnych rund.

Równie istotne jest tworzenie warunków do zwiększenia liczby udanych wyjść z inwestycji. Fundusze venture capital żyją nie samym inwestowaniem, lecz możliwością sprzedaży udziałów z zyskiem. Bez większej liczby przejęć, udanych debiutów i szerzej – ożywienia giełdy, kapitał będzie wracał do funduszy zbyt wolno, ograniczając finansowanie kolejnych pokoleń start-upów.

Na koniec pozostaje problem mentalności rodzimego biznesu. Duże polskie spółki nadal częściej kupują gotowe technologie za granicą lub rozwijają własne działy badawczo-rozwojowe, niż inwestują w krajowe start-upy. Zachęty podatkowe lub regulacyjne mogłyby to zmienić.

Gra o przyszłość gospodarki

To zresztą problem całej Europy. Bruksela od lat zwraca uwagę, że europejskie start-upy zbyt często szukają kapitału w USA, ponieważ rynek finansowania na Starym Kontynencie pozostaje zbyt płytki. Gra toczy się o znacznie więcej niż sukces pojedynczych start-upów. To właśnie z takich firm wyrastają przyszli eksporterzy technologii, płatnicy wysokich podatków i pracodawcy tworzący najlepiej wynagradzane miejsca pracy. Bez takich zmian i setek mniejszych rund finansowania kolejne projekty na miarę Iceye czy ElevenLabs po prostu nie powstaną. Potencjalne polskie jednorożce potrzebują więcej „soczystej trawy” na wczesnym etapie rozwoju. Bez niej nie urosną.