Na przełomie pierwszej i drugiej ćwierci XXI wieku w Polsce i na świecie dominuje nastrój niepokoju i zamęt. Zamęt potęgują kolejne wojny zwiastujące koniec globalnego porządku, który sprawdzał się przez ostatnie 80 lat, a nam po ponad trzech dekadach trudu i znoju przyniósł względny dobrobyt. Niepokój budzi zaś to, czy ten dobrobyt uda się utrzymać w przyszłości, mimo załamania demograficznego.

Załamanie demograficzne

Z prognoz GUS wynika, że populacja Polski może się skurczyć do 2060 r. o blisko jedną czwartą, jeśli wskaźnik dzietności nadal będzie szorował po dnie. Wielki prodemograficzny wysiłek państwa nie przynosi zmiany trendu, więc w niedalekiej przyszłości mniej niż połowa mieszkańców kraju będzie w wieku produkcyjnym. Nie lepiej jest z resztą świata – kraje z najniższymi wskaźnikami urodzeń jak Chiny, Japonia czy Korea Południowa mają – według prognoz ONZ – skurczyć się do 2050 r. o 20-30 proc. Osoby w wieku 65+ będą tam stanowić 30-40 proc. populacji. Ba, globalny spadek liczby urodzeń sprawi, że w drugiej połowie wieku światowa populacja ma się zacząć zmniejszać – po raz pierwszy od epidemii dżumy XIV wieku!

Czytaj więcej

Polska straci 10 mln ludzi. „Łatwiej żyć w parze z psem niż z niemowlakiem”

Noblista: Spada liczba urodzeń, ale rośnie PKB

Czy Polska oraz reszta świata skazane są wobec tego na załamanie gospodarcze? Niekoniecznie. Opublikowana w lipcu przez National Bureau of Economic Research najnowsza praca ekonomicznego noblisty Darona Acemoglu i jego współpracowników z Massachusetts Institute of Technology i London Business School przynosi bardzo optymistyczną odpowiedź.

Badacze dowodzą, że w krajach, w których następował spadek wskaźnika urodzeń, jednocześnie rósł średni PKB na pracownika. I nie wyjaśnia tego np. wzrost poziomu wykształcenia, rosnący udział kobiet w rynku pracy czy odpływ pracowników z rolnictwa do fabryk. Prawdziwym powodem jest rozwój technologii oszczędzających pracę ludzi, twierdzą badacze. I podkreślają, że postęp techniczny w tym kierunku stymulowany był zwłaszcza przez spadek liczby młodych pracowników.

Robotyzacja plus samoobsługa

Jest więc nadzieja dla Polski, której rynku pracy – wobec nastrojów społecznych i coraz bardziej restrykcyjnej polityki państwa – nie uratują imigranci. Technologia powinna być odpowiedzią na starzenie się społeczeństwa i kurczenie o około 150 tys. rocznie liczby osób w wieku produkcyjnym.

Wprawdzie daleko nam do Tajwanu, gdzie roboty noszą korespondencję w biurach i obsługują gości w restauracjach, ale przecież kasy automatyczne nie są w naszych sklepach wyjątkiem. Samoobsługa już lata temu zawitała na stacje paliw, firmy logistyczne mówią o konieczności robotyzacji magazynów, a i bank w telefonie zamiast okienka w oddziale nie jest już nowością. Rozwój AI – której się chyba niesłusznie obawiamy, że pozbawi nas pracy – powinien sprawić, że zwiększy się wydajność osób „pracujących głową”. Więcej takich działań przed nami.

Wyzwania dla Polski

Starzenie się polskiego społeczeństwa nie musi powstrzymać wzrostu zamożności. O ile wcześniej damy sobie radę z takimi „drobiazgami”, jak pozbawiony kluczowych elementów samoregulacji system ochrony zdrowia, niedostosowany do kurczącego się rynku pracy system podatkowy czy zbyt szybko rosnące zadłużenie, z którego obsługą zmagać się będzie za 30 lat mniejsza o jedną czwartą populacja Polski. Ale to już temat na oddzielny felieton.

Czytaj więcej

Zmiany demograficzne widoczne w polityce rozwojowej samorządów