Czas w PiS biegnie nieubłaganie i wygląda na to, że wszystko zmierza ku konfrontacji, a być może – nawet do podziału. Przypomnijmy, w ubiegłym tygodniu władze PiS dały członkom partii tydzień na to, by zrezygnowali z członkostwa w jakichkolwiek stowarzyszeniach o charakterze politycznym. Ale Mateusz Morawiecki i jego stronnicy – tzw. „harcerze” – którzy w maju zarejestrowali stowarzyszenie „Rozwój Plus”, nie chcą z tego zrezygnować.

W piątek ujawniony został list (podpisany przez ponad 40 osób ze środowiska Mateusza Morawieckiego), skierowany do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który miał być swoistą demonstracją politycznej siły. Po tej publikacji Nowogrodzka musi się więc liczyć z tym, że wykluczenie grupy Morawieckiego doprowadzi potencjalnie nie tylko do powstania osobnego klubu parlamentarnego w Sejmie, ale również do tego, że Morawiecki i jego klub będzie miał np. swojego wicemarszałka Sejmu (ten temat pojawia się w kuluarowych rozmowach). Teraz PiS nie ma obsadzonego fotela wicemarszałka, bo obecna koalicja rządząca nie zgodziła się na wskazywaną od 2023 r. przez PiS kandydaturę Elżbiety Witek. 

Czytaj więcej

Sławomir Mentzen kpi z „maślarzy”. „Siedzieliśmy w trójkę z Morawieckim i Tuskiem”

Politycy związani z Mateuszem Morawieckim podkreślają w rozmowie z nami, że o jakimkolwiek wycofaniu się na tym etapie nie może być mowy. Nie zgadzają się także na to, by np. stowarzyszenie zostało zmienione w think tank – chociaż takie pomysły mają też krążyć na Nowogrodzkiej. – To niczego nie zmieni, stowarzyszenie pozostanie naszym stowarzyszeniem – słychać od zwolenników Morawieckiego. 

Z nieoficjalnych informacji wynika też, że może jeszcze dojść do jednego spotkania prezesa Jarosława Kaczyńskiego z Mateuszem Morawieckim – to, czy będzie rozłam, czy też nie, zależy tylko od Kaczyńskiego – twierdzą rozmówcy stojący po stronie byłego premiera. I podkreślają, że z partii wychodzić nie zamierzają. Z kolei przeciwnicy byłego premiera podkreślają, że to wszystko jest tylko narracją, która ma zbudować jego pozycję już poza PiS, a Morawiecki od dawna ma własne polityczne cele poza partią. 

Eskalacja i gra wewnątrz. Maślarze kontra harcerze kłócą się od lat 

Ustalenie tego, co doprowadziło do obecnej eskalacji, jest niemal niemożliwe ze względu na emocje, jakie wywołuje ta sprawa wewnątrz PiS. Widać je również publicznie. W ostatnich kilkunastu godzinach politycy PiS z obu frakcji wzajemnie obrzucali się inwektywami na portalu X.

Jednak prezes PiS Jarosław Kaczyński w niedzielnym wpisie pozostawił furtkę do deeskalacji. „Uchwalone reguły i decyzje Prezydium Komitetu Politycznego z z 15 lipca br. obowiązują, ale nie oznacza to, że aktywność obecnych członków stowarzyszenia nie może przybrać innego, wewnątrzpartyjnego charakteru”.

Jednak z naszych rozmów wynika, że tak jak wspomniano, zwolennicy Mateusza Morawieckiego nie wyobrażają sobie obecnie rezygnacji ze stowarzyszenia jako formy prawnej i przekształcenia go w wewnątrzpartyjny think tank. Do obecnej eskalacji doszło z kilku powodów, a jej przyczyn należy szukać jeszcze w poprzedniej kadencji Sejmu, kiedy rządził PiS. Wtedy zaczęła rosnąć opozycja wobec Mateusza Morawieckiego, głównie w środowisku dawnej Suwerennej Polski, ale także w grupie skupionej wokół Jacka Sasina, która później została ochrzczona jako „maślarze”. 

Do eskalacji doszło już po wyborach prezydenckich. Jesienią 2025 r. zwolennicy Mateusza Morawieckiego zaczynali mieć poczucie, że są „sekowani” przez władze partii (w tym odcinani od wspólnych prac programowych, chociaż Morawiecki ma własny, dość aktywny Zespół Pracy dla Polski) i w podejmowanych przez nią decyzjach. Elementem tego procesu była również marcowa decyzja PiS, by kandydatem na premiera został Przemysław Czarnek. Zdaniem zwolenników Morawieckiego, Czarnek nie radzi sobie w tej roli i nie przyczynia się do wzrostu poparcia dla PiS.

Przeciwnicy Morawieckiego przekonują z kolei, że obecne słabe notowania PiS wynikają z faktycznego dążenia do secesji i publicznej krytyki ze strony byłego premiera oraz założenia przez niego wspomnianego wcześniej stowarzyszenia. Kilka tygodni temu okazało się, że 31 lipca odbędzie się grill oraz spotkanie połączone z debatami programowymi stowarzyszenia Rozwój Plus. Po kilku dniach władze PiS zdominowane przez przeciwników Morawieckiego – ale z ostateczną decyzją Kaczyńskiego oczywiście – podjęły w związku z tym decyzję o przyjęciu specjalnej uchwały. Zdaniem naszych rozmówców ze strony Morawieckiego Jarosław Kaczyński nie spodziewał się jednak, że grupa skupiona wokół byłego premiera jest tak liczna. Miał otrzymywać od przeciwników Morawieckiego informacje, że liczy ona mniej niż 15 osób albo niewiele więcej. I że rozstanie z nią jeszcze w wakacje będzie bez większych kosztów.  

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Wyjście Morawieckiego z PiS nieuchronne, ale dziś przedwczesne

Czy projekt Morawieckiego ma sens? Ekspert: To może być jak rozwód Konfederacji i Brauna

Czy projekt byłego premiera – jeśli dojdzie do podziału i rozłamu – ma szanse jako odrębny byt?  – Uważam, że projekt Morawieckiego poza PiS to potencjalnie coś znacznie szerszego. To moim zdaniem będzie – jeśli oczywiście do rozłamu dojdzie – być może coś w rodzaju „Czwartej Drogi”. Bo Władysław Kosiniak-Kamysz już swego czasu usiadł do debaty z byłym premierem Mateuszem Morawieckim. To, jak zakładam, był sygnał do potencjalnej współpracy wyborczej. PSL w ostatnich dwóch wyborach parlamentarnych nie startował przecież w pojedynkę. W 2019 r. to był sojusz z Kukizem, w 2023 r. z Hołownią. Jednocześnie rozwód Morawieckiego z Kaczyńskim może być za zgodą, ale i paradoksalnie z korzyścią dla obydwu formacji. Tak jak ubiegłoroczny rozwód Brauna i Konfederacji. Te dwie formacje tylko na tym ostatecznie zyskały – zwraca uwagę w rozmowie z „Rzeczpospolitą” dr Bartosz Rydliński z UKSW i Centrum im. Daszyńskiego. – Prawo i Sprawiedliwość musi mieć na swojej flance wersję „light”, dla wyborców, którzy po 2023 r. trwale odpłynęli od PiS, a Kaczyński i jego ekipa nie są już żadną pro-rozwojową ofertą – dodaje w rozmowie z nami Rydliński.

W najnowszym sondażu Pollster dla „Super Expressu” hipotetyczna partia Mateusza Morawieckiego ma 2,33 proc. poparcia. I to też musi brać pod uwagę zarówno Morawiecki i jego środowisko, jak i prezes Kaczyński. 

Ale już w innym sondażu – United Surveys by IBRiS, który został opublikowany w poniedziałek – hipotetyczna partia Morawieckiego ma 6,9 proc. A PiS w tym badaniu tylko 18,9 proc. I to też jest w siedzibie partii Kaczyńskiego uważnie analizowane.